Kleszcze, czyli jak chodzić, by ich nie spotkać


Dziś będzie tylko trochę o bieganiu. A trochę o kleszczach. Takich małych, niemiłych stworzonkach. Które spotkałem. I wiem gdzie. I wiem kiedy. Znaliśmy się krótko. Ale napędziły stracha. A najlepsze jest to, że wcale nie podczas biegania po chaszczach.

 

Patrząc na dzisiejszą datę, dotarło do mnie, że to już prawie miesiąc od ostatniego wpisu. Działo się tyle, że nie było o czym pisać. A nawet nie było czasu na pisanie.

Prawie miesiąc przerwy

Przerwa w pisaniu i w bieganiu jednocześnie, zaczęła się od spotkania z tytułowym bohaterem. Będąc na południu, w Cieszynie, złapał się mnie kleszcz. Szedłem przez łąkę. Nie biegłem. I to chyba był powód – miał czas się złapać. A tytułowe pytanie, jak chodzić, by ich nie spotkać?Odpowiedź jest prosta: biegać.

Łąka na osiedlu, długie spodnie, skarpety… a ta małpa wlazła po skarpecie i zatrzymała się na pierwszym dogodnym postoju z krwiopojem. Na łydce. Wszędzie piszą, że kleszcze idą w ciepłe, osłonięte miejsca. W sumie to usiadł dobrze, bo szybko go poczułem. I po powrocie od razu polazłem do lekarza na wyciąganie. Lekarz usunął i profilaktycznie dał antybiotyk, a to wykluczyło bieganie. Na dokładkę posłał do innego lekarza z eeeeeeeee… NFZ. W Nie-Funduszu-Zdrowia, w szpitalu zakaźnym, pani dochtór łobejrzała i powiedziała, że za wcześnie by coś mówić (czy jest rumień, czy nie) i tym bardziej za wcześnie jest na jakiekolwiek leki. Bo i tak nie może przepisać.

Nie wiem, i nie mam zamiaru zastanawiać się, które zachowanie lekarza było rozsądniejsze. Wiem, które mi pomogło się uspokoić.

A uspokojony oczywiście zastosowałem się do wskazań lekarza, który wyciągał gada i z Nie-Funduszem-Zdrowia nie miał nic wspólnego.

W międzyczasie okazało się, że czas dojrzał do przeprowadzki w leśną pustkę. Ponad dwa tygodnie zleciały łącznie na braniu antybiotyku i przewożeniu spakowanych rzeczy. W końcu udało się przewieźć najważniejsze rzeczy, dojść do siebie po antybiotyku… i pogonić lenia w las.

Sobota – Otwock Biega

W czasie przeprowadzki spotkałem w centrum Otwocka Andrzeja z grupy Otwock Biega. Chwilę pogadaliśmy i jak się okazało wkrótce w jego informacji na Facebooku, przeniosłem się specjalnie do Otwocka by biegać 🙂

Tak zaanonsowany nie mogłem nie pójść na sobotnie wspólne bieganie. Leń się wygłupiał, nawet opóźniał wyjście, ale się udało. Przerwa w bieganiu zaczęła się łagodnym powrotem w wolnym tempie, choć na ładnej, 12 kilometrowej trasie.

Jeszcze trudniej było wyjść na kolejny bieg. Trochę odzwyczajony myślałem, że z trudem przemęczę 10 kilometrów dwa dni później. I przemęczyłem, ale z innych powodów niż przypuszczałem. Kolka, utrzymująca się cały czas i lekkie zawroty głowy. Odzwyczaiłem się…

Czas wracać. A nie da się tego zrobić… nie wracając. Do biegania.


 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *