Dzień Dziecka

      Brak komentarzy do Dzień Dziecka

Nie wiem, kiedy minął maj. Zauważyłem dopiero, jak się zrobił czerwiec. Jak wspomniałem w poprzednim wpisie – z Dominiką ruszyliśmy z treningami. Na razie w związku z ograniczeniami trenowaliśmy na Orliku, po grupie dziecięcej Lekkoatletów z Otwocka. Jako, że nie mamy jeszcze dostępu do bieżni, w ramach powtórki klepię głównie siłę. To, czego nigdy nie umiałem zrobić – dużo skoków, wieloskoków. Do tego doszły ćwiczenia na taśmach TRX, które mocno dają w d***, czworogłowy, dwugłowy… i nadgarstki. Efekt chyba jakiś jest, bo dziś usłyszałem, że szybkie przebieżki inaczej biegam. Dominika jeszcze nie umiała mi wytłumaczyć zrozumiale o co chodzi, ale wiem (=czuję), że nawet na zmęczonych mięśniach lżej mi się zasuwa krótkie-szybkie (na razie po skosie na orlikowym boisku).

Kilometraż wrócił do stanu z jesieni ubiegłego roku (między innymi dzięki częstym biegom po lesie z Moniką). Kilometraż jest już prawie taki, jak we wrześniu, kiedy trening ukierunkowany był już pod późno-jesienne zawody na AWF-ie.

Clyde Hart

Ponadto zakupiłem trochę ponad setkę wkrętów do kolców, które mordowane są na lekkiej ścieżce szutrowej, gdzie trenuję Hartowe czterysetki dzielone na odcinki. Są szybkie… są piekielnie szybkie… jak na szuter. Muszą być, bo droga ma lekki spad, żeby właśnie uczyć się dużych prędkości.

Wdrożenie do normalnego treningu jest w toku, choć muszę przyznać, że są dni, kiedy leń zwycięża 🙂 Treningi dzieciaków, na które wożę Szymka wymusiły na mnie dłuższe rozgrzewki – bo muszę czekać aż skończą trening, i wtedy dopiero wracam na mój… To pomogło mi zacząć powoli włączać do rozgrzewek nowe elementy, które już kiedyś podejrzałem na paru niezbyt mądrych filmach 🙂

No i na koniec muszę wspomnieć jeszcze o planach na czerwiec – będę walczył z leniem do bólu. Zobaczymy teraz kto kogo pokona 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *