Nowe buty, Daniels & Daniels

      Brak komentarzy do Nowe buty, Daniels & Daniels

Otwock Biega…

…a ja nie. Ponownie nie wyszło. Staram się, jak mogę nie zaspać i czasem nie wychodzi. Rano, 7 stycznia, jak wstałem było za późno, żeby zdążyć. Termometr wskazywał blisko ziemi – 20°C. Otwock biegał – oglądałem zdjęcia na profilu. Marcin wyglądał, jak przymarznięty Mikołaj, ale kilka dni później wyjaśnił, że to była Ziajka dla dzieci, która zamarzła, ale skórę ochroniła. Żeby dzień nie poszedł na marne to polazłem w las, którego wyszło 12 kilometrów.

Potem nadszedł nad Otwock smok. I dymił, że zrobił się z niego smog. Przerwa potrwała do wtorku, kiedy to całą grupą (nocną zmianą Otwock Biega) pobiegliśmy wieczorem na Torfy. Było ciemno, ślisko, a dziewczyny przygotowały niespodziankę – ciastka cynamonowe i grzańca własnej roboty. Tempo było również zabawowe, a ja testowałem nowe buty.

Zakupy, zakupy

A testowanym zakupem były nowe buty, kupione z myślą o bieganiu w zimę oraz w górskich ultra. Po długich wahaniach zdecydowałem się na Salomony z kolcami. Na lodzie, w czasie dobiegu na Torfy spisywały się świetnie – mimo trudnego terenu i biegnąc po ćmoku, nie musiałem nawet patrzeć pod nogi. Cholernie stabilnie. Buty po raz pierwszy miałem na nodze, więc były próby z wiązaniem – słabiej-mocniej. Co nie zmieniło odczucia, że są sztywne… co od razu przypomniało mi męczące uczucie biegania w kolcach na tartanie za dawnych lat. Żeby test był pełny po zakończonym wspólnym bieganiu z Otwock Biega, zdecydowałem się na test szybkości na ścieżce rowerowej na Narutowicza. Na oblodzonej ścieżce 3:52 na kilometr, najszybsze tempo chwilowe 3:10… rewelacja. Oczywiście płuca dostały swoje, bo upału nie było (-6°C), ale co tam…

Następnego dnia było spokojne wybieganie dla przyzwyczajania stóp. To był cross po głębokim śniegu i lodzie, ciężki w efekcie i odczuwalny w stopach. A najbardziej w najdłuższych palcach stóp…

Daniels & Daniels

W czwartek rano dotarła paczka z Danielsem, czyli jego metodą biegania na której zakup zdecydowałem się po jakimś artykule przeczytanym w bieganie.pl mając we krwi Danielsa. Zainteresował mnie VDOT i bieganie według określonych czasów, co mnie zaskoczyło trochę. Cóż… Książkę zdążyłem łyknąć przeczytać do połowy z rana, po czym polazłem na coś dłuższego – czego wyszło 16 kilometrów. To był koszmar – bolące paluchy spowodowały, że wziąłem stareeeeeee Reeboki, które czasem biorę na asfalt. Wyszła z tego ślizgawka, telemarki, dwa dziobowania na śniegu i masa poślizgów… przy średnim tempie 5:28 na kilometr. Ból mięśni po tym biegu był taki, jak po interwałach.

Daniels mi się spodobał, i tak sobie myślę, że będzie dobrą metodą biegania, jak połączy się go z tym właściwym Danielsem 😀 Coś mi podpowiada, że razem mogą stworzyć cuda…

A do Bieszczadzkiego Zimowego zostały dwa tydnie….!


 

0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *