Debiut na krótko

      Brak komentarzy do Debiut na krótko

…nastąpił dziś – około 18ºC, niebo czymś zaciągnięte (ponoć jakimiś piaskami znad Sahary?). Buty, krótkie gacie i koszulka z krótkim rękawem. I ten debiut na krótko w tym roku nastąpił 10 marca. To tyle o pogodzie i o ubiorach biegowych.

Dużo się działo, choć minęło ledwo ponad tydzień.

Najpierw, na 1 marca udało się rewelacyjne otwarcie na Agrykoli – 53,08” (400m). Kilka dni później z Marcinem zrobiliśmy kolejne dwa razy 2 kilometry – choć tym razem u mnie ze sporą zadyszką. Może to przez temperatury? W każdym razie sapałem, jak stara lokomotywa i nie byłem w stanie uspokoić oddechu. Jednak całość wyszła nam sprawnie – 8:00 i 7:56. Na koniec tej sesji mieliśmy pobiec jeszcze kilometr – tak trochę żwawiej – Marcinowi wyszło. Mnie trochę mniej – pomyliłem znak na drzewie i zatrzymałem się po 900 metrach, po czym, jak Marcin do mnie dobiegł ruszyłem z nim na ostatnie 100 metrów – czas 3:36 z drobnymi na końcu. Szkoda wspominać 😳

No i tu wchodzą już temperatury po 18-20ºC…

Najpierw bieg na Hrabiego na kilometr, mierzony stoperem co 200 metrów – szybkie 400 metrów, po czym konwersacje we łbie, które oczywiście zamiast pomóc, to przeszkodziły. Kiedy zaleje mięśnie? / Jeszcze nie zalało? Mijam pięćset metrów i znowu: niech w końcu zaleje i zamuli, i szybko minie…  Kolejny sto metrów – niech już do k**** nędzy zaleje!  700 metrów i bez zalania mięśni, a w perspektywie górka pod krzyżem. Nie było jakoś bardzo wolno – ale jednak tu zgubiłem moc. Ostatnie 200 metrów zrobiłem już na potężnym zmęczeniu, ale w miarę równym oddechu i co najważniejsze szybciej niż poprzednie dwie dwusetki.

3:06,00, choć Garmin zanotował 3:05,60, co zgadza się z teorią, że na czas mierzony stoperem ręcznym trzeba dodać około 0,25-0,30 sekundy.

Ten bieg tak zmasakrował mięśnie, że musiałem pójść w las z Moniką roztruchtać go. Ale tegoroczny SB wskoczył, a jednocześnie minimalnie przebiłem najlepszy czas z zeszłego roku – 3:06,34. Trzy minuty – ponownie – są coraz bliżej 🙂 Bo dopiero jest marzec. …Jeśli będę oczywiście konsekwentnie te kilometrówki powtarzać.

W międzyczasie wpadło jeszcze bardzo trudne, ale podbudowujące czterysta metrów na innym profilu trasy, gdzie odwrotnie niż na Agrykoli w ostatnim czasie – najpierw wpadła szybsza dwusetka, a potem już dobita druga, znacznie wolniejsza… (25,96” / 31,05’). Ale to dobra odmiana.

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *