BeWueLowy Półmetek

      Brak komentarzy do BeWueLowy Półmetek

Na początek – podziękowania dla MarcinaO za użyczenie fotki naszego zadbanego, nowoczesnego, wyróżniającego się w okolicy stadionu w Łotwocku 🙂 Dla dociekliwych – na zdjęciu jest BIEŻNIA. Jak zarobię coś na blogu, to ci Marcin odpalę procent…. A na razie podlinkowuję.

BWL (BeWueL) – 3. Bielański Wieczór Lekkoatletyczny – będzie głównym bohaterem dzisiejszego wpisu. Bo zostało do niego lekko ponad dwa tygodnie. A półmetek skojarzył mi się dzisiaj, gdy przeczytałem wpis Marcina. Przypomniała mi się sytuacja, gdy biegając razem na otwockim stadionie, Marcin stwierdził, że zrobi sobie w połowie drogi do zawodów test – i co, wyjątkowo zgodnie i jednym głosem z Marcinem P. próbowaliśmy Marcinowi wyperswadować. Marcin więc zrezygnował z testu.

To czas zmienić temat. Wczoraj oglądałem relację Kondycji Piaseczno z Memoriału Rosłona, gdzie startowali biegowi funfle z Otwocka, a który przypomniał mi o czymś innym. Słysząc nazwisko Nagórka w czasie prezentacji zawodników biegnących na 800 metrów, pomyślałem o faraonie, którego znalazłem na liście startowej BWL-u. I pośmiałem się sam do siebie, wyobrażając sobie jego minę, jak zobaczy PRAWDZIWEGO fana. O ile poznam go w maseczce na wejściu na bieżnię AWF-u 🙂

BeWueLowy Półmetek

No i jeszcze raz zmienię temat. Półmetek, nie półmetek – z Dominiką ruszyliśmy od początku września ostro z treningami. Założyła sobie, że będzie cieplej niż rok wcześniej i że jest w stanie przed zawodami zafundować mi trening, który może coś poprawić w mojej czterysetce. Na razie poprawia tylko zakwasy… czyli DOMS-a. Oprócz tego wyszło jeszcze, że ostatnia utrata wagi musiała też trochę pożreć mięśnie, bo znowu pogorszyła mi się technika biegu widoczna w tym, że odchyla mnie w tył, a jednocześnie wyginam brzuch do przodu (lordoza lędźwiowa). W dwa tygodnie tego nie nadrobię, ale mogę starać się trochę to wyprostować. Znowu w kolejce są pompki, deska na mięśnie brzucha i ćwiczenia na mięśnie okołokręgosłupowe.

Z rzeczy nadających się do zanotowania, które najbardziej mnie w ostatnim czasie ucieszyły, muszę wspomnieć o świadomym, ostrożnym powrocie do dwóch treningów w ciągu dnia. Oczywiście według wcześniej wypracowanej metody – szybkie/wolne lub na odwrót w zależności od dnia. Po szybkich samodzielnych biegach lub treningach z Dominiką, idę truchtać z Moniką do lasu. Czasem jest na odwrót – las, a po południu coś szybszego. Nie wiem, czy to coś da, ale na pewno pomaga roztruchtać bolące mięśnie.

O treningu wspomnę krótko – były osiemsetki, był trening na zakwaszenie (600-500-3*300-150). Były szybsze biegi na 120 metrów po wcześniejszych 500 metrówkach z jednakowym czasem 16.4 sekundy od trzeciego powtórzenia do końca. Kwas zalewa nie tylko nogi – odczuły też ręce. Może pozwoli to przetrwać ostatnie 100 metrów w lepszej formie niż w Piasecznie?

0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *