Nawaliło jeszcze więcej śniegu. We wtorek, trzynastego stycznia, odkryłem najgorszą możliwą temperaturę do biegania: -3°C. Śnieg nie jest ani ciężki, ani mokry; nie jest też ani ciężki, ani zamarznięty. Jest sypki. I lekki. I głęboki. Ruszyłem w las na Leśną Piątkę. Wydawało mi się, że biegnę szybko. Taaaaa… W sypkim śniegu jest gorzej jak w wodzie. Ledwie wyrobiłem się w… Read more »
Tytuł chwytliwy mi się udał, jak zakończony rok 😛 Jednak wcale nie odnosi się do ubiegłego już roku. Zupełnie nie. To tylko zbieg okoliczności, a wszystkie opisane zdarzenia nie są poparte faktami. Wcale, ale to wcale. *** Od poprzedniego wpisu zdążył spaść śnieg, potem zniknąć, po czym tuż przed sylwestrem spadł jeszcze raz. Ale skuteczniej – że aż postawił na… Read more »
Cisza. Całkowita cisza z lekkim szumem drzew. Nawet ptaki milczały. Mgła, że widać trzysta, może czterysta metrów. Na ścieżce ślady dużego zwierza – łosia? Konia? Może słonia? W oddali, we mgle coś się poruszyło – wytężony wzrok pozwolił dostrzec dwoje ludzi z plecakami. Jak w horrorze. I jeszcze co jakiś czas odzywały się piły ludzi tnących drzewa, gdzieś w lasach… Read more »
Kiedyś, już całkiem dawno temu… dostałem od Waldka z Sokudo takie-małe-cuś: Dziś, całkiem niedawno temu, wylądowałem z żółtym dziobem, znaczy się – żółtym pasem. Zdane. I takie-małe-cuś zmieniło barwy na poprawne. A i grupa starszaków w Sokudo rośnie. Dziś też chłopaki – te starsze – Tomek i Michał zdali na brązowe pasy. Aż musiałem zapytać ile im to zajęło czasu…. Read more »
Na początku listopada zrobiliśmy z Marcinem odkurzenie starej trasy zimowej do Starej Wsi. Dziesięć kilometrów w obie strony. W tę szybszą zrobiliśmy w 21:41. Kolejny dobry trening wpadł dwa dni później na OKS-ie – zrobiliśmy trzy powtórzenia osiemsetek. Moim założeniem było zrobienie każdej w okolicach 2:48. Startowałem 16 sekund po Marcinie, i miałem go dojść na mecie. Po pierwszej osiemsetce… Read more »
Fotka na stronie głównej pożyczona z profilu parkrunu Las Malcanów na FB. *** Wyjazdowy kilometr w Gdyni, gdzie rozkulałem się na kilometrze poniżej 3 minut, w kolejnych tygodniach przyniósł zupełny brak chęci do trenowania. To było prawdopodobnie coś, co się zwie spoczęciem na laurach (d**pie?). Jednak coś tam z tymi laurami się zepsuło i w końcu, po kilku obiecankach robionych… Read more »
Doczekałem się. Nie Hrabiego, nie Agrykola, a tym bardziej nie trudniejsza Bagnista. Na ostatnią chwilę i na wariata zorganizowany nocleg w Gdyni przegonił nas na dwa dni nad Zatokę. Zmęczeni jak cholera po wydarzeniach ostatnich dni, dojechaliśmy na miejsce w czwartek po południu, pospacerowaliśmy, nażarliśmy się jak zwykle już w Zahirze i nie mieliśmy siły już na nic, jak tylko… Read more »
Dziś będzie super szybko krótko. W piątek i sobotę odwiedzaliśmy Gliwice – bo październik is coming. I ta fizyka wszędzie obecna zaczęła udzielać się nawet Garminowi. Ale to za chwilę. Przed wyjazdem do Gliwic znalazłem nawet mały stadion (bieżnia tartanowa 200 metrów), na który chciałem się wybrać coś porobić. Z porobienia czegoś nie wyszło nic. Buty biegowe wróciły nieużyte. Bo… Read more »
Tytułowa orka jest w sensie biegowym, bo jeszcze nie ta dosłowna, traktorowa 🙂 choć czas już coraz bliższy do oficjalnego potwierdzenia egzaminów, coraz bliższy… Orka biegowa była w lipcu. Znaczna część biegaczy buduje siłę i robi podstawy w zimę. A mnie w tym roku wyszło w lato. Deszczowy lipiec – jak za dawnych lat, gdy nie było ani tak zwanych… Read more »
Powroty, powroty. Te powroty do biegania to tak od początku roku trwają… A tu… czerwiec się skończył. Biegi bez Garmina, na stoperze. Obecność na karate – jak tylko mogłem. Jak na pierwszy, tak zawzięty miesiąc wypadło to całkiem dobrze. Wróciła systematyczność. Prawie nie było wymówek, żeby nie pójść na karate lub w las. I w końcu poczułem, że wróciła chęć… Read more »