O tym, co odeszło

      Brak komentarzy do O tym, co odeszło

Listopad za pasem – trening żyje własnym życiem. Na początku miesiąca wiało zaduszkową atmosferą, teraz zrobiła się zaduszkowa pogoda. Ciemno, ciemno i… ciemno. Jak wspomniałem, trening żyje własnym życiem: do biegów włączyłem raz w tygodniu sesje z podbiegami na pętli wokół Łysej Góry. Włączyć jeszcze chcę jeden trening w tygodniu z przebieżkami po 150 metrów w czasie spokojnego biegu. Wzorem minionych miesięcy jeden bieg w tygodniu jest żwawszy – co oznacza tempo pozwalające zejść poniżej 45 minut na dychę. I te elementy na zimę mają być takim zestawem „rutynowym”.

Czwartki zrobiły się dniem treningowym z częścią ekipy z Otwock Biega. Wcześniej robiliśmy rytmy na OKSie, teraz testujemy nową ścieżkę rowerową ze Śródborowa do Starej Wsi. To będzie dobra i szybka dycha na zimę. Sobota pozostaje na wspólne, wolne bieganie po lasach.

O tym, co odeszło

No i muszę nawiązać do tytułu… To oczywiście smutna historia: w kilku ostatnich biegach zaczęły mnie boleć stopy. Ot tak. Po zmianie butów na inne – przestawały boleć. A tytułowe to, co odchodzi… na śmietnik to wysłużone już Pumy Burst. Kupione pod koniec lutego, wytrzymały osiem miesięcy crossów. I… 1640 kilometrów. Jest już w szafce następca – ten sam model, inny kolor.

Zrzut z działu "sprzęt" w Garmin Connect

Zrzut z działu „sprzęt” w Garmin Connect

Z innych biegowych ciekawostek: magiczny Excel pokazuje, że nakulałem już 2630 kilometrów, co oznacza, że do 3 tysięcy brakuje mi 370 kilometrów. Do końca grudnia rozbiję bank 😛


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *