Tag Archives: buty

Kolczasta flota

      Brak komentarzy do Kolczasta flota

Ha… wyszedł tytuł jak z jakiegoś SciFi lub fantasy. Nie chodzi jednak o jakąś tam kolczastą flotę, jak z wikingów, lub tym bardziej z uniwersum Honor Harrington. Dziś będzie o innej flocie, takiej biegowej, i powstającej w bólach. Temat zaczął mi chodzić po łbie jakiś czas temu, jak wróciłem już-w-miarę-regularnie na Agrykolę. Potem MarcinP strzelił Mastersami 2027 i choć na… Read more »

Wiosenny fak-ap

      Brak komentarzy do Wiosenny fak-ap

21 marca… pierwszy dzień kalendarzowej wiosny… Dzień fak-apów? Nieeee… do pewnego momentu nie był. Nawet z tej okazji (wiosny oczywiście) wychlałem dwa piwa. I za bardzo nie mogę sobie przypomnieć, kiedy coś takiego ostatnio spożywałem. Fuuuuj, słodkie, łeee bardzo słodkie. I to portery, które kiedyś wydawały mi się mocne i gorzkie. Łeee? Pewnie jakieś skrzaty naszczały do piwa i je… Read more »

Śnieżny tartan

      Brak komentarzy do Śnieżny tartan

Trochę się wahałem, czy robić wpis po kilku zaledwie dniach. Ale jednak przekonałem sam siebie, że ta relacja musi wylądować na blogu. Bo po pierwsze ciągle mam w pamięci ostatni wpis Nagora, który skierował mnie z powrotem na właściwy trening. Po drugie ponoć był teraz jakiś super nów, który ponoć astrologicznie coś tam sporo rozrabia. No i narozrabiał – bo… Read more »

Kupiłem czarny ciągnik

      Brak komentarzy do Kupiłem czarny ciągnik

No chyba jednak nie. Nie kupiłem ciągnika. A tym bardziej czarnego. Jeszcze nie pora na to. To za kilka lat. Ale coś mnie zaćmiło, bo ten czarny ciągnik okazał się butami, w dodatku nie czarnymi – a kolorowymi. Pstrokato-kolorowymi. I nie z pojemnością dwa-czterysta, a w rozmiarze 42. I nie z alufelgami i ciemnymi szybami, a z notą 94 na… Read more »

Forever Faster?

      Brak komentarzy do Forever Faster?

Pierwsze postanowienie (opisane w poprzednim wpisie) wdrożyłem – nie jem już galaretek z bitą śmietaną. Nawet tą 36%… Nie ważne, że bardziej tłusta – działa tak samo, jak te udające tłuste śmietany. Trzecie postanowienie – te z alkoholem – wdrożone. Prawie. 10 dni bez niczego. Dziś, jedenastego dnia od zaprzestania, Monika namówiła mnie na piwo. Pierwsze od – mam krótką… Read more »

Pięć postanowień

      Brak komentarzy do Pięć postanowień

Zaczęła się majówka. Przedwczoraj. Pobiegliśmy na Hrabiego – miało być pięć kilometrów, mocy starczyło na trzy. Nie będę się rozpisywać, bo opisał to dokładnie Marcin. Co ważne – jedliśmy w domu przez parę dni galaretki ze śmietaną – i chyba jak zwykle nabiał mnie rozwalił. Chyba. Jeśli się okaże, że to nie to – to nic się nie stanie –… Read more »

…po obiedzie obżarty

      3 komentarze do …po obiedzie obżarty

To cytat. Z mojej rozmowy z Marcinem, bo zaprzyjaźnionych autorów trza linkować 🙂 Nasza rozmowa dotyczyła – ta-da-am – niespodzianka: biegania. A całość brzmiała tak: „a ja wczoraj po obiedzie obżarty, z dużym bidonem w łapie poleciałem 1km na Sopockiej w 3:04 🙂 trzeci raz pod rząd. Coś czuję, że niedługo będę mieć jak z czterysta – wszystko poniżej 3… Read more »

Cichobieżki

      1 komentarz do Cichobieżki

Tytuł nawiązuje do butów – ale to nie one będą bohaterem wpisu. Do butów – bo jestem w trakcie przeglądu swojej szafy biegowej i szukam tych jedynych, odpowiednich na asfalt. Natchnął mnie Marcin tym wpisem, gdzie znalazło się podsumowanie kilometrażu jego Kalenji. I tu się pojawia problem – bo New Balance, które kupiłem na asfalt w ogóle się na asfalt… Read more »

Bicie demonów

      Brak komentarzy do Bicie demonów

Połowa czerwca, masa imprez dookoła, gorąc, jak w piekle lub Krematorii z Kronik Riddicka… Słowem piekielny gorąc i drepczące po piętach demony. Każdy ma swoje do pokonania. I każdy robi to na swój sposób. I tak ekipa znajomych z Otwock Biega pobiegła w upale Karczewski Bieg Uliczny. Relacji jeszcze nie słyszałem, ale sądząc po czasie całości to i koledzy z… Read more »

Najszybsze są… czerwone gacie

      1 komentarz do Najszybsze są… czerwone gacie

Lipiec. Wakacje. Gorąc. Mało biegania, mało podsumowań, brak tematów… w zeszłym roku było podobnie. Wyjazd na bliskie Mazury miał obfitować w treningi. Nawet codzienne. Nie obfitował. Udało mi się raz podjechać na stadion w Mławie, gdzie zrobiłem horwillowskie dwa razy 4 kilometry, umęczone w 36 stopniach w słońcu. Więc biegowo kicha. Ale zawsze znajdzie się jakiś temat zastępczy, który potem… Read more »