Równia pochyła

      Brak komentarzy do Równia pochyła

Bieżnie, bieżnie…

…i już pokrótce tłumaczę tytuł 🙂 Po pierwsze – były wakacje – dwa tygodnie w Trójmieście. Miał być trening, miał być na bieżni. Wyszła dupa. Wystartowałem raz w Parkrunie, który poszedł jak zwykle ostatnio na 19 minut z kawałkiem bez większej spiny. Co do treningu na bieżni to załamałem się. Narzekam na stadion w Otwocku, ale on zwykle bywał dostępny. Teraz nie jest, bo coś tam majstrują, poprawiają. Huk wie co. Ale wracając do Trójmiasta – miałem blisko do ponoć bardzo dobrej bieżni w Sopocie. Obejrzałem ją zza płota, bo… wejście na 1h kosztuje 10 złotych. Jest prywatna.

Później była jeszcze jedna próba – Gdańsk i bieżnia AWF-u na Żabiance. Na necie ludzie komentowali, że kosztował kupę kasy. Rzeczywistość – o 20.00 już zamknięty, bez świateł, wstęp ponoć 5 zł na godzinę. I znowu zanurzyłem się w net. Wniosek – raczej smutny – chcesz pobiegać na bieżni to jedź do Redy lub do Pucka. WTF?

Równia pochyła

Po drugie z tą równią pochyłą. Coraz mniej startów, coraz krótsze dystanse. Cóż, to akurat nie jest złe, ale jak na to popatrzeć z boku to dystans moich startów coraz bardziej się stacza… w dół. I stąd ta równia pochyła. Startowałem w GPTB, które to starty okazały się w tym roku niezadowalające 🙂 Wziąłem się więc za sprinty. A te z kolei zaczęły być coraz bardziej obiecujące. No i pod okiem trenera. No i pierwszy start – jak to Dominika nazwała – na przetarcie… fajne określenie 😈

Warsaw Track Cup

Najpierw wprowadzenie: szósty tydzień przewlekłego zapalenia zatok, szósty dzień przyjmowania antybiotyku i w oczekiwaniu na wizytę u laryngologa… Powinno być słabo. Było, ale nie do końca. Wystartowałem w 3. serii na 800 metrów, blisko wewnętrznej krawędzi. Start był szybki – gość wypalił przed mnie jak torpeda, i zacząłem go gonić. Na dwusetnym metrze miał pomocnika, który krzyknął mu, że ma 27 sekund – byłem tuż za nim. Czułem, że mam siłę. To był moment krytyczny – przez chwilę zastanawiałem się, czy go nie wyprzedzić i nie pognać do 400 metrów i paść. Rozterka trwała jakieś 50 metrów i stwierdziłem, że biegnę do końca. Mój zając zaczął lekko zwalniać, ale tempo było pieruńsko szybkie. Wpadając na linię usłyszałem, że krzyknął mu ktoś, że ma 60 sekund – byłem ciągle tuż za nim. No i wtedy zaczęły pojawiać się oznaki zakwaszenia. Dociągnąłem do pięćsetnego metra i padłem. Nie dosłownie – tempo spadło drastycznie. Walcząc z udami – bo ręce wytrzymały – dokulałem się do 650 metra. Wtedy też usłyszałem, że ktoś mnie dogania. Dodatkowo usłyszałem głos wołający mnie po imieniu – mimo zmęczenia mózgownica podpowiedziała, że to chyba Paulina Kalinowska. Wtedy już się rozpędzałem. Ostatnie 100 metrów to był prawdziwy sprint 😛 całe 18 sekund…

Po ogłoszeniu wyników okazało się, że złapałem pierwsze miejsce w M40 z czasem 2’17.7” – PS2 wyjaśnia… To był dobry bieg – pobiegłem inaczej, niż radziła Dominika. Inaczej, bo chciałem zobaczyć ile mam siły na 400 metrów. I już wiem 😛

Lekko po północy: już się potwierdziło 🙂 12 miejsce na 42 startujących. Najszybszy miał 1’59.58″. Gość, którego goniłem wcale mi tak nie uciekł – różnicy było 2.20″… tyle co nic. A ten co miał mnie doganiać był 13 sekund za mną… był – 3 sekundy za mną – co widać na fotkach.

A więc – 4 października bicie minuty na 400 metrów. Obstawiam 56-57 sekund, ale kto wie? 🙄

PS. Może będą jakieś zdjęcia w najbliższym czasie, bo ponoć super-fotograficy byli obecni na zawodach. Z taaaaakimi tubami!!

PS.2. Warsaw Fuck Up

Bardzo rymujące się nagłówki, nieprawdaż? Już wyjaśniam czemu. Takie rzeczy jakoś lubią mi się przytrafiać 🙂 Otóż po publikacji zdjęć na facebookowym profilu Warsaw Track Up okazało się, że łorganizatorzy kapke się pomylili w wynikach… Na zdjęciach doszukałem się tego, iż kończący bieg za mną zawodnik, w wynikach znalazł się…. przede mną. No i już wiem, że dzieciak mierząc mi czas nie pomylił się, i że zrobiłem co miałem zrobić, i że wkurw, że jego czas jest inny niż organizatora był… całkiem słuszny. A fakt jest taki, że zmieściłem się w zakładanym 2’15” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *