Falstart numer jeden, czyli plan treningowy

      Brak komentarzy do Falstart numer jeden, czyli plan treningowy

Po zeszłotygodniowym rekordzie na dziesięć i planach startowych na najbliższe miesiące w lokalnych biegach, ogarnęła mnie chęć zrobienia „czegoś”. Czegoś w znaczeniu treningowym. Nie czuję pędu do ścigania się, nie czuję potrzeby rywalizowania. Choć miło jest wiedzieć, że już mogę z kimś ze znajomych biegać na równym poziomie. To co czuję, to chęć zejścia niżej w tempie biegu.

DZB

Zaczęło się niewinnie od poczytania o trenerze Tadeuszu Kępce. Potem obejrzałem na bieganie.pl film o tym, jak trenował swoich podopiecznych w Meksyku. Przy okazji dowiedziałem się, że kiedyś mówiło się o czymś, co nazywano Polską Szkołą Biegów (lub Polską Szkołą Biegową). I o tak zwanej Dużej Zabawie Biegowej. Obejrzałem więc film o DZB i zastanawiałem się, czy przypadkiem to, co robiłem pod okiem trenera w klubie dwadzieścia lat wstecz nie było tym, co na filmie wyjaśniał Kępka. Wydaje mi się, że w planie treningowym miałem MZB (Mała Zabawa Biegowa) i DZB.

A i ćwiczenia wydały się znajome.

Plan treningowy

Zrobienie czegoś nie oznaczało jednak od razu biegania DZB, bo jej elementy już od jakiegoś czasu włączyłem do swoich długich biegów. Zacząłem się interesować planami treningowymi. Przejrzałem ich kilka, czytając komentarze biegających. Konkretnie szukałem planu na 40 minut na dziesięć. Część planów wydała się być zbyt słaba, by zejść na zakładane 40 minut. I o tym w komentarzach, że są za słabe, pisali ludzie, którzy prawdopodobnie tego spróbowali. Część wydawała się nierealna – np. plan na 5 tygodni. Może dla 17 latka, ale na pewno nie dla mnie.

W końcu znalazłem taki, który zwrócił moją uwagę. Trening ciężki, a przy okazji opracowany przez kogoś, kogo biografia mi się spodobała.

Przejrzałem plan, zastanowiłem się i uznałem, że spróbuję.

Falstart

Założyłem sobie, że wybiegań robię tyle, że nie ma co na nie patrzeć. Za najważniejszy element uznałem powtórzenia szybkich biegów na 1200 metrów w czasie 3:45/km. Na początek cztery, w późniejszym okresie 6. Dodatkowo w planie oprócz biegów szybkich, są biegi ciągłe w ilości powtórzeń i w tempach, które mogą gwarantować osiągnięcie zakładanych 40 minut. I nie w pięć, a w realne 12 tygodni.

Po całkiem intensywnym początku tygodnia, test wypadł w piątek. Było gorąco. Założenie było takie, że jeśli uda mi się zrobić pierwszy dzień treningu, to startuję z nim (planem treningowym). Po pierwszych 1200 metrach było optymistycznie – 4:24. W drugim powtórzeniu wyszło 4:36. W zasadzie akceptowalnie, ale uznałem, że jeszcze jednak nie czas. Potem zrobiłem jeszcze 400 metrów, i choć subiektywnie wydawało mi się to bardzo wolnym tempem, stoper pokazał 1:18. Niepotrzebnie się poddałem. Pierwsze podejście nie wyszło. Ale zapewne wkrótce będą kolejne. Aż zrobię ten pierwszy trening, jak w planie. A wtedy ruszę z nim do końca.

Podsumowując, wiem, że jest to spore wyzwanie – jak z motyką na księżyc. Z 45 minut obecnie, chcę zejść na 40 z planu treningowego, bez etapów pośrednich. w 12 tygodni od momentu rozpoczęcia… Będzie ciężko, ale chyba już czas na taki trening 🙂


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *