Dwadzieścia-dwadzieścia

      Brak komentarzy do Dwadzieścia-dwadzieścia

Garmin Connect rejestruje coraz krótsze biegi. Excelowy arkusz zliczający kilometry zanotował regres z trzech tysięcy kilometrów w 2018 roku, poprzez dwa tysiące w 2019, do marnych tysiąca stu w tym roku 🙂 Wiem, że przez to raczej nowych odznak we wspomnianym GC nie zdobędę… Ale… sam spadek kilometrażu – nie ukrywam – jest powodem mojej ogromnej radości.  Rady moich nowych guru biegowych – Tonego Hollera oraz Latifa Thomasa – działają, i pomimo kolejnego roku, który wskoczył na kark – ciągle pozwalają śrubować czasy. Ponadto – co jest chyba w tym momencie dla mnie najważniejsze – pozwoliły na wyleczenie kontuzji przeciążeniowych (chociażby upierdliwego, trzymającego od początku tego roku ITB-sa).

…i co miesiąc to samo…

Dwadzieścia-dwadzieścia

Po prawie roku ciężkiego treningu z Dominiką urwałem kolejną sekundę na czterysta metrów. Czy mogło być lepiej? No mogło. Urwałem 5 sekund na kilometr. I oczywiście – mogło być lepiej. Więcej sukcesów w tym roku nie było… takich zmierzonych oficjalnie na zawodach. Bo i zawodów było mało, nie było parkrunów… niewiele było czegokolwiek.

Były za to inne sukcesy. Ważniejsze od tych sukcesów z zawodów. Po pierwsze odważna decyzja o zakupie sprzętu, który kosztował majątek, ale uczynił trening… dokładniejszym, mierzalnym, wyjściowym do dalszych planów (nie tylko biegowych) i… przyjemniejszym. Po drugie były zawirowania ze stadionem w Otwocku, gdzie zarząd uporczywie przeganiał mnie z bieżni tak, że w końcu trafiłem na ścieżkę w Starej Wsi. Odkryłem też w międzyczasie krótką, ale tartanową bieżnię SP 5 w Świdrze. Jedyna taka perełka w Otwocku.

...całe 160 metrów bieżni...
…całe 160 metrów bieżni…

W lipcu wpadła rewelacyjna mierzona stoperem setka w Piasecznie (12.14), po której po raz pierwszy namacalnie zobaczyłem i uwierzyłem, że mogę zejść na 11 sekund na 100m. Od czwartego kwartału treningi zmieniły się diametralnie – biegałem już nie pod trenerskim okiem, a pod swoim własnym. Cel – bardzo krótkie odcinki biegane na maksymalnej prędkości. W kolcach. I przez całą zimę. I nawet przez cały rok. Dodatkowo – zgodnie z radami wyżej wymienionych guru-ów 🙂 – doszły biegi z górki i z wiatrem, które bardzo szybko zaczęły przynosić pierwsze zaskakujące rezultaty. Wtedy też po raz pierwszy w Gdańsku dwa razy pod rząd zrobiłem 150 metrów w czasie, jaki wcześniej był dla mnie nieosiągalny. Niedługo później Stara Wieś była świadkiem dwusetki (25.17), który to wynik pokazał łepetynie, że mogę zacząć myśleć o 24 sekundach…Wtedy też zacząłem robić Hollerowskie wickety oraz skoczność (plyometrię, czyli po polskiemu pliometrykę).

eR-eR-Pe

Wraz z nowym treningiem rozrosły się też excelowskie tabele, w których nagle znikąd pojawiły się wyniki skoku w dal, trójskoku, biegów na dystansie od 30 do 300 metrów, ze startu stojącego, z bloków oraz we flaju. Były treningi (oczywiście nie na bieżni!) na których na cztery biegi na 200 metrów 3 razy wchodziły w mniej niż 25.50 albo 9 setek – gdzie wszystkie mieściły się w zakresie 12.30-12.74 (też nie na bieżni!).

Listopad i grudzień przyniósł te wspomniane kolejne małe kroczki, ale pewnie z powodu temperatur nie pozwolił zrobić tych dwóch największych – czyli 24.XX na 200 metrów oraz 11.XX na sto. Odpowiednio liczniki zatrzymały się na 25.17 i 12.04

…Agrykola w drugiej połowie grudnia… (!!)

Pod koniec grudnia w trakcie moich bardzo ulubionych wicketów zdarzyło się coś, co jest kolejnym małym kroczkiem w drodze do 11 sekund na setkę. Na grzybkach rozstawionych co 210 centymetrów poczułem tą hollerowską vertical force. I to, co po uderzeniu nogą lądująco-odbijającą powinno nastąpić – rozluźnienie nogi zataczającej pełen ruch do następnego uderzenia w podłoże… Wiem, że ciężko to zrozumieć. Sam miałem z tym problem 🙂 Prostymi słowy – udało mi się znaleźć fazę odpoczynku w czasie sprintu 😮 Teraz czeka mnie szlifowanie odkrytego samorodka.

Za radą moich nowych przewodników treningowych nie zaprzątam sobie głowy treningiem pod czterysta… bo rezerwa uzyskana na tych krótszych odcinkach powinna wystarczyć na równe i powtarzalne bieganie 400m poniżej minuty. Na walkę z młodzieżą jestem już za stary, ale w swojej kategorii i tych sąsiednich w dół postaram się jeszcze powalczyć.

Dwadzieścia-dwadzieścia jeden?

A co do walki…rozważam na razie ostrożnie – jeśli będę mógł wziąć udział – start w Halowych Mistrzostwach Polski Masters w lutym w Toruniu. Co do dyscyplin… może skok w dal, być może 100m. I na pewno 200m 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *