Tag Archives: Horwill

W Gdańsku nic nie boli?!

      Brak komentarzy do W Gdańsku nic nie boli?!

Zanim znalazłem się w stanie lekkiego upojenia % w czasie wyprawy do wietnamskiej knajpki w Oliwie, przemknęło mi przez myśl, że nic, NIC, ale to ZUPEŁNIE NIC mnie nie boli. Tę myśl, jak się okazało, chwilę później wypowiedziałem. Zebrał to w użyty powyżej zgrabny tytuł, Remo, którego urodziny obchodziliśmy w Gdańsku. Ale żeby nie było… Ten brak bólu był tym… Read more »

Powrót do przeszłości II

      Brak komentarzy do Powrót do przeszłości II

Coś mi się wydaje, że kroi się seria, porównywalna z Back to the Future… chociaż moja to raczej powroty w drugą stronę. Ale może, może… No tak morze. O tym chciałem wspomnieć. Białogóra Całe to zamieszanie z wirusami, maseczkami i innymi pierdoletami spowodowało, że nie bardzo planowaliśmy wyjazd gdziekolwiek na wakacje. Po różnych perypetiach udało nam się na ostatnią chwilę… Read more »

Będziemy robić rekordy na nowo?

      Brak komentarzy do Będziemy robić rekordy na nowo?

Narzekałem rozmawiając ostatnio z Moniką, że w tym roku mam tylko jeden nowy rekord i… …awaria platformy Garmin Connect i aplikacji zaczęła się w środę. Będąc w pracy żartowałem z kumpla, że straci wszystkie odznaki. A potem doszliśmy do tego, że nigdzie nie zanotował sobie rekordów. Tylko w Garminie. No… jest jeszcze enduhub. A co będzie, jak firma (Garmin) nie… Read more »

Piaseczyński piknik

      Brak komentarzy do Piaseczyński piknik

Otwarcie sezonu w lipcu… Takie czasy. Na szczęście jakieś imprezy już się odbywają i można się pościgać. Moje oczekiwania przed startem były jak stąd na Księżyc, a nawet dalej. Było oglądanie wyścigów na 400 metrów, były dobre rady trenerów (youTube). I mało treningów. Mało – bo przez kwarantannę nie robiliśmy prawie nic przygotowującego pod 400 metrów. Jeden trening 300-500, kilka… Read more »

a na horyzoncie… zawody

      Brak komentarzy do a na horyzoncie… zawody

Żar lejący się z nieba… gówniane okoliczności. Do tego wkręty 9 milimetrów w kolcach. 26 sekund na szutrówce i 6.40″ na Orlikowej zielonej gumie… Miłe podsumowanie czerwca 2020 🙂 i w zasadzie całego pierwszego półrocza, tego ciekawego roku…
I na koniec – w oczekiwaniu na pierwsze tegoroczne zawody na bieżni w Piasecznie!

Druga zasada bieganiki Horwilla

      Brak komentarzy do Druga zasada bieganiki Horwilla

Z zasadami fizycznymi jest tak, że coś opisują. Z tą zasadą jest nie inaczej. Jej poprzedniczka – pierwsza zasada mówi, że ciało się porusza, gdy się porusza. Natomiast druga zasada mówi o tym, że ciało porusza się szybciej i dalej, JEŚLI porusza się szybciej i dalej. Czyli w skrócie – wyraża ją moja ulubiona sentencja Horwilla – żeby biegać szybko,… Read more »

Lactobacillus velocitatis

      Brak komentarzy do Lactobacillus velocitatis

Lekko ponad tydzień temu buńczucznie zapowiadałem, że wybieram się na AWF, na ostatnie w tym roku zawody na hali. Myliłem się… bo tam nie dotarłem. Zawody miały się odbyć w sobotę po południu. Tymczasem rano byłem na kolejnym zleconym badaniu do moich przewlekle chorych zatok przynosowych (od końca czerwca). Wracając po tym badaniu czułem, że robię się słaby, coraz słabszy…… Read more »

Dziś trochę pobiegamy, rzekła

      Brak komentarzy do Dziś trochę pobiegamy, rzekła

I tak zrobiliśmy. Trochę oznaczało szybkie 600 metrów na „dogrzewkę”. Po czym nastąpiły biegi jeszcze szybsze… czterysetka i trzysetki. Gdy już miałem dość, a mięśnie rąk i uda były zabetonowane kwasem, przepona paliła… dostałem jeszcze trochę do pobiegania na koniec – 5 razy 120 metrów… Choć już przepona i nogi nie chciały współpracować, to odcinki były dość fajne do robienia… Read more »

Skipuj, skipuj, ale wolniej!

      Brak komentarzy do Skipuj, skipuj, ale wolniej!

Wszystkie plany zostały ułożone, trening uzgodniony i dogadany z Dominiką. I wtedy ta nagle komunikuje mi, że czekają mnie jeszcze jedne zawody. Znowu na AW-fie, ale tym razem na hali. I jeszcze mam do nich trochę czasu. Wstępnie uzgodniliśmy, że pobiegnę 1000 metrów, ale po kolejnych treningach treneiro miała ostateczny głos i zadecydowała, że pobiegnę 400 metrów. Bo ma to… Read more »

Bez siły…

      Brak komentarzy do Bez siły…

Pierwszy trening po wieczorze lekkoatletycznym – i od razu skucha. Jako, że sezon się zakończył, na razie skończyliśmy treningi prędkościowe, a zaczęliśmy siłowe. I co? I to: miałem zrobić 3 serie skipów w tempie idącej baaaardzo wolno obok mnie Dominiki. Około 25 metrów. I już w pierwszym powtórzeniu po 20 metrach… zabetonowało mnie, jak na pierwszych 400 metrach na Bielańskim… Read more »