Dwupak czerwcowy

      Brak komentarzy do Dwupak czerwcowy

Mam nadzieję, że tytułowy dwupak kojarzy się odpowiednio z zimnym piwem. Szczególnie, gdy w czasie biegów temperatura powietrza waha się w okolicach 30 stopni, a grunt jest nieco chłodniejszy… i ma również 30 stopni…

No dobra, ale od czego tu zacząć?

Dwupak czerwcowy: Warszawskie Gorące

Na początek warszawskie Bielany i Bieg Firmowy. Garmin Connect pokazał prawie 28 stopni. W słońcu piekło tak, że jeszcze kilka godzin po biegu czacha dymiła i bolała (udar?? albo pszeniczne po biegu…). A sam bieg? Biegliśmy firmowo w dwie sztafety. Moja sztafeta skończyła na 87 miejscu, druga – na 353. Bieg miał być testem przed Białą Podlaską: po pierwsze po długiej przerwie biegowej (7 dni! wynikłej z obolałości i awarii Garmina), po drugie zaprezentowana trasa – w moim odczuciu i na moje możliwości – nie dawała szans na jakieś bardzo szybkie bieganie. A nawiązując do obolałości – we wpisie poprzednim pomyliłem się. To nie kolka tak mnie sponiewierała. To mały, mało komu znany, ale upierdliwy mięsień skośny wewnętrzny brzucha. I cała zabawa ze zwalaniem na kolkę nie wyszła. Na lenia również nie 🙂

Źródło: znane osobiście, ale nie wie jeszcze o użyciu fotki! Oryginalnie – tu.

Do brzegu – bieg firmowy był tłoczny i stłoczony w trasie wytyczonej taśmami na terenie AWFu na warszawskich Bielanach. Startowałem w dalekiej, 4 zmianie (bo to była sztafeta 5 x 5km), gdzie raczej już szybkobiegaczy nie było. Na ciasnych zakrętach oznaczało to: korek, wyprzedzanie, obijanie się. Czasem wszystko na raz. Kilku wolnobiegaczy mnie zblokowało; ludzi, których poobijałem łokciami nie zliczyłem. Ale test wyszedł. 19:02 według Garmina na piątkę.

Dwupak czerwcowy: Podlaskie Patelniowe

W niedzielę, 9 czerwca pojechałem z Arkiem na dychę w ramach Grand Prix Traktu Brzeskiego. Garmin Connect wskazał niecałe 23 stopnie, ale już lokalna pogoda wskazywała 30 stopni przy gruncie. Ile mogło być w słońcu – nie wiem, ale… w drodze powrotnej termometr przy drodze wskazywał 35 stopni powietrza i 51 przy asfalcie…

Na starcie rozpoznał mnie Wojtek z Yulo, poznany w Mińsku. Uznaliśmy za bardzo dobry pomysł w spiekocie, która narastała, spokojny bieg na 39  minut. Tak zachowawczo 🙂

Dwa pierwsze kilometry poszły ostro, potem zaczął doskwierać upał na ulicach Białej. Zmieniona trasa, bez parku, w większości po ulicach miasta dała się w kość. Piątka weszła w 19:15 i wszystko zapowiadało bieg, na jaki się nastawiliśmy. Po minięciu linii startu/mety zacząłem się rozglądać za Arkiem. Długa prosta lekko pod górkę pozwoliła mi zobaczyć, że go nie ma. Zostawiłem Wojtka i poczekałem na Arka. Ledwo żywy dołączył do mnie mniej-więcej po półtorej kilometra drugiej pętli. Żar zrobił z niego przegrzanego zombiaka. Biegliśmy już razem do mety, na której i tak był ledwo przytomny ze zmęczenia. Skończyliśmy z czasem 42 minuty 35 sekund – więc Arek pobiegł zaledwie dziesięć sekund wolniej od biegu w Mińsku.

A Wojtek skończył, jak planował – na 14 miejscu z 39:00 na dychę. Gratz! i zazdraszczam!! 😮

Pobiegowe resztki z dwupaka

…i nie jest to folia ani puste puszki… Z najpilniejszych rzeczy jest wyleczenie bolących mięśni (wspomniany wyżej skośny – lewy i prawy). Ćwiczę już i chyba coś się poprawia. Chociaż cholera potrafi nagle zarwać i boleć.

Najdłuższe tegoroczne biegi już za mną – więc czas najwyższy zacząć piłować krótkie szybkie pod pięć kilometrów i bieżniowe pod 800 metrów. Ze startów zostały dwa biegi z GPTB w Międzyrzecu Podlaskim i zakończenie w Siedlcach. Te biegi jednak już tak mnie nie rajcują, jak w zeszłym roku. Regulamin regulaminem, ale chyba się cofnąłem z matematyką – bo za bieg w Mińsku powinno w kategorii wpaść mi 18 punktów, a jest owalne, brzydkie i chude zero (–0–). <– A tak off the wall, czy to obok nie przypomina Tie Fightera?! Te zero w nawiasach znaczy się 🙂

Za dychę z Białej powinny wpaść kolejne punkty, ale w sumie to w cholerę z nimi. Ten asfaltowy sezon – jak dotychczas – jest niezadowalający 😛 Pewnie dokończę oba pozostałe biegi, ale czy coś na nich jeszcze zrobię? Nie wiem.

Powoli wracają myśli o zmianie imprez biegowych na jakieś nowe, mało oblegane… i w lepszych miesiącach. Lepszych znaczy się chłodnych i mokrych. Dodatkowo, żeby robić więcej progówek coraz bardziej ciągnie mnie w kierunku większego zaangażowania się w Parkruny…


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *