Dyszka na otwockie stulecie

      Brak komentarzy do Dyszka na otwockie stulecie

435 osób ukończyło dziś VI Bieg Otwocki z Okazji 100 Rocznicy Uzyskania Praw Miejskich przez Otwock. Ja też. I nowa koszulka wpadła do kolekcji – przyda się, bo jest rewelacyjna, podobnie jak poprzednia, z Biegu Integracyjnego.

 

Czasem, opisując jakieś zdarzenie, przywołuję mojego kumpla, z którym zaczynałem bieganie. Wspomniany A. był na bieg zapisany przez mnie, bo chciał. Przez noc padało, więc założyłem, że po odbiór pakietu startowego pojadę sam. A. nie lubi biegać, jak jest mokro i pada, więc… założyłem, że się wycofa. Pomyliłem się. O 9:00 zapukał do drzwi, tak jak się umówiliśmy i pojechaliśmy na stadion OKS-u po odbiór pakietów startowych. Ciągle padało… a bieżnia wyglądała, jak staw hodowlany.

Interludium – Otwock Biega

Wcześniej, w sobotę, Jurek – mój lokalny guru biegowy, rzucił, że według niego zrobię 43:18. Uśmiechnąłem się i nie komentowałem. Cały tydzień był przerwą biegową, żeby w pełni zregenerować i mięśnie, i organizm. Obiecałem sobie, że na bieg pójdę wypoczęty i wyspany.

Dotrzymałem słowa danego sobie. Sobotnie bieganie z Otwock Biega było przebieżką po trasie biegu. Nie całej, więc część była niewiadomą. I robieniem planów. Jurek dał mnie i Marcinowi ostatnie instrukcje. Gdzie stanąć przed startem, bo tu czas netto-brutto jest mierzony, jak rozłożyć siły. Wieczorem szybko padłem, więc wiedziałem, że w końcu będę wyspany.

Niedziela, poranek / niedziela, południe

Wracając z OKS-u po odebraniu pakietów, rozmawialiśmy z A. O tym, że jak będzie dalej padać, to nie pójdzie, bo w sumie pakiet już ma. Ale poszedł. O 11:30 pojechaliśmy familijnie na stadion. Trochę ludzi pomyślało chyba tak, jak A. bo z listy zapisów, która miała 699 osób, zrobiło się na mecie wspomniane na początku 435.

W stojącej wodzie na bieżni przy starcie ustawiliśmy się na krótko przed startem. Według założeń miałem zającować Marcinowi, który chciał zejść poniżej 45 minut na dziesięć. Czułem się nabuzowany adrenaliną i wiedziałem, że jestem w stanie to zrobić. Podsumował to A. i jedna z koleżanek z Otwock Biega, że lubię takie ekstremalne warunki. Jak upał, jak błoto, jak zimno, jak śnieg. Tak, lubię. I czułem moc, co pewnie było wpływem tygodniowego odpoczynku.

VI Bieg Otwocki czas zacząć

Od początku wiedziałem, że będę przemoczony, więc startowałem z tej części bieżni, która była pod wodą. Już po starcie się pomoczyliśmy z tymi, którzy myśleli podobnie i biegli obok. Bieg ruszył dość wolno – i na pierwszym wirażu bieżni, rzuciłem do A., że coś za wolno to idzie. Zacząłem wyprzedzanie po wewnętrznej, w wodzie, gdzie nikt nie biegł. Na wybiegu ze stadionu pomachałem moim domowym kibicom i poleciałem za uciekającą czołówką.

Przy znaczku kilometra było 3:50, a więc tylko o sekundę gorzej od mojego pomiarowego, najlepszego biegu na 1 km, jeszcze na warszawskiej Skrze (z maja tego roku). Nie czułem zmęczenia, więc wiedziałem, że jest wybornie. Pomyślałem tylko, że muszę trochę zwolnić i na drugim było już 7:58, na trzecim 12:04. Łepetyna pracowała gdzieś obok, i wiedziałem, że nawet jak zacznę padać, zrobię te mniej niż 45 minut…

Na półmetku miałem 20:58, ale zaczęły się problemy. Psychiczne 😀

dsc_0113

Błoto, woda, szron…

Górka była nie w tę stronę, co trzeba. Zaczął mnie wkur****ć zegarek na ręku, co zawsze oznacza kryzys, bo chcę zrzucać z siebie zbędne przedmioty. Zdjąłem go, pomiętoliłem przez kilometr w ręku, ale i to mnie wkur****o i wrócił na rękę. Po szóstym kryzys minął i zacząłem trzymać się grupki osób, które mnie wyprzedziły.

Przestałem sprawdzać czas. Było równe tempo i ludzie przede mną, których chciałem dojść. I tak biegłem za nimi, ślizgając się na błocku… Po tabliczce z 9 kilometrem przyspieszyłem, bo siły były, po kryzysie nie było śladu. Wbiegając na stadion stoper pokazywał 42 z dobrym okładem. Za sobą usłyszałem szybsze taplanie w wodzie i nie oglądając się przyspieszyłem wszystkimi pozostałymi siłami. Nie dałem się wyprzedzić i mijając metę miałem 43:30 według mojego stopera.

Oficjalnie, brutto – 43:32. Hmmmm…. A najlepsze jest to, że nie czułem zmęczenia. Wystarczyło na 36. miejsce na wspomniane 435 osób. Oczywiście to oficjalny rekord na 10 kilometrów, no i spore przebicie celów na ten rok.

Marcin nie zrobił planu – netto wyszedł na 45:02…, brakło mu 2 sekund; w brutto 16. Poniżej uwieczniony A. zmieścił się w pierwszej 150-tce. To też sukces, sorrrrrrrry, ale muszę dokuczyć 😀

W końcu udało się mi to, co mu zapowiedziałem jakiś czas temu – że jeszcze się odwrócą role i to on nie będzie nadążał za mną (a było to dokładnie rok temu!). I to ten moment na który czekałem. Nagroda numero uno tego biegu.

dsc_0117

Na OKS-ie po biegu

Żołądkowa gorzka z miętą wieczorem stała się trzecią tego dnia nagrodą za ten bieg. Po medalu wręczonym przez familijnych kiboli i uścisku ręki przez el-presidente. A propos prezydenta miasta, to…

Off-topic

Prezydent miasta cały czas urzędował na stadionie OKS-u. Miło i może pożytecznie. Może, bo opuszczając stadion trochę błota na jego spodniach dostrzegliśmy. A opuszczaliśmy stadion prawie jako ostatni, idąc za el-presidente, po tym jak kapela Fanaberia ogłosiła koniec koncertu. Przydałaby się lekka wymiana nawierzchni na OKS-ie, coby miejscowi tuptacze mogli tam trenować nawet w deszczu…

A i coby goście z tej pieruńskiej Warszawy dostrzegli piękno Otwocka, tak szumnie zapowiadane ze sceny 😛

Panie Prezydencie, pomożecie?


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *