Biego-kwaran-tanna

      Brak komentarzy do Biego-kwaran-tanna

Ostatni wpis powstawał, kiedy jeszcze nie było koronnego szaleństwa. Tak, jak i na życiu codziennym, trochę się to szaleństwo odcisnęło i na bieganiu. Choć prawdę mówiąc ograniczenie ruchu wpływa dobrze na kolana. Pobolewają, ale generalnie ból odczuwam już znacznie rzadziej. Nie wiem tylko, jak zareagują kolana na super-szybkie odcinki, bo takich jest najmniej. Nie da się w lesie zapierniczać po korzeniach i piasku dwusetek w 30 sekund… chociaż???!!##?

nowy, całkiem dobry kwarantannowy stadion…

Zaglądając do notatek, marzec wygląda biegowo znacznie lepiej niż styczeń i luty. Pojawiły się z powrotem elementy, które były jeszcze przed iTeBeeSem – Leśna Mila, stawiająca na nogi psychikę piątka w 19:40, kilometrowe interwały, Bieg Pompkowy. Ten ostatni zrobiłem w trochę zmienionej formule, o której myślałem już jakiś czas temu po artykule nagora. Szybki bieg – przerwa na pompki – szybki bieg – i tak w pętli. Takie cudo zrobiłem dziś – najwolniejszy kilometr w 4:30, najszybszy 4:02. A kilometraż zrobił swoje z pulsem, który dobił do 186 🙂 Dawno nie przebiegłem tak długiego odcinka (łącznie 8 km szybkich) w takich tempach. I kolana nie protestowały….

Biego-kwaran-tanna

Z biegowych nowinek, spowodowanych przymusowymi lekcjami w domu, wprowadziliśmy biegowy, leśny Wu-eF z Szymkiem. Biegniemy w las do upatrzonej górki, a na górce – robimy: dla mnie 10 podbiegów lub zbiegów oraz dla chłopaka od 8 do 10. W międzyczasie wracam do typowego treningu siłowego aplikowanego mi wcześniej przez Dominikę – skipów. Ostatni taki hardcore skończył się na 1200 metrach skipu A i C 😮 Na dobicie po piasku poleciałem 400 metrów i to był największy hit treningu. Zmęczenie może strasznie ogłupić łepetynę. Odmierzyłem sobie 400 metrów na ścieżce w lesie i rura… niezły rozpęd, niezłe susy, jak na piasek i korzenie, a tu łepetyna nagle mi mówi, że mdleją nogi i muszę skończyć wcześniej. No to skończyłem. Po czym łeb się obudził i okazało się, że skończyłem – nie jak myślałem po 300 metrach, tylko tam, gdzie było 400 😮 Taki mały, wirusowy black-out…i to w całkiem dobrym czasie (1’11”)…

A tymczasem…

Co dalej treningowo? Cholera wie. Pogoda się psuje, może i do lasu zabronią wchodzić. Trza będzie zająć się przemytem… i przemycać się do lasu 🙂

Dobrowolna kwarantanna ma jednak swoje plusy – można odświeżyć wszystkie gry w chałpie…

….tu niestety moi Eldarzy zaliczyli wtopę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *