Srający pies

      Brak komentarzy do Srający pies

Brzydki tytuł i brzydko pachnący… No ale ten-tego… naprawdę tak było. A na zdjęciu na stronie głównej te psisko to główny (srający) bohater. To może zacznę od końca… znaczy się od początku.

Poprzedni tydzień zacząłem mocnym treningiem bicepsów, tricepsów mięśni rąk – zrobiłem leśny rajd z 90 pompkami. Czyli moje nowe odkrycie treningowe – bieg pompkowy. We wtorek miałem trening z utajnionego_projektu – którego gwoździem były biegi na przemian na 500 i 300 metrów. Szybko. I boleśnie. W czwartek znowu pojawił się bieg pompkowy – 105 pompek (jeszcze w seriach po 15 na postój). Zakończeniem treningu były lekkie 100 metrówki – w zakresie 16-19 sekund, ale… po raz pierwszy Garmin zanotował długość kroku powyżej 2 metrów – z najdłuższym 2.18 metra w jednym ze środkowych powtórzeń. Tak skocznie jeszcze nie biegałem 🙂

W sobotę nastąpiło Parkrunowe zwieńczenie tygodnia. Moi dotychczasowi kibice nagle, jak w filmach, przeistoczyli się w zombie Parkrunowych biegaczy. I biegli sobie razem. A ja… i tu zaczyna się historia, psa, co koleją… co srał na Parkrunie.

Srający pies

Wystartowaliśmy sennie – bo zebrała się grupka osób koło jednego z miejscowych biegaczy, który opowiadał o udziale w Rzeźniku. A bokiem wystrzelił młody chłopak z psem. Przez około 10 sekund wahałem się, czy go gonić, czy nie. Zadziałał instynkt jaskiniowca i… zacząłem go gonić. Dopadłem go za znacznikiem pierwszego kilometra. Gdy biegliśmy skrajem lasu gdzieś przed drugim kilometrem nagle pies zatrzymał się, rozsiadł… i zrobił dwójkę. Trochę im uciekłem. Trochę, bo na 2. kilometrze już biegłem z powrotem za nimi. W punkcie kontrolnym przed drugą pętlą biegłem tuż obok nich.

Potem zaczął się podbieg w pełnym słońcu i pies nagle już nie chciał biec. Słyszałem, jak chłopak do niego mówił, ale pieso nie współpracował i… choć mnie gonili, to trochę uciekłem. Już samotnie minąłem znacznik czwartego kilometra i dobiegłem jako pierwszy na metę Parkrunu. Wygrałem dzięki kupce psa, przez którą stracili około 100 metrów 🙂

Skończyłem swój bieg i poleciałem naprzeciw domowym już nie kibicom, a biegaczom 😛 którzy też ukończyli bieg w dobrym, jak na działdowskie warunki czasie, walcząc do końca…

...rozgrzewka przed Parkrunem
…rozgrzewka przed Parkrunem…
…główny bohater biegu…
…i walka do ostatnich metrów nowego Parkrunera….

UTP

Wczorajszy trening na stadionie był jednym z najtrudniejszych w ramach utajnionego_projektu (UTP niech się zwie w skrócie w kolejnych wpisach). Domowi kibice obserwowali i nawet nagrywali filmiki. Zaczęło się od startu z bloków, które szły lepiej niż ostatnio. Na koniec były biegi na maksa na 150, 120 i 100 metrów. O ile sto pięćdziesiątki weszły wyśmienicie, to potem zaczęło odzywać się zmęczenie po pracy i prędkość zaczęła siadać. Garmin rejestrując trening w jednym ciągu znowu odnotował parę ciekawostek – 256 spm (rytm; strides per minute) w najszybszym starcie na 60 metrów z bloku. W tym samym – prędkość 30,5 km/h oraz tempo 1:58 na kilometr, co może, podkreślę – MOŻE oznaczać tempo w granicach 12,5 sekundy na 100 metrów… Mam nadzieję, bo bardzo chciałbym taki wynik kiedyś zobaczyć na zawodach na tartanie…

A dziś zakończyłem cały blok tygodniowy spokojnym rozbieganiem w ramach… tak, biegu pompkowego 🙂 Jednak dziś serie były po 20 pompek na postój i wyszło ich… 139. Walczyłem, oj walczyłem, ale w 140 powtórzeniu nie udało mi się podnieść i spadłem na glebę 😛

I… chyba już nawet czuję, jak mięśnie rosną 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *