Tag Archives: Horwill

Z tygodnia na tydzień

      Brak komentarzy do Z tygodnia na tydzień

Ostatnio opisywałem mój powrót to starych, dobrych treningów według Franka H. Odkrycie Franka było dla mnie krokiem milowym w bieganiu, potem doszła amerykańska szkoła FTC. I połączone razem, od paru lat stanowiły rdzeń moich treningów. Czasem trochę odbiegałem od nich lekko, czasem mocniej, ale zawsze potem do nich wracałem. Obecnie, przestawiając się zupełnie na trening pod 800 metrów przestawiłem się… Read more »

Powrót do źródeł

      Brak komentarzy do Powrót do źródeł

Running is (…) preserving the good things. There is no such thing as growing old; you’re either growing up or stagnant. You can be old at 20. Dr George Sheehan quoted by Frank Horwill in Running over 40 Osiemset_plus: co prawda nie zacząłem od ostatniego wpisu wydłużać dystansu i ciągle biegam osiemset i nie przedłużam nawet do kilometra, to jednak…… Read more »

Kolczasty problem

      Brak komentarzy do Kolczasty problem

Jakiś czas temu cieszyłem się z nowych zakupów kolców do biegania na tartanie, żużlu i gdzie się da (bo nawet na śniegu). Nowych Pum nie sprawdzałem, bo to następca moich, już wysłużonych typowo treningowych evoSPEED. Sprawdzałem za to Adidasy, żeby nie być zaskoczonym. I od jakiegoś czasu męczy mnie lekki ból ścięgna strzałkowego. Oczywiście nie powiązałem faktów, bo było za… Read more »

Sezon grzybowy na Hrabiego

      Brak komentarzy do Sezon grzybowy na Hrabiego

Dziś MarcinO w czasie biegania przypomniał początki naszego biegania na Hrabiego. I przypomniał Horwilla. A to oznacza, że już trzy lata minęły od naszego powrotu z Gdyni; trzy lata też ma odkryta biegowo „na nowo” ulica Hrabiego w Otwocku. Wydarzenia z marca, kwietnia i maja odbiły swoje piętno na wszystkich poziomach funkcjonowania całej chałupy. Biegowo pojawiła się kolejna dziura w… Read more »

I spłonęła…

      Brak komentarzy do I spłonęła…

Ta historia musiała się tak skończyć. Planeta tak płonęła, że aż zamarzła. No dobra – nie cała. Ale Bałtyk częściowo zamarzł. I w tym celu pojechaliśmy do Gdyni połazić po morzu. Łażenie po morzu się udało, jak również godzinne marsze nad morze w Sopocie i z powrotem, przy czym te z powrotem to już było przy mrozie idącym w dwucyfrowym… Read more »

Lekko

      Brak komentarzy do Lekko

Na początku listopada zrobiliśmy z Marcinem odkurzenie starej trasy zimowej do Starej Wsi. Dziesięć kilometrów w obie strony. W tę szybszą zrobiliśmy w 21:41. Kolejny dobry trening wpadł dwa dni później na OKS-ie – zrobiliśmy trzy powtórzenia osiemsetek. Moim założeniem było zrobienie każdej w okolicach 2:48. Startowałem 16 sekund po Marcinie, i miałem go dojść na mecie. Po pierwszej osiemsetce… Read more »

Polowanie dzika

      Brak komentarzy do Polowanie dzika

Fotka na stronie głównej pożyczona z profilu parkrunu Las Malcanów na FB. *** Wyjazdowy kilometr w Gdyni, gdzie rozkulałem się na kilometrze poniżej 3 minut, w kolejnych tygodniach przyniósł zupełny brak chęci do trenowania. To było prawdopodobnie coś, co się zwie spoczęciem na laurach (d**pie?). Jednak coś tam z tymi laurami się zepsuło i w końcu, po kilku obiecankach robionych… Read more »

Niespodzianki i orka

      Brak komentarzy do Niespodzianki i orka

Tytułowa orka jest w sensie biegowym, bo jeszcze nie ta dosłowna, traktorowa 🙂 choć czas już coraz bliższy do oficjalnego potwierdzenia egzaminów, coraz bliższy… Orka biegowa była w lipcu. Znaczna część biegaczy buduje siłę i robi podstawy w zimę. A mnie w tym roku wyszło w lato. Deszczowy lipiec – jak za dawnych lat, gdy nie było ani tak zwanych… Read more »

9 kyu

      Brak komentarzy do 9 kyu

Powroty, powroty. Te powroty do biegania to tak od początku roku trwają… A tu… czerwiec się skończył. Biegi bez Garmina, na stoperze. Obecność na karate – jak tylko mogłem. Jak na pierwszy, tak zawzięty miesiąc wypadło to całkiem dobrze. Wróciła systematyczność. Prawie nie było wymówek, żeby nie pójść na karate lub w las. I w końcu poczułem, że wróciła chęć… Read more »

Mój umierający parkrun

      Brak komentarzy do Mój umierający parkrun

Ostatni wpis traktował o super krótkich, które zaskakująco wyszły również super szybko. Zaskakująco, bo – jak wcześniej wspomniałem – kwiecień był okresem nie-trenowania. 4 wyjścia biegowe, 9 kilometrów przebiegu. Robota wykonana rewelacyjnie jak u Pata i Mata (po naszemu ponoć to Sąsiedzi byli) z ich słynnym …A je to! Szkoła się skończyła, nastały wolne soboty 🙂 W ten magiczny sposób… Read more »