Wąskotorowa porażka

      Brak komentarzy do Wąskotorowa porażka

Biegając w ciągu ostatniego tygodnia głównie na stadionie, sporo zastanawiałem się nad tym, jak pobiec V Bieg Wąskotorowy. I prawdę mówiąc nie miałem na ten bieg pomysłu. W czasie jednej z sesji biegowych (albo ze Staszkiem, albo z Jarkiem – nie wiem, wyleciało mi to ze łba), stwierdziłem, że wszystko powyżej 40:00 w tym biegu będzie porażką, a czas lepszy… Read more »

Wiosenna adaptacja w sosie działdowskim

      Brak komentarzy do Wiosenna adaptacja w sosie działdowskim

Nowy wpis zaledwie po tygodniu… Ale skoro jest to dzienniczek, to… musi być. Ostatni tydzień przyniósł sporo nowych wydarzeń. Po pierwsze – w końcu przypałętała  się wiosna. Po drugie – odżył wspomniany gdzieś tam w odmętach wpisów Olo, wracając do biegania. Po trzecie – po debiucie w Parkrunie w Działdowie udało mi się tam wrócić. Ale po kolei. Najpierw Olo…. Read more »

Toi-toiki na OKS-ie

      Brak komentarzy do Toi-toiki na OKS-ie

Ostatnie dwa tygodnie, które nastąpiły po moim debiucie w działdowskim Parkrunie, minęły szybko i mocno. No i pogoda zmieniła się z zimy na wiosnę. Pierwszy tydzień upłynął pod znakiem interwałów – najpierw 6 powtórzeń serii 2 minuty+1 minuta+30 sekund z ładnym tempem w okolicach 3:30-3:35 (na kilometr) na lekko już przetartej ze śniegu ulicy Hrabiego. Wieczorem w środę (21.03) na… Read more »

Parkrun Działdowo, czyli LasRun

      2 komentarze do Parkrun Działdowo, czyli LasRun

Wczoraj wybraliśmy się do rodzinki na Mazury. Wyruszaliśmy z Otwocka w „piątunio”, więc jeszcze przed wyjazdem sprawdziłem, czy w pobliżu miejsca, gdzie „rodzinkujemy się” nie ma jakiegoś Parkrunu. I okazało się, że jest – i to w odległości około 10 kilometrów. Droga z Otwocka do Warszawy okazała się męką, ale potem już jakoś poszło. Wiatr, śnieg, oblodzenie. Czemu o tym… Read more »

Wąskotorówka is coming

      Brak komentarzy do Wąskotorówka is coming

Powinno być „Summer is coming”, ale niech już będzie z Wąskotorówką w tytule… Po Półmaratonie w Wiązownie wzięło mnie na odkurzenie wspomnień i poczytanie wpisów z ubiegłego roku. Pamiętałem, że było źle i pamiętałem, że to źle czułem jeszcze przez jakiś czas. Wymęczona godzina i 38 minut, zharatane paluchy, które dawały się w kość jeszcze przez dwa kolejne miesiące… Ból… Read more »

Wiązowna po raz drugi…

      2 komentarze do Wiązowna po raz drugi…

Na początek parę „poważnych” faktów: tętno 183-189 na ostatnim kilometrze, średnie tempo 4:14min/km, miejsce 151 na 1561 ludziów, no i czas lepsiejszy o prawie 10 minut od zeszłorocznego. Na zakończenie jeszcze jeden fakt – to był mój najnudniejszy bieg od 2012 roku 🙂 Mariusz, tak zwany Psychopata Biegowy A teraz niepoważnie. Od samego początku zakładałem, że będzie to bieg sprawdzający… Read more »

Schłodzenie jak ta lala

      Brak komentarzy do Schłodzenie jak ta lala

Tytuł miał być inny, ale padło na głupawy. Bo i wpis będzie głupawy. Jak nie ma co zapisać w dzienniczku biegowym, to trzeba wymyślić jakąś głupotę 🙂 Luty, jak dotychczas przedstawia się ubogo w porównaniu do stycznia. Kilometrów mniej; mniej też spektakularnych wyników. To wszystko za sprawą innych spraw na głowie, wyjazdu na południe i takich tam przeszkadzaczy. Na południu… Read more »

Styczniowe otwarcie za 460

      Brak komentarzy do Styczniowe otwarcie za 460

Wpis podsumowujący miał powstać i już. I powstaje. Trochę się obawiałem, że bardzo różnorodna pogoda i nie zawsze dobre warunki do szybkiego biegania nie pozwolą na żadne szaleństwa. I, że w związku z tym nie będzie o czym pisać. Ale wyszło inaczej. Styczniowe otwarcie za 460 Po pierwsze – wyszedł cholernie mocny kilometraż. Coś, czego wcześniej nie byłbym nawet w… Read more »

Odkrywam Franka Horwilla

      Brak komentarzy do Odkrywam Franka Horwilla

Niniejszy wpis miał powstać na początku lutego. Miał być podsumowaniem nowego, rekordowego kilometrażu, choć wcale moim celem nie było bicie się z kilometrami. Za to walka z jabłuszkiem na stoku już takim celem była. Ale po kolei. We wcześniejszym wpisie wspomniałem, że styczeń to martwy sezon. Ale przestał być martwym sezonem. Zwykle poprawy czasów na różnych dystansach zaczynały się w marcu… Read more »

Zrolowany początek stycznia

      Brak komentarzy do Zrolowany początek stycznia

Styczeń to martwy sezon. Do opisywania również. Postanowienia opisałem. Teraz mam czas na ich realizację. Zrolowany początek stycznia Zacząłem powoli wprowadzać trening uzupełniający – w czasie rozbiegań w lesie poświęcam kilka minut na rozciąganie, skipy, podskoki, wieloskoki i tym podobne dziwne figury… W domu robię ćwiczenia rozciągające na pasmo biodrowo-piszczelowe, które coś się zaczęły cichutko odzywać oraz prewencyjnie ćwiczenia na… Read more »