Asfaltowa wieczorna minuta

      Brak komentarzy do Asfaltowa wieczorna minuta

Nawiązując do fotki tytułowej – wszystko ciemność, ciemność wszystko… po 15:30… A teraz do rzeczy.

Od powrotu z Cieszyna minął ledwo ponad tydzień, a działo się więcej niż czasem przez dwa-trzy tygodnie.

Po pierwsze – treningi z Dominiką. Na jednym z nich, na Agrykoli, mieliśmy powrót do bardzo krótkich i szybkich biegów. Chodziło głównie o akcentowanie 3 faz biegu: rozpęd-rytm-ponowny rozpęd. Wyszło fajnie, co odczuły mięśnie, bolące kilka dni… Prawdopodobnie ten trening „obudził” mięśnie, dzięki czemu w piątek podczas treningu składającego się z trzech biegów, w niskiej temperaturze i na żużlowej bieżni OKS-u wyszło lepiej niż treneiro się spodziewała. Wszystkie miały być bardzo szybkie, z różnymi przerwami na odpoczynek. A to wszystko przy 3 stopniach Celsjusza. Najważniejszy i najbardziej stresujący mnie odcinek – 500m – zrobiłem w 1’17” (przy założeniu 1’22”). Reszty nie zdradzę 🙂

Po drugie – wieczorne bieganie z Dzieciorem. Dzisiejszy tytuł jest nawiązaniem do tego biegania. W mojej pogoni za chłopakiem na ścieżce rowerowej Garmin zarejestrował 60.4″ na 400m… na asfalcie, przy jednym stopniu Celsjusza. Więc – mam się z czego cieszyć :mrgreen: A tymczasem coraz bardziej wyczekuję cichego spełnienia sobie samemu danej obietnicy: zejdziesz 400 metrów na asfalcie poniżej 60 sekund, zaczniesz biegać 800 metrów 😎

I kończąc – w sobotę ostatni (prawdopodobnie) start w tym sezonie – 400 metrów na AWF-ie. Cel jest prosty – zejść po raz trzeci w tym roku poniżej 60 sekund na 200 metrowej bieżni halowej …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *