Pięćdziesiąt i pięć

      Brak komentarzy do Pięćdziesiąt i pięć

Powroty z kolonii, trochę zamieszania w domu, trochę odpoczynku, parę treningów, odwiedziny szpitala na Batorego… To nie były nudne dwa tygodnie… A i treningowo też nie wiało nudą. Dominika rozpisała mi treningi na kolejne dni między naszymi treningami. Więc miałem co robić. I polubiłem ten stan permanentnego zmęczenia. I coraz bardziej lubię te uczucie, gdy zaczynam trening, pamiętając, że najgorsze… Read more »

Czterystu-metrowiec z wyglądu…

      Brak komentarzy do Czterystu-metrowiec z wyglądu…

Dwa tygodnie znowu śmignęły nim się obejrzałem. Trening i rozmowy w domu kręcą się jakimś dziwnym trafem wokół biegania po lesie, ćwiczeń siłowych, rozciągania. Coś się pozmieniało. Nawet moje podejście do ćwiczeń siłowych „letko” się zmodyfikowało. Rozmawiamy o taśmach do ćwiczeń, a z Decathlonu przywieźliśmy… sztangę. I choć zawsze wzdrygałem się na samo słowo „siłowo”… to teraz macham sztangą 😎… Read more »

Utajniony projekt

      Brak komentarzy do Utajniony projekt

Kto się miał domyślić, ten się domyślił. Kto nie, to się nie domyśli. Bo i tak pewnie tu nie zajrzy. Przez tytułowy projekt rozmijałem się na stadionie ze znajomi z grupy biegowej. Ale też nie mogło być inaczej, bo zmieniły mi się godziny treningu, jego zakres, spadł kilometraż. No i w końcu mogę go odtajnić i ujawnić, bo wszystko jest… Read more »

Gdy nadejdzie czas

      Brak komentarzy do Gdy nadejdzie czas

Krótko podsumuję, bo na razie nie ma co się rozpisywać. Label 5 został otwarty i pochłeptany.  Whiskacz miał być rzadko… i jest. Smakuje nawet lepiej niż zwykle. Ale, choć może się tak wydawać, wpis nie będzie o piciu. Będzie o świętowaniu bieganiu. UTP, czyli utajniony_projekt jeszcze nie ujrzy światła dziennego, choć przemyślenia Faraona idą w dobrym kierunku – czasem trza… Read more »

Srający pies

      Brak komentarzy do Srający pies

Brzydki tytuł i brzydko pachnący… No ale ten-tego… naprawdę tak było. A na zdjęciu na stronie głównej te psisko to główny (srający) bohater. To może zacznę od końca… znaczy się od początku. Poprzedni tydzień zacząłem mocnym treningiem bicepsów, tricepsów mięśni rąk – zrobiłem leśny rajd z 90 pompkami. Czyli moje nowe odkrycie treningowe – bieg pompkowy. We wtorek miałem trening… Read more »

Bieg Pompkowy

      Brak komentarzy do Bieg Pompkowy

Tak, dokładnie tak – bieg pompkowy. Nie pępkowy, bo ten byłby walką o utrzymanie na nogach; nie pompowy, bo oznaczałby ucieczkę przed pompą, czyli ulewą; nie jest to też błąd – chodzi właśnie o Pompkowy. Biegi, gdzie tempo z przymusu waha się między 5:40 a 6:30, przez ostatnie 3 lata były raczej dla mnie rzadkością, jak trąba powietrzna w Śródborowie…. Read more »

Tu, o tu… stał pomnik

      Brak komentarzy do Tu, o tu… stał pomnik

To zdecydowanie był najbardziej treningowo zapracowany tydzień tego roku. I jak przy kilku innych wpisach, już tu mógłbym zakończyć bazgrolenie, ale za dwa-trzy lata nie będę nawet pamiętał, że ledwo chodziłem… Wszystko zaczęło się oczywiście od wspomnianego biegu na piątkę,  gdzie prawie otarłem się o oficjalny czas z Siedlec. Prawie, bo brakło 8 sekund. W poniedziałek, zaraz po tym biegu… Read more »

Bicie demonów

      Brak komentarzy do Bicie demonów

Połowa czerwca, masa imprez dookoła, gorąc, jak w piekle lub Krematorii z Kronik Riddicka… Słowem piekielny gorąc i drepczące po piętach demony. Każdy ma swoje do pokonania. I każdy robi to na swój sposób. I tak ekipa znajomych z Otwock Biega pobiegła w upale Karczewski Bieg Uliczny. Relacji jeszcze nie słyszałem, ale sądząc po czasie całości to i koledzy z… Read more »

Dwupak czerwcowy

      Brak komentarzy do Dwupak czerwcowy

Mam nadzieję, że tytułowy dwupak kojarzy się odpowiednio z zimnym piwem. Szczególnie, gdy w czasie biegów temperatura powietrza waha się w okolicach 30 stopni, a grunt jest nieco chłodniejszy… i ma również 30 stopni… No dobra, ale od czego tu zacząć? Dwupak czerwcowy: Warszawskie Gorące Na początek warszawskie Bielany i Bieg Firmowy. Garmin Connect pokazał prawie 28 stopni. W słońcu… Read more »

Mid-season z kolką

      Brak komentarzy do Mid-season z kolką

Najlepiej oddaje to, co się dziś zdarzyło angielskie określenie Mid-Season Slump. Chyba 🙂 Bo tak do końca nie jestem pewien, czy to kryzys, czy inna cholera. Mid-Season Ale po kolei. Szybkie stadionowe przed biegiem w Mińsku wchodziły szybko i rokowały, że 4:00 na piętnastu kilometrach nie będzie problemem. Tak, jak nie było przez pierwsze 15 kilometrów na półmaratonie w Wiązownie…. Read more »