Tag Archives: 400m

Niehumanitarny leśny tenis

      Brak komentarzy do Niehumanitarny leśny tenis

Dzień jak nie-co-dzień… Słońce, gorąc, pył unoszący się nad drogą, upierdliwe komary i muchy końskie… Jedna taka atakowała mnie już w czasie odmierzania taśmą odcinka i w czasie rozgrzewki. No i zaczęliśmy grać w tenisa – ona latała wokół mnie, a ja starałem się ją trzepnąć. I to było bardzo niehumanitarne – dostała z forhendu. Czy ucierpiała? Nie wiem, bo… Read more »

W Gdańsku nic nie boli?!

      Brak komentarzy do W Gdańsku nic nie boli?!

Zanim znalazłem się w stanie lekkiego upojenia % w czasie wyprawy do wietnamskiej knajpki w Oliwie, przemknęło mi przez myśl, że nic, NIC, ale to ZUPEŁNIE NIC mnie nie boli. Tę myśl, jak się okazało, chwilę później wypowiedziałem. Zebrał to w użyty powyżej zgrabny tytuł, Remo, którego urodziny obchodziliśmy w Gdańsku. Ale żeby nie było… Ten brak bólu był tym… Read more »

Bielański Wieczór LA – rozdanie drugie

      1 komentarz do Bielański Wieczór LA – rozdanie drugie

Kiedy ukończyłem i ochłonąłem trochę po moich 400 metrach, pierwsze co przyszło mi do głowy to trochę zmieniony cytat z MarcinaP: zakładałem 56 sekund, po cichu liczyłem na 55, jakoś wyszło 57. Takie fajne i proste podsumowanie mojej indywidualnej czterysetki. I za cholerę nie oddaje tego, co się działo na bieżni. Za cholerę. Spotkania Najpierw jednak rzeczy przyjemne. Na rozgrzewce,… Read more »

BeWueLowy Półmetek

      Brak komentarzy do BeWueLowy Półmetek

Na początek – podziękowania dla MarcinaO za użyczenie fotki naszego zadbanego, nowoczesnego, wyróżniającego się w okolicy stadionu w Łotwocku 🙂 Dla dociekliwych – na zdjęciu jest BIEŻNIA. Jak zarobię coś na blogu, to ci Marcin odpalę procent…. A na razie podlinkowuję. BWL (BeWueL) – 3. Bielański Wieczór Lekkoatletyczny – będzie głównym bohaterem dzisiejszego wpisu. Bo zostało do niego lekko ponad… Read more »

Powrót do przeszłości II

      Brak komentarzy do Powrót do przeszłości II

Coś mi się wydaje, że kroi się seria, porównywalna z Back to the Future… chociaż moja to raczej powroty w drugą stronę. Ale może, może… No tak morze. O tym chciałem wspomnieć. Białogóra Całe to zamieszanie z wirusami, maseczkami i innymi pierdoletami spowodowało, że nie bardzo planowaliśmy wyjazd gdziekolwiek na wakacje. Po różnych perypetiach udało nam się na ostatnią chwilę… Read more »

Powrót do przeszłości

      Brak komentarzy do Powrót do przeszłości

Trzy tygodnie. Tygodnie intensywne. I to nie treningowo. Dziabnął mnie kleszcz. 10 lipca dostałem antybiotyk, który zakończyłem brać 25 lub 26 lipca. I wtedy też zaczęło wychodzić spustoszenie, które zrobił w organizmie. Zacząłem się faszerować probiotykami i kwasem masłowym. 6 sierpnia byliśmy na Mazurach na weselu – i dzięki zmasakrowanym jelitom mój kontakt z współbiesiadnikami był bardzo ograniczony (coby się… Read more »

Piaseczyński piknik

      Brak komentarzy do Piaseczyński piknik

Otwarcie sezonu w lipcu… Takie czasy. Na szczęście jakieś imprezy już się odbywają i można się pościgać. Moje oczekiwania przed startem były jak stąd na Księżyc, a nawet dalej. Było oglądanie wyścigów na 400 metrów, były dobre rady trenerów (youTube). I mało treningów. Mało – bo przez kwarantannę nie robiliśmy prawie nic przygotowującego pod 400 metrów. Jeden trening 300-500, kilka… Read more »

Asfaltowa wieczorna minuta

      Brak komentarzy do Asfaltowa wieczorna minuta

Nawiązując do fotki tytułowej – wszystko ciemność, ciemność wszystko… po 15:30… A teraz do rzeczy. Od powrotu z Cieszyna minął ledwo ponad tydzień, a działo się więcej niż czasem przez dwa-trzy tygodnie. Po pierwsze – treningi z Dominiką. Na jednym z nich, na Agrykoli, mieliśmy powrót do bardzo krótkich i szybkich biegów. Chodziło głównie o akcentowanie 3 faz biegu: rozpęd-rytm-ponowny… Read more »

Dziś trochę pobiegamy, rzekła

      Brak komentarzy do Dziś trochę pobiegamy, rzekła

I tak zrobiliśmy. Trochę oznaczało szybkie 600 metrów na „dogrzewkę”. Po czym nastąpiły biegi jeszcze szybsze… czterysetka i trzysetki. Gdy już miałem dość, a mięśnie rąk i uda były zabetonowane kwasem, przepona paliła… dostałem jeszcze trochę do pobiegania na koniec – 5 razy 120 metrów… Choć już przepona i nogi nie chciały współpracować, to odcinki były dość fajne do robienia… Read more »

Skipuj, skipuj, ale wolniej!

      Brak komentarzy do Skipuj, skipuj, ale wolniej!

Wszystkie plany zostały ułożone, trening uzgodniony i dogadany z Dominiką. I wtedy ta nagle komunikuje mi, że czekają mnie jeszcze jedne zawody. Znowu na AW-fie, ale tym razem na hali. I jeszcze mam do nich trochę czasu. Wstępnie uzgodniliśmy, że pobiegnę 1000 metrów, ale po kolejnych treningach treneiro miała ostateczny głos i zadecydowała, że pobiegnę 400 metrów. Bo ma to… Read more »