Małe kroczki, czyli pierwszy prawdziwy trening

Od jakiegoś czasu, zresztą niezbyt długiego, próbowałem przygotować sobie plan treningowy. Na miarę dla mnie, taki który wytrzymam. Który nie przeciąży mnie za bardzo i będzie opierał się na tym, co pamiętam z dawnych treningów. A także to, co wypracowałem sobie biegając obecnie. Po odświeżeniu sobie pamięci o element zwany treningiem siły biegowej, plan prawie się skrystalizował. Teraz zostaje mi do niego… Read more »

Kilometrówki, czyli o padającym pierwszym progu

Pierwszy próg padł. Pierwszy tegoroczny cel zrealizowałem – tak mogę podsumować pierwsze po czwartkowe biegi. Po opisanym wcześniej dobrym wyniku na dziesięć kilometrów, coś pękło i to pękniecie widać coraz bardziej. A zaczęło się na stadionie, na – jak planowałem – lekkim 5 kilometrowym rozbieganiu. Rozbieganie może i było lekkie, bo na każdym kilometrze zyskiwałem kilka sekund. Jak zwykle to… Read more »

Wyniki badań, czyli co burzy granice i bariery

Środowe popołudnie minęło na lekkiej piątce na Skrze. Tempo było tak spacerowe, że aż poczułem niedosyt. Czas na kółkach wokół stadionu leciał szybko, bo obserwowałem trenujących rugbistów. Po pięciu kilometrach poczułem, że to trochę mało, choć gorąc trochę się dawał we znaki. Najpierw padło na półkilometrówki. Tempo było zadowalające i wzrastało, mimo zmęczenia. Na koniec postanowiłem jeszcze zrobić kilometr –… Read more »

Wielki Stożek, czyli o treningu i rekreacji

Pora wprowadzić kilku bohaterów pozytywnych. Otóż przy ostatnim spotkaniu na piwie prawie w samym centrum wszechświata, małą grupką postanowiliśmy wybrać się w góry. I tak, w ostatni weekend, choć nie rano, a prawie w południe pojechaliśmy w czwórkę (Justyna, Artur, Remo) na Kubalonkę. Po negocjacjach co do trasy, skulaliśmy się w końcu w „paskudnym” błocku do Istebnej. Tam nasz miłośnik… Read more »

Marszo-wodo-bieg, czyli dalej o Biegach ze Spadającą Prędkością

I po majówce… Jaka była Wasza? Moja majówka była bez planów – słodkie nic nie robienie. Nawet bieganie zostało na kanapie, a dokładniej przy stole na którym powstaje kartonowy model żaglowca „Black Pearl” (Czarna Perła), znany z Piratów z Karaibów.   Za to pierwszy po weekendowy dzień miał być z mocnym akcentem – leśne 20 kilometrów. Pogoda była idealna (18°C)… Read more »

Biegi ze spadającą prędkością, czyli cele na 2016

Opisując swoją walkę z kilogramami i cholesterolem, napisałem wcześniej, że obiecałem sobie 72 kilogramy na koniec 2015 roku. I że prawie się udało. Zabrakło 2 kg… co i tak nie miało znaczenia, bo po jednym z biegów (na 20 km) wody wyciekło ze mnie tyle, że waga pokazała 70 kilo… A to oznaczało święto, które sam sobie obiecałem. Przy kolejnej… Read more »

Strefa komfortu

      Brak komentarzy do Strefa komfortu

Dotarłem ostatnio do ciekawego wpisu na blogu Bartosza Olszewskiego o tym, czy potrafimy wyjść ze strefy komfortu (http://warszawskibiegacz.pl/strefa-komfortu-w-treningu-biegacza/) i dlaczego nam się to nie udaje. Uderzyła mnie trafność tego, co przeczytałem. Prędzej, czy później możecie przeczytać takie wpisy u wielu różnych biegaczy-blogerów piszących w necie. Bardziej jednak uderzyło mnie coś innego – tu autor fajnie pokazał, że rozumie, iż nie… Read more »

Świąteczna 20, czyli postanowienia noworoczne, świąteczne i… takie codzienne

W Wielkanoc wypadły fajne, słoneczne i w miarę ciepłe dni. Choć zwykle nie oglądam telewizji, to i w niej było dobrze. A głównie za sprawą Foresta Gumpa. Obejrzałem ten film po raz trzeci. I jak zwykle zrobił na mnie duże wrażenie. Ale o filmie za chwilę. Najpierw biegowo. Święta – dla mnie kojarzą się głównie z dużą ilością jedzenia. A… Read more »

Pierwsze koty za płoty, czyli pierwszy i drugi rok odchudzania

Na początku odnowionej znajomości z bieganiem, po pierwszych biegach, gdzie udało się przebiec zakładany odcinek 5 km, zafascynowany byłem aplikacją Endomondo. A to wszystko przez pierwszą osobę, którą wprowadzę do wpisów. To gadżeciarz – musi mieć wszystko, co nowe i „fajne”, a nie zawsze potrzebne (nazwę go A). I A namówił mnie na Endomondo właśnie. Nie jest to w żadnym… Read more »

Kinley, práce, počítač a hry = tlustoprd

Taaaaaaak… ciekawy tytuł, nieprawdaż? Spróbuję go rozjaśnić trochę dalej w tekście. Mieszkanie nad samą granicą ma wiele zalet. Jedną z nich, chyba jedną z najważniejszych (a którą uświadamiamy sobie w późniejszym okresie życia, gdy w dodatku musimy się gdzieś przenieść), jest bierna znajomość języka sąsiada. I aktywna, gdy zaczniemy mówić sami nie wiedząc, kiedy to nastąpiło. A wszystko to dzięki… Read more »