Parkrun Działdowo, czyli LasRun

      2 komentarze do Parkrun Działdowo, czyli LasRun

Wczoraj wybraliśmy się do rodzinki na Mazury. Wyruszaliśmy z Otwocka w „piątunio”, więc jeszcze przed wyjazdem sprawdziłem, czy w pobliżu miejsca, gdzie „rodzinkujemy się” nie ma jakiegoś Parkrunu. I okazało się, że jest – i to w odległości około 10 kilometrów.

Parkrun Działdowo, czyli LasRunDroga z Otwocka do Warszawy okazała się męką, ale potem już jakoś poszło. Wiatr, śnieg, oblodzenie. Czemu o tym piszę? Bo samochód w Działdowie stał się sensacją… tam ani grama śniegu… choć wiało.

Ale zanim o Parkrunie, krótko o mijającym tygodniu: który zaczął się rewelacyjnie dwoma kilometrami, w czasie których pociągnąłem równym tempem na 3:43 (o czym wspomniałem tu). W środku tygodnia było sporo wolnych biegów. W piątek, na boisku OKS-u, już w śniegu i porywistym wietrze pobiegłem szybszą dyszkę – 44 minuty z okładem. Najlepsze w tym biegu było to, że co okrążenie musiałem zgarniać z bluzy warstwę marznącego śniegu.  Co okrążenie nie widziałem już swoich śladów – no dobra… trochę przesadzam – ale były już przez zacinający wiatr i śnieg zatarte. Mimo to bieg wyszedł rewelacyjnie.

Parkrun Działdowo, czyli LasRun

Wyjeżdżając z Otwocka, zakładałem, że na Mazurach będzie to samo (w sensie pogodowym) i zabrałem kolce (oprócz oczywiście lekkich butów). Wyjeżdżając, nie miałem pojęcia o jeszcze jednym fakcie – z którego zdałem sobie sprawę dopiero dziś, w drodze powrotnej. Otóż dokładnie rok temu, dwa tygodnie po półmaratonie w Wiązownie, 18 marca wziąłem udział w moim pierwszym Parkrunie na warszawskiej Pradze (Park Skaryszewski).

A wracając do Działdowa: już gdy dotarłem na miejsce spodobała mi się okolica, bardzo przypominająca chaszcze karczewsko-otwockie. Z ich leśnymi drogami, lasem i… jak się później okazało – Łysą Górą. Ta cholera się wszędzie wypiętrzy…
Poznani ludzie byli rewelacyjni – pogadaliśmy, zrobiliśmy rozgrzewkę i pobiegliśmy.

Parkrun Działdowo, czyli LasRunParkrun Działdowo, czyli LasRun

 

 

 

 


zdjęcia – Parkrun Działdowo


O samym biegu niewiele mogę napisać – cholernie dokładna trasa (wskaźniki co do metra!), teren mocno pagórkowaty, zamarznięte koleiny na drogach leśnych i mocny, porywisty wiatr. Pierwszy kilometr (mocno pod górkę) wyszedł na 4:32 min/km i… prawdę mówiąc myślałem, że pobiegniemy grupą w takim tempie do końca (bo biegliśmy grupą, jak na zdjęciu powyżej). Szybko (bo po minięciu znacznika „1km”) okazało się, że nie pobiegniemy w tym tempie…

Parkrun Działdowo, czyli LasRunKtoś mnie wyprzedził i tylko usłyszałem „ooo…. idzie na życiówkę…”. No to się „chyciłem”. I „czymałem” na ile mogłem. Przyznam, że te górki były dla mnie wyzwaniem, a pierwszy uciekał, uciekał, i uciekał. Tak uciekał, że na mecie miał przewagi około 200-250 metrów. Duuuużo…
No i zrobił PB na Parkrunie…

EndHub pokazał, że robi na 5km 17 minut z okładem… nie miałbym szans go dogonić. Nawet po grochówce 🙂  Mimo wszystko był to jeden z lepszych biegów pod względem trudności (wiatr, górki, koleiny). Kilometry czasowo weszły tak:

4:32  |  3:57  |  4:03  |  3:59  |  3:49

Całość – 20:20. Po biegu, nowo poznani ludzie przeciągnęli mnie jeszcze po miejscowych pagórkach i pokazali Wieżę Bismarcka. Podobało mi się i na ten parkrun NA PEWNO wrócę. Ma coś, czego mi brakowało w tym praskim…

EndHub

A skoro już mowa o EndHubie to spodobało mi się to, co wyświetliło się przy dzisiejszym Parkrunie:

Parkrun Działdowo, czyli LasRun

Ale połechtało 😛


 

2 thoughts on “Parkrun Działdowo, czyli LasRun

  1. PitereK

    Twoje oblodzone auto przy naszych wypieszczonych marcowym sloncem samochodach wyglada jak pewien slynny Delorean 🙂

    Reply

Dodaj komentarz