Copernicus Cup 2020

      Brak komentarzy do Copernicus Cup 2020

Będzie kolejny temat zastępczy. Bo nie ma o czym pisać. Po pierwsze bo – nie ma za wiele treningu. Bo po drugie problem z kolanami trwa. Pocieszające jest to, że problem jest chyba coraz bliższy rozwiązania. Trafiłem na rehabilitację, a specjalista zdiagnozował: kolano biegacza. Czyli po nie naszemu ITBS.  Po pierwszej wizycie okazało się – co najbardziej mnie ucieszyło – że mięśnie pośladkowe są w dobrym stanie. Potwierdza się również to, co zauważyła treneiro – że dwugłowe są w takim przykurczu, że skrócił się ich zasięg rozciągania. I stąd coś musiało pod wpływem przeciążeń nawalić. Rehabilitant, który obiecał, że po pięciu spotkaniach postawi mnie na nogi i nie powie, że mam zakaz biegania – tylko wrócę do treningu – powiedział też, że przy tym, co dziś mi zafundował, miał pacjentów, którzy wyli z bólu. Ja tylko postękałem sobie trochę 🙂

A teraz do rzeczy. Rzeczy, które być może wpłyną jakoś na mnie i na trening. Po pierwsze Copernicus Cup.

Copernicus Cup 2020

W ostatniej chwili Szymek zdecydował się jechać ze swoją grupą (Lekkoatleci z Otwocka) na zawody do Torunia. Nie pojechał, bo rozłożyła go grypa. Za niego ja się znalazłem na tej imprezie. Atmosfery i tysięcy myśli się nie da opisać… Oglądając rekord świata (tyczka), rekord Polski (400m kobiet) nie da się nie poddać supermenowo-spidermenowym fantazjom. Nie da się powstrzymać tej myśli, że ja też – JA TEŻ – chcę tam być, na ich miejscu. Taki klimat. Albo raczej taka atmosfera. No więc znalazłem się tam jako widz. Na razie 😛 – tyle może posłużyć za podsumowanie tego galopu chwilowych emocji i myśli.

Wszystkie zdjęcia z profilu FB Copernicus Cup

7 Habits of Elite Sprinters

Po drugie (to ciągle o tych rzeczach, które może jakoś wpłyną na trening): znalazłem ciekawy artykuł na stronie Jimsona Lee, o tytule jak wyżej. Przeczytałem, przetrawiłem. Elitem nie będę, bo wiek już nie puści, ale lektura artykułu doprowadziła do tego, że zdałem sobie sprawę z tego, że od baaaardzo dawna identyfikuję się z habitami elitów 😛 A najbardziej z tym, o którym zawsze mówiłem – że nie lubię biegać. No bo nie lubię. Że biegam tylko po to, by się ścigać 😛

Jak to ujął Ian Warren:

If you watch how Cheetahs operate in any of the animal documentaries, it’s a great representation of how elite sprinters do things. The motto is if you don’t have to run, walk. If you don’t have to walk, sit if you don’t have to sit, then lie down. Both cheetah’s and elite sprinters are lazy. They preserve all their energy until its game time. In the case of the cheetah, that means running after an animal. For sprinters, that is a rep at practice or a race.

Czy to nie jest clue biegania? 🙂 Na koniec ding-dong: ciągle powraca natrętna myśl dotycząca Torunia… bo też tam kiedyś wystartuję… nawet jeśli będę musiał ścigać cień kogoś szybszego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *