Ballada o Maratonie Podhalańskim

      Brak komentarzy do Ballada o Maratonie Podhalańskim

Wielkimi krokami zbliża się IV Maraton Podhalański. Podobno ostatni. Ale na ten nie jadę. Z naszej grupy jedzie Jurek (na maraton) i Ania (na połówkę). Dla mnie przygoda z maratonami zakończyła się właśnie po ubiegłorocznym Podhalańskim. Powodem było zmęczenie i obawa przed kontuzjami – w czasie biegu kolejne partie mięśni i kolejne stawy dawały znać, że coś nie funguje, jak należy. To wtedy postanowiłem, że nie będę biegał dłuższych biegów dopóty, dopóki ciągle zyskuję prędkość na krótszych odcinkach.

Ballada o Maratonie Podhalańskim

Jako, że wkrótce mija rok od tego wydarzenia, wzięło mnie na sentymentalne wspomnienia o tym biegu.

Dobra, żartowałem. Powód jest inny – dziś, tuż przed upływem roku od tego biegu, pobiłem dwa z rekordów, które wtedy, na Podhalańskim kulnąłem na zbiegu z Gubałówki…

Rok temu, na mecie maratonu cieszyłem się, jak głupi z rekordu na 3 kilometry i rekordu na milę, które to zarejestrował Garmin. Grawitacja pomagała, a jako, że Gubałówka jest spora, to spadu starczyło na te 3 kilometry… Wtedy byłem wypruty z sił…

Dziś, w czasie treningu, który ma mnie przygotować do IV Mazowieckiej Piątki w Mińsku Mazowieckim, oba te rekordy stały się przeszłością. Trenuję podobnie, jak w zeszłym roku do 10 kilometrów – najpierw kilometr, dwa, dziś trzy kilometry – w czasie, który ma mi pozwolić zejść poniżej 19 minut. A dokładnie na 18:30, co jest moim tegorocznym celem. Jeśli w czasach około 3:45 min/km dojdę do pięciu kilometrów – to i Piątkę zrobię tak, jak założyłem.

Jeden… dwa… trzy kilometry…

Dwa kilometry w czasie poniżej 3:45 min/km utrzymałem już dwa razy – najpierw w połowie marca na stadionie (7:26), drugi raz w czasie interwałów w lesie (7:19) na początku kwietnia. Wtedy jednak były to bardzo mocno wymęczone dwójki…

A dzisiejszy trening… no był męczący. Jednak sam bieg był równy i spokojny – żadnego szarpania, jak na Wąskotorówce w pierwszych 3 kilometrach. Jako, że biegałem na stadionie, liczyłem czasy stoperem co 400 metrów. Jaki był czas na kilometr nie wiem 🙂 Pamiętam, że od drugiego kółka (czyli po 400 metrach) już do końca biegłem z lekkim zapasem – mniej więcej 4-8 sekund do wymaganego progu (progi obok na zdjęciu kartki treningowej). Na trzecim kilometrze miało być 11:00, wyszło – 10:49… Średnia – 3:36 min/km. REWELACJA – takie tempa chodziły mi po głowie od dłuższego już czasu

A podsumowując dzisiejsze rekordy do ubiegłorocznych z Gubałówki:

  • 1 mila: 5:47 (poprzednio 5:50);
  • 3 km: 10:49 (poprzednio 11:11).

Forma wzrasta. Wytrzymałość też. I został jeszcze miesiąc do zawodów 🙂

PS. Znowu trza będzie szybciej biegać spokojne rozbiegania… Od dziś oficjalnie podnoszę Danielsowe progi treningowe 😛


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *