Zapamiętać ten dzień

      Brak komentarzy do Zapamiętać ten dzień

Emocje po Warsaw Track Cup opadły; opiłem swoje 2’14” na 800 metrów. I zabrałem się za trening postartowy. Było bicie rekordów w lesie – tym razem nie przez mnie, a przez domowego kibica… robiącego po raz pierwszy w życiu dychę… Były pompki w czasie biegu, i były szybsze akcenty. W tych szybszych (400m) starałem nauczyć się wolnego startu w ciągu pierwszych 200 metrów i przyspieszenia na kolejnych 200. Odczucia mam po tym niezłe – wcale nie jest to aż takie trudne 😎

Antybiotyk odstawiony – nie pomógł za bardzo, ale za to bardzo mnie osłabił. Po dwóch tygodniach brania – dziś był drugi dzień bez niego. Zatoki jak były zawalone – tak są. Jednak pomimo antybiotyku Dominika kazała mi zapamiętać dzisiejszy dzień…

…(…) chyba za szybko nacisnęłam stoper…

Co niniejszym czynię. Powodem były słowa jak w tytule akapitu. Ale jednak główniejszym powodem były te, które padły po nich :mrgreen:

Gdy siedziałem na bieżni dysząc po serii sześciu sześćdziesiątek na krótkiej przerwie, usłyszałem od Dominiki, że czasy weszły „już jak PRO”. To określenie mnie walnęło prawie jak piorun, prawie… bo obrażeń fizycznych nie ma. I siedziałem na bieżni, więc nie było gdzie spaść. Ale psychiczne są 🙂

Trening składał się z sześciu 60-cio metrówek na bardzo krótkich przerwach. I w dwóch pierwszych seriach wykulałem te PRO – 6.92 i 6.99 na 60 metrów. Wszystkie amerykanckie strony dla sprinterów twierdzą, że to może dawać czas w okolicach 10,8 na setkę. Jimsona lubię czytać, bo ma ciekawe podejście do sprintów, i jego formuła (2*czas na 60m – 3 sekundy) miło łechce ego i też podpowiada podobną prognozę…

Mnie wystarczy, że łeb wdrukuje sobie, że 11,96 a może nawet i 11,50 jest osiągalne…!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *