#439

      Brak komentarzy do #439

Po latach przerwy (w listopadzie 2019 był ostatni raz) wystartowałem dziś w Parkrunie (Parkrun Gdynia nr #439). Choć ta przerwa to nie do końca z mojej winy – bo przez większość roku 2020 Parkrun chował się za mgłą kowidową i wylazł z niej dopiero niedawno… 🙄

Ale udało się wziąć udział, choć łatwo nie było. Ciężko było mi wstać, to po pierwsze. W drodze na spotkanie biegowe umierająca już od jakiegoś czasu Hondziura wyświetliła ikonkę silnika – i nie wiedziałem, czy już padnie zupełnie, czy jeszcze pojedzie. Szybka decyzja – parkuję pod Rivierą i truchtem biegnę na Skwer Arki Gdynia, gdzie zaczyna się parkrunowy bieg. Trucht trochę mnie zmęczył, tym bardziej, że już trochę męczących treningów było w nogach…

Sam bieg? Hmmmm… jak na powrót do piątki – to całkiem nieźle. Nawet nie łudziłem się, że mogę pobiec szybciej. Pierwszy, drugi kilometr nieźle, trzeci już wolniej, na czwartym przygniotło mnie zniechęcenie i wyczerpujące się siły – ale w tych biegach fajne jest to, że wstyd jest zejść z trasy… Piąty już trochę lepiej… choć był mocno męczący.

Skończyłem z czasem 20:20, co i tak w tym roku jest najlepszym wynikiem na 5 km 🙂 Siódme miejsce, ale to w sumie nie ma znaczenia, bo mniej więcej wiem już, jaka jest tu biegowa ekipa… i w razie czego na jaki czas mogą mnie poprowadzić. Po biegu – rozmowy z fajną ekipą Chylońskich Dzików… i truchtem powrót do samochodu. Bo bidon został w samochodzie…

A te wspomniane wcześniej męczące treningi to między innymi 800 metrów w dół z mojej nowej górki – na 2’9”, dwa podejścia do kilometra – z wynikiem 3’3” i 2’59”, co nie było łatwe z moim obecnym przygotowaniem wytrzymałościowym (którego jeszcze nie ma, co potwierdził parkrun).

Powoli, powoli – po tym przestawieniu z 200 i 400 metrów, zaczyna pojawiać się u mnie ta wspomniana zapomniana wytrzymałość, której nie ma – bo nie ma z czego być. Do chwili obecnej w roku 2021 wybiegałem „rekordowe” 348 kilometrów, z czego w samym sierpniu 64 kilometry (tegoroczny rekord miesięczny). I to samych krótkich, super szybkich lub… siłowych od Hollera (FTC X-factor).

Za 20 dni z chłopakami z Otwocka mamy start w 4. Bielańskim Wieczorze Lekkoatletycznym… więc to wszystko, co teraz męczę to przygotowania do – jak na razie – jednego potwierdzonego biegu na 1000 metrów. Czy uda nam się ekipą otwocką wystartować w sztafecie 4×400 metrów? Pewnie okaże się na miejscu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *