Skipuj, skipuj, ale wolniej!

      Brak komentarzy do Skipuj, skipuj, ale wolniej!

Wszystkie plany zostały ułożone, trening uzgodniony i dogadany z Dominiką. I wtedy ta nagle komunikuje mi, że czekają mnie jeszcze jedne zawody. Znowu na AW-fie, ale tym razem na hali. I jeszcze mam do nich trochę czasu. Wstępnie uzgodniliśmy, że pobiegnę 1000 metrów, ale po kolejnych treningach treneiro miała ostateczny głos i zadecydowała, że pobiegnę 400 metrów. Bo ma to być sprawdzian, czy mój trening współgra i nie kłóci się z jej treningiem do czterystu metrów.

Skipuj, skipuj, ale wolniej!

Tak więc skupiliśmy się siłowym aspekcie biegania (czytaj: skipach). I jest tego aspektu sporo… wspomnę może tylko jeden z treningów, gdzie raz wpadło łącznie 800 metrów skipów A i na dodatek 300 metrów skipów C. O tych paru szybkich setkach nawet nie wspomnę… I nie był to mój najdłuższy przeskipowany dystans treningowy…

Na moim treningu, oczywiście według Franka, dominują dwa elementy – siła, robiona głównie przez pompki oraz 1500 i 1609 metrów w lesie. Co do drugiego dystansu to udało mi się dojść do tempa 3:31 na kilometr na mojej Leśnej Mili (5’39”/mi). Patrząc na to z perspektywy PB na milę zrobionego na bieżni to brakuje mi zaledwie 9 sekund do owego PB…

Prawie jak diGriz

Drugim elementem jest pompowanie, czyli siła. W czasie każdego treningu staram się robić pompki w ramach schłodzenia 🙂  Dwa razy 40 sztuk już nie sprawia problemu; dziś udało mi się walcząc z ogniem w rękach zrobić 3*40… Innym wartym wspomnienia rekordem jest ilość pompek zrobionych na raz – od 7 listopada obowiązuje 50 sztuk. I już jestem w połowie do setki klepanej na rozgrzewkę przez bohatera Harissona 😎

Osobną częścią treningu, ale już nie mojego a dzieciora, jest cowieczorne bieganie na kilometr, który dzielimy na dwa odcinki – 700 metrów truchtu oraz 300 metra pełnego gazu. Ja od dnia dzisiejszego gonię chłopaka z czterysetnego metra – a on nadal robi swoje 300 metrów. Jako, że biegamy na Garminowych interwałach nie musimy patrzeć na zegarki – lecimy aż Garminy same zastopują bieg. Efekt – trzysetki wchodziły mi słabo… a czterysta robiona dziś po raz pierwszy wpadła na 63.7”… co jest lepszym wynikiem od najlepszego wyniku na klepisku OKS-u…! (64.0”).

A zima dopiero się zaczyna 😛

PS. Zima zimą niech se jest… A następnego dnia padły obydwa PB (Leśna Mila i 400 na asfalcie)… ponownie… ➡ …i pewnie niedługo te też padną…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *