Tag Archives: Garmin

Cokolwiek

      Brak komentarzy do Cokolwiek

21 lipca, po wspólnym bieganiu setek z MarcinemO (z czego Marcina relacja jest tu), dyskutowaliśmy na tg o tempach biegania. Marcin otarł się o PB na setkę, ja zrobiłem sześć powtórzeń setek w 12:XX. Więc udało mi się zrobić znaczący krok dla zrobienia dziesięciu powtórzeń setek w takich czasach. Następnego dnia polazłem na najnowszy odcinkowy pomiar czasu. Osiemset metrów wpadło… Read more »

Osiemset_Plus

      Brak komentarzy do Osiemset_Plus

Dziwnie się kojarzy, prawda? Ale to dobrze, że się dziwnie kojarzy. Bo to o programie 800+. Tylko innym. I aż się nasuwa i ciśnie się sama do wypowiedzenia na głos moja ulubiona fraza za Andrzejem Sapkowskim, że „coś się kończy, coś się zaczyna”. Zaczęły się wakacje, nadeszła przerwa w zajęciach karate. Po drodze była poprawka Szymka. Minął drugi miesiąc, jak… Read more »

Wiosenny fak-ap

      Brak komentarzy do Wiosenny fak-ap

21 marca… pierwszy dzień kalendarzowej wiosny… Dzień fak-apów? Nieeee… do pewnego momentu nie był. Nawet z tej okazji (wiosny oczywiście) wychlałem dwa piwa. I za bardzo nie mogę sobie przypomnieć, kiedy coś takiego ostatnio spożywałem. Fuuuuj, słodkie, łeee bardzo słodkie. I to portery, które kiedyś wydawały mi się mocne i gorzkie. Łeee? Pewnie jakieś skrzaty naszczały do piwa i je… Read more »

I spłonęła…

      Brak komentarzy do I spłonęła…

Ta historia musiała się tak skończyć. Planeta tak płonęła, że aż zamarzła. No dobra – nie cała. Ale Bałtyk częściowo zamarzł. I w tym celu pojechaliśmy do Gdyni połazić po morzu. Łażenie po morzu się udało, jak również godzinne marsze nad morze w Sopocie i z powrotem, przy czym te z powrotem to już było przy mrozie idącym w dwucyfrowym… Read more »

Achillesy

      Brak komentarzy do Achillesy

Pada śnieg, pada. Pada deszcz, pada… i zamarza 😛 Dziś nie o bieganiu, ale o sprawach około biegowych. Dlaczego? Bo tak napadało, i tak wszystko pokryło lodem, że aż trudno biegać. Jakieś bieganie udało mi się zrobić – dwie wymęczone piątki w lesie („Leśne piątki”) i raz wybrałem się na Hrabiego pobiegać sto metrów w tartanowych kolcach. Piątki weszły całkiem-całkiem… Read more »

Dwadzieścia pięć

      Brak komentarzy do Dwadzieścia pięć

Tytuł chwytliwy mi się udał, jak zakończony rok 😛  Jednak wcale nie odnosi się do ubiegłego już roku. Zupełnie nie. To tylko zbieg okoliczności, a wszystkie opisane zdarzenia nie są poparte faktami. Wcale, ale to wcale. *** Od poprzedniego wpisu zdążył spaść śnieg, potem zniknąć, po czym tuż przed sylwestrem spadł jeszcze raz. Ale skuteczniej – że aż postawił na… Read more »

Strefa rozpędzania

      Brak komentarzy do Strefa rozpędzania

Cisza. Całkowita cisza z lekkim szumem drzew. Nawet ptaki milczały. Mgła, że widać trzysta, może czterysta metrów. Na ścieżce ślady dużego zwierza – łosia? Konia? Może słonia? W oddali, we mgle coś się poruszyło – wytężony wzrok pozwolił dostrzec dwoje ludzi z plecakami. Jak w horrorze. I jeszcze co jakiś czas odzywały się piły ludzi tnących drzewa, gdzieś w lasach… Read more »

Żółtodziób

      Brak komentarzy do Żółtodziób

Kiedyś, już całkiem dawno temu… dostałem od Waldka z Sokudo takie-małe-cuś: Dziś, całkiem niedawno temu, wylądowałem z żółtym dziobem, znaczy się – żółtym pasem. Zdane. I takie-małe-cuś zmieniło barwy na poprawne. A i grupa starszaków w Sokudo rośnie. Dziś też chłopaki – te starsze – Tomek i Michał zdali na brązowe pasy. Aż musiałem zapytać ile im to zajęło czasu…. Read more »

Lekko

      Brak komentarzy do Lekko

Na początku listopada zrobiliśmy z Marcinem odkurzenie starej trasy zimowej do Starej Wsi. Dziesięć kilometrów w obie strony. W tę szybszą zrobiliśmy w 21:41. Kolejny dobry trening wpadł dwa dni później na OKS-ie – zrobiliśmy trzy powtórzenia osiemsetek. Moim założeniem było zrobienie każdej w okolicach 2:48. Startowałem 16 sekund po Marcinie, i miałem go dojść na mecie. Po pierwszej osiemsetce… Read more »

Księżyc nad zatoką

      Brak komentarzy do Księżyc nad zatoką

Doczekałem się. Nie Hrabiego, nie Agrykola, a tym bardziej nie trudniejsza Bagnista. Na ostatnią chwilę i na wariata zorganizowany nocleg w Gdyni przegonił nas na dwa dni nad Zatokę. Zmęczeni jak cholera po wydarzeniach ostatnich dni, dojechaliśmy na miejsce w czwartek po południu, pospacerowaliśmy, nażarliśmy się jak zwykle już w Zahirze i nie mieliśmy siły już na nic, jak tylko… Read more »