Spóźniony Parkrun

      1 komentarz do Spóźniony Parkrun

Półtora miesiąca to jednak sporo czasu, gdy niby nic się nie dzieje, a faktycznie to aż za dużo się dzieje…

A działo się sporo 🙂 Pogoń za korepetycjami z matmy dla Szymka, dużo voodoo-czarów z moim nowym hobby, zawiedziona miłość z aikido… Wszystko jednak na koniec ułożyło się jak powinno. Korepetycje są i w dodatku prowadzone przez studenta, który jest fizykiem atomowym. Szymek jest – nie dość, że motywowany matematycznie, to także atomowo :mrgreen:

Co do ostatniego punktu – czyli zawiedzionego uczucia do aikido, to niestety klub – pomimo fajnej ekipy – zawiódł pod kątem nauki podstaw. Problemem – oczywiście moim zdaniem – jest zbyt duża ilość hakam, no i niestety trening robiony pod nie. Według kartki. Bez odstępstw. Nawet wtedy, gdy „młodzież” robi sobie krzywdę. A narybek, który się pojawia – jest wrzucany na głęboką wodę i robi sobie kuku. Bo… nie uczy się podstaw. I chyba dlatego obserwowaliśmy tam, jak tenże narybek szybko rezygnuje… My, po kilku treningowych wypadkach – również zrezygnowaliśmy. Może za jakiś czas, w innym klubie… Na razie jednak z aikido pasujemy.

A treningowo?

Moim największym treningowym odkryciem okazał się Alert RCB, wysyłany przez ekipę z Alei Ujazdowskich… Wysyłają Alert – trza się pakować i zapierniczać na stadion. A na stadionie w Rumi, zwykle pustym – ruch, jak w Gdańsku. Ku mojemu zdziwieniu – obok sporej liczby truchtaczy – z wiatrem trenowała całkiem spora grupa młodzieży z miejscowego klubu RKS Rumia 🙂

Więc – biegaliśmy wszyscy – pod wiatr. Rewelacja. Mam tylko jedną uwagę racjonalizatorską – dodajcie w Alercie z jakiego kierunku ten wiatr wieje – będzie łatwiej wybrać stadion. Bo tak człowiek ma rozkminę, na który jechać… i który jest odpowiednio ustawiony. A przy takich strasznych wiatrach, to ciężko o logiczne myślenie 🙂

Na razie skorzystałem dwa razy i podoba mi się inicjatywa – wiatr w porywach do 120 km i zapiernicza się, jak z motorkiem w d***.

Ponadto

Ta-da-m!

Udało mi się dojechać na Parkrun.

Tylko nie tam, gdzie chciałem i nie o tej godzinie, co trzeba. Przypadkiem (a o czym wiemy, że takowe nie istnieją) dotarłem do Gdańska – rejony Ujeściska i Zakoniczyna, co prawda w dzień parkrunowy, ale w godzinach nie bardzo parkrunowych. Znalazłem na mapie, wylądowałem o 19 z groszami i szczęka mi opadła.

…a tu widok z Garmin Connect

W sumie to z trzech powodów. Pierwszym była okolica – dwa zbiorniki retencyjne, wokół których powstała ścieżka biegowa ułożona z kostki. Drugim szokiem była infrastruktura techniczna. Pal licho narzędzia do ćwiczeń. Pal licho same zbiorniki robiące wrażenie nawet po ciemku.

Ale.. pierwszy raz widziałem „inteligentne” lampy nad trasą… Biegniesz – półmrok w oddali, zbliżasz się – lampy się rozpalają. WOW 🙂 Trzeciego tematu nie ruszę na razie, może kiedyś o nim wspomnę, kiedyś… jak już to wszystko pierdolnie, jak czasem zwykł mawiać Kubuś Puchatek…

A podsumowując – jak na razie wszystkie treningi pokazują, że powoli, baaardzo powoli adaptuję się do piątki 🙂

1 thought on “Spóźniony Parkrun

  1. Pingback: Wietrzno nad Wiecznem, a forma… w lesie. | meblościanka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.