First Timer! – Parkrun #197

      Brak komentarzy do First Timer! – Parkrun #197

Minęły dokładnie dwa tygodnie od Półmaratonu w Wiązownie, a paluchy jak były zharatane, tak są nadal. To oznaczało mniej kilometrów. Ale nie wolniej. Priorytetem było zaleczenie odbitych w czasie półmaratonu paznokci.

W czasie tych dwóch tygodni w treningu znalazł się czas i na podbiegi, i na zabawę biegową, i na szybsze biegi. Najcięższym treningiem była 14 kilometrowa zabawa biegowa, w której odcinki wolniejsze przeplatały się z szybkim biegiem na odcinku 1 kilometra. Powtórzenia kilometrówek wyszły w czasach od 3:58 do 4:11. Podbiegi zrobione kilka dni później tylko dobiły mięśnie łydek.

W międzyczasie zacząłem poważniej myśleć o jakimś ściganiu się. Ciągle w głowie kołatała się rozmowa z kolegą, którego spotkałem w pociągu jadąc ze stolycy do Zebrzydowic, a który zaprosił mnie na Parkrun w Cieszynie następnego dnia. Wykręciłem się wtedy, bo zjeżdżałem na dwa dni, i nie miałem ani butów ani dresu. Jednak myśl została. Dzięki Gienek.

First timer!

I ta myśl w końcu dojrzała. Szukanie czegoś o Parkrunach pokazało, że najbliżej jest Park Skaryszewski na warszawskiej Pradze. W sobotę zamiast pod otwocką Sosenkę, wsiadłem w SKM-kę i pojechałem do Warszawy. Szukając miejsca startu natknąłem się już w Parku na ubranych odpowiednio ludzi – pokierowali mnie i tak trafiłem pod pomnik, gdzie zbierała się ekipa startujących.

A sama impreza? Podobała mi się atmosfera. Sporo ludzi witało się i widać było, że znają się. Ja tylko słuchałem. Krzyczący koordynator zapędził nas na linię startu, gdzie słuchałem dalej, kto jak chce biec. Przed startem jeszcze pytanie, kto jest tu po raz pierwszy? Zgłosiło się nas z pięć-sześć osób. Potem start i dwa i pół kółka w parku. Po biegu, który wyszedł całkiem dobrze, czekaliśmy na ostatnie osoby, po czym była ustawka do pamiątkowego zdjęcia. Razem było 80 osób. Trasa – jak na pierwszy raz – okazała się ciężka, tym bardziej, że zegarek nie mógł coś złapać sygnału i nie wiedziałem, ani jaki dystans jest za mną, ani w jakim czasie. Mail z czasem i miejscem, otrzymany po biegu, miło mnie zaskoczył a porównanie mojego czasu do czasów czołówki biegu pokazało, że będzie tu roboty na lata… i będzie się z kim ścigać.

I o to właśnie chodzi na obecnym etapie :O


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *