Oblodzona Dąbrówka

      Brak komentarzy do Oblodzona Dąbrówka

Teraz, gdy piszę jest już zima. Po czym poznaję? Po temperaturach poniżej zera, oblodzonych ścieżkach i odrobinie śniegu. No i po tym, że jest szaro-buro i szybko ciemno.
Dzienniczkowo trochę pustawo się zrobiło, choć do napisania czegokolwiek zbieram się od jakiegoś czasu.

Ale do rzeczy. 15 biegowych wyjść w ciągu półtora miesiąca to niezbyt dobry wynik. Oczywiście dobry, jeśli nie robi się wcześniej głupawych planów, że się będzie biegać nawet dwa razy dziennie 🙂

Ale tym razem mogę spokojnie zrzucić wszystko na wyrwaną ósemkę i jesień, która nagle i ZUPEŁNIE niespodziewanie zmieniła się w zimę. Oczywiście – jak zwykle – lekko przesadzam. Biegowo trochę się działo. Z Marcinem wprowadziliśmy nową zimową tradycję – raz w tygodniu biegamy piątkę ze Starej Wsi do Śródborowa. Dla nas obu to dobry trening na budowę wytrzymałości pod pięć. Jak na razie – na warunki które panowały – jest lepiej niż nieźle: 21:05 w deszczu i 20:48 na oblodzonej ścieżce rowerowej. Wcześniej wpadło jeszcze pięć na mojej trasie dookoła osiedla, ale tu akurat nie ma czym się chwalić – nawet nie złamałem 20 minut (20:37).

Na drodze do 5 kilometrów mogę dodać kolejne pozycje:

400 metrów w 55,60, co okazało się trzecim w historii wynikiem (dotychczasowe PB to 53,50), oraz

– 300 metrów w 43 sekundy, choć to był zepsuty bieg przez lekkie oblodzenie i psa, który próbował mnie chapsnąć, ale nie dogonił. Kundle mają za krótkie łapy na 300 metrów…!

150 metrów na Hrabiego w 18,58, co dało również trzeci najlepszy czas w historii… po dwóch rekordowych powtórzeniach na Sopockiej we wrześniu 2021 (a więc najwyższy czas na 17,XX 😛 )…

Były też nieudane biegi – jak podejście do 2 kilometrów po 3:30/km, ale zatkało mnie oddechowo i padłem po 1500 metrach. Żeby pocieszyć samego siebie powiem tylko, że zmieściłem się w zakładanym 3:30/km.

Dąbrówka – szutrówka w kierunku smętarza :O

Biegając z Marcinem postanowiłem sobie, że wybiorę się do Dąbrówki na naszą starą szutrówkę do super szybkich, jak na okolice Otwocka – mającą niezły spad. I wybrałem się dziś. Zabrałem nawet FreeLapa, jednak nawet go nie rozstawiłem. Już samo obejrzenie ścieżki wystarczyło – uznałem, że zrobię od czterech do sześciu dwusetek i do domu. Ścieżka oblodzona, nogi na uślizgach… Zrobiłem cztery powtórzenia, najlepsze na Garminie weszło w 29,60 – choć spóźniłem się z kliknięciem lapa… Jak na te warunki – super dobrze. Następnym razem jednak wezmę ze sobą moje zimowe Salomony z kolcami – inaczej to męczarnia i ból mięśni…

No i jeszcze jedno – ZUPEŁNIE zapomniałem, że trasa jest pomierzona co 50 metrów i nie trzeba się zastanawiać, gdzie startować, gdzie kończyć 😛

Teraz w planach na najbliższe tygodnie zakładam sobie zrobienie w końcu 2 i 3 kilometrów po 3:30/km, co pewnie skończy się przepalonymi oskrzelami, ale najwyższy czas zaadaptować się do zimy. Co potem? Nic.

Na razie tylko te dwa wyżej wymienione dystanse plus klepanie piątek z Marcinem ze Starej Wsi. I jakieś podsumowanie – całkiem trudnego roku – który już niedługo się skończy…

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *