ICE

Po marazmie zeszłego roku i pozostawionych samym sobie dwóm niedokończonym modelom – „Czarnej Perle” oraz „Piotra z Gdańska”, noworocznie zabrałem się za zapomniany model ICE, który kupiłem aby był atrapą na makiecie do zabawy dla syna. Ot, stojący pociąg na jednym z peronów stacji przejazdowej. Niemieckie wydanie – po angielsku i po niemiecku, prosty druk, niewiele elementów – wszystko wskazywało na prosty model.

Nic z tych rzeczy. Wycinanie nie przysparza większych problemów. Gorzej jest z instrukcją, która ogranicza się do krótkiego opisu i 2 rysunków.

Wszystko idzie dobrze do momentu sklejania dzioba… i tu instrukcja zawodzi – nie wiadomo ani jak skleić końcówkę; ciężko jest cokolwiek dopasować. Moje umiejętności nie są wielkie, więc i efekt walki z dziobem wyszedł średnio – przód pogięty, jak po klepaniu.

Później przyszła kolej na wagony. W tym momencie zacząłem zastanawiać się nad 2 rzeczami – 1. jak połączyć pociąg (bo nie chciałem go sklejać sklejkami na sztywno) i 2. żeby nauczyć się w końcu szlifować balsę.

Po sklejeniu pierwszego wagonu już wiem, że lepiej balsą zakryć całość, bo się odznaczają miejsca niewypełnione. Inna sprawa, że pierwszy wagon nie jest wyszlifowany, jak być powinien… mogło być lepiej 😛

Potem było móżdżenie, jak połączyć całość, żeby można ją było też porozkładać oraz pchając po torach, żeby reagowały poszczególne części na skręt. W końcu znalazłem odpowiedź – pianka.

Drugi wagon okleiłem balsą w całości.

cdn.

+1