Trzydzieści osiem z przodu

      Brak komentarzy do Trzydzieści osiem z przodu

Noc z piątku na sobotę zapowiadała, że nadchodzący dzień będzie trudny. Ciężkie jedzenie w ciągu piątkowego dnia nie dało się wyspać – zgaga, 5 godzin snu. a w perspektywie – trudny bieg na 10 kilometrów w Platerowie. Senność zaczęła mnie ogarniać koło 14:00, kiedy ruszyliśmy w drogę.

Dojechaliśmy do Platerowa na czas – biuro zawodów miało być czynne do 16:30, ale pewnie było czynne do samego startu… jak to na wszystkich biegach Grand Prix Traktu Brzeskiego. Dla nas oznaczało to trochę wolnego czasu przed startem. Osobiści kibice poszli pospacerować a mnie udało się na 20 minut paść w ciężką drzemkę w samochodzie. Trochę pomogła. Po drzemce została godzina do startu, a jako, że ciągle jeszcze jestem trochę obolały po ostatnich dwóch tygodniach horwillowego horroru, to ruszyłem na rozgrzewkę. Lekkie 4 kilometry trochę zmniejszyły ból, a przy okazji dowiedziałem się, że źle dobrałem buty. Zabrałem ze sobą dwie pary, to i miałem wybór – finalnie startowałem w moich „wyścigowych” Ignite’ach.

Platerów, podejście drugie

Trzydzieści osiem z przodu

Kibice poszli kibicować a ja ustawiłem się do startu. Odbierając pakiet, pierwsza moja myśl po zobaczeniu numeru startowego była taka, że dobrze by było zapracować na ten numer. A numer jego… dwadzieścia i  dwa… 🙂 Z zeszłorocznego biegu pamiętam przebitki – był gorąc; ja umierałem na trasie, zmuszony do marszu (z wynikiem 41:34). Z tego roku pamiętam znacznie więcej. Taka refleksja naszła mnie już w drodze powrotnej – biegam w tym roku trochę szybciej – a mimo to mam na trasach biegów znacznie więcej czasu na oglądanie tego, co dookoła. Tym razem też tak było. Pierwszy kilometr był krótką pętlą koło Gminnego Ośrodka Kultury. Potem zaczęła się pierwsza pętla na 4,5 kilometra. Przypomniała mi się dokładnie; rozpoznałem miejsce, gdzie padłem w czasie zeszłorocznego biegu. Tym razem było chłodniej, trasa już nie wydawała się taka wymagająca. Czyżby Horwill zaczął działać?

Fascynujący był moment, gdy mijałem się z prowadzącą czwórką (mieliśmy nawrotkę na prostej, więc można się było przyjrzeć – zdjęcie poniżej. Tu miałem do nich straty około 2’20”). Po szybkiej kalkulacji wyszło mi, że jestem między 20 a 30 miejscem. Pierwsza pętla była wymagająca, ale dość równa i spokojna. I zaskakujący czas – rzuciłem okiem na Garmina, gdy już pokazał czas ogólny – miałem 19:26 (w domu okazało się, że po piątce faktyczny czas to 19:14, czyli czas ciut-ciut szybszy od piątki z Mińska Mazowieckiego!!).

Na drugiej pętli biegłem w małej cztero-osobowej grupce. Tempo pod górki rwało się, wyprzedzaliśmy się na zmianę – było widać, kto jest mocniejszy z górki, kto pod górkę. Na nawrotce do czołowej trójki miałem już znacznie większy dystans. To jednak nie było najważniejsze. W głowie kołatało, że nie zatrzymałem się na żadnym wodopoju i nie traciłem czasu na picie. Wiedziałem już, że musiałoby się stać coś dużego, żebym nie zrobił zakładanego czasu poniżej 40 minut. Jeszcze wtedy nie zaświtało mi, że biegnę szybciej niż na Biegnij Warszawo, gdy biłem 40 minut po raz pierwszy. To dotarło do mnie po ósmym kilometrze. Bo miałem siłę. I czas był dobry…

Trzydzieści osiem z przodu

Trzydzieści osiem z przodu

Na ostatnim kilometrze, który choć najpierw był pod górkę, starałem się przyspieszać, potem po wbiegnięciu na Kościelną zaczynał się ostatni zbieg z zakrętem do mety. Biegłem spokojnie, ale szybko. Na ostatniej prostej wyprzedził mnie jeszcze jeden biegnący z mojej czwórki – musiał grzać… ale nie chciało mi się go gonić. Finisze nie są moją mocną stroną… bo nie chce mi się 🙂

Podsumowując, po zmordowanej, nieprzespanej nocy, bez nastawiania się na nie wiadomo co, wyszedł bardzo miły PB – 38:46 na dyszkę. Dotarło to do mnie później, gdy leżałem korzystając z masażu – że mam trzydzieści osiem z przodu… kolejny etap do jeszcze szybszego biegania 😛

I tak, to chyba pierwsze efekty zakończonego pełnego, 24 tygodniowego treningu Danielsa, i pierwszych dwóch tygodni Horwilla…

PS. Trochę mi brakło na mecie do numeru startowego – nie udało mi się zająć 22 miejsca 🙂 – wpadło 26…

PS 2. …i dopiero w niedzielę przypomniało mi się, że od nawrotki (czyli od 7,5 kilometra) przez półtora kilometra biegłem z kolką… i jakoś zapomniałem o tym 🙂

PS 3. Zdjęcie na stronie głównej z portalu Podlasie24.pl


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *