Utajniony projekt

      Brak komentarzy do Utajniony projekt

Kto się miał domyślić, ten się domyślił. Kto nie, to się nie domyśli. Bo i tak pewnie tu nie zajrzy. Przez tytułowy projekt rozmijałem się na stadionie ze znajomi z grupy biegowej. Ale też nie mogło być inaczej, bo zmieniły mi się godziny treningu, jego zakres, spadł kilometraż.

No i w końcu mogę go odtajnić i ujawnić, bo wszystko jest na najlepszej drodze ku temu, że nowy trening trochę potrwa.

Utajniony projekt

Pomysł mój polegał na tym, żeby w końcu bardziej profesjonalnie przygotować się pod 400 metrów. Po zastanowieniu padło na trenerkę (więcej o niej w ramach reklamy tu i tu) z którą na OKS-ie zajęcia ma dziecior. Ustaliliśmy warunki współpracy i wzięliśmy się do roboty. Bloki startowe, technika biegu, takie tam niby proste szczegóły. I okazało się, że biegam jak kaleka. Co akurat mnie nie dziwiło, bo wiedziałem to już wcześniej. A najbardziej lubię odkreślenie, że biegam na dzika – czyli łeb w dół i nie widzę nawet przeszkód.

…bieg na dzika… tak jak tu, tylko bardziej 🙂

Kilka treningów minęło i już coś więcej wiadomo 🙂 Na rozpoczęcie były 60 metrówki, potem biegałem między innymi szybkie setki. Ostatnio na treningu wytrzymałości zrobiłem 300 metrów w 45 sekund. Po tych kilku treningach Dominika uznała, że uda się zrobić 59, a może nawet 56 sekund na 400 metrów w tym roku. I dogadaliśmy się, że być może poprowadzi mnie dalej – o ile wytrzymam – na 53-54 sekundy. Nie powiem, że nie…. bo po szybkich setkach zaczęło mi to też świtać we łbie.

Podsumowując – sam bym się nie zmusił do takiego wysiłku, po którym boli przepona, bolą mięśnie, boli wszystko. No i jeszcze dochodzi wzmacnianie rąk poprzez bieg pompkowy. Na beztlenie i tak mdleją łapy, ale – co wczoraj wyszło – jakby mniej 🙂

A jako, że nie ma za wielu biegów na 400 metrów, to wstępny pomysł to bieg na 800 metrów we wrześniu, na którym spróbuję w trupa polecieć pierwsze 400 metrów …i zmierzyć międzyczas. A resztę jakoś dokończyć…

Kadencja? Sradencja!

PS. Jeszcze mi wpadła do łba ostatnio ciekawa myśl. Bo tak wszyscy mówią o kadencji-sradencji. Że ma być 180, czy coś koło tego. I tak się zastanawiam, czy nie gadajo gupot na ten temat. No bo jeśli sprinterzy na świecie trenują 100 metrów w 60 kroków (Bolt biegał chyba koło 44), to czterysta powinni zrobić w 240 kroków. Mylę się, czy nie?

Po ostatnich treningach z Dominiką Garmin zarejestrował kadencję w okolicach 246-250 (100, 200 metrów). Na wspomniane wyżej 300 metrów wyszło 220 spm. Więc skoro chcę zrobić 400 metrów w mniej niż minutę to moja kadencja powinna być 240 kroków na minutę… lub ciut więcej, bo ja to raczej żółwiem przy nich jestem i muszę nadgonić drobieniem kroków. Tak, czy nie? 😉


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *