Tag Archives: Horwill

Horwillowskie poranki

      2 komentarze do Horwillowskie poranki

Dziś rzecz będzie o krótkim planie według Franka H. wciśniętym między dwa tegoroczne starty na 5 kilometrów. Po nieudanym biegu na 5 kilometrów w Mińsku Mazowieckim, kolejny sprawdzian na atestowanej trasie wypada mi w Siedlcach, 26 sierpnia. Po zliczeniu tygodni w kalendarzu wyszło 13 tygodni przerwy… i wpadł pomysł zastosowania 12 tygodniowego cyklu Horwilla na podniesienie wydolności. Reaper of Souls?! Pierwszy tydzień… Read more »

To był dobry dzień

      Brak komentarzy do To był dobry dzień

Nadszedł długo wyczekiwany bieg w Mińsku. Drugi z kolei bieg w ramach Grand Prix Traktu Brzeskiego AD 2018. To już rok czasu od tamtego biegu, w którym pobiegłem piątkę po raz pierwszy poniżej 20 minut. To był dobry dzień W tym roku obok domowej ekipy fanów, jechał z nami Marcin. Po nas, na Piętnastkę miała dojechać kolejna część ekipy. Po… Read more »

Wiosenna adaptacja w sosie działdowskim

      Brak komentarzy do Wiosenna adaptacja w sosie działdowskim

Nowy wpis zaledwie po tygodniu… Ale skoro jest to dzienniczek, to… musi być. Ostatni tydzień przyniósł sporo nowych wydarzeń. Po pierwsze – w końcu przypałętała  się wiosna. Po drugie – odżył wspomniany gdzieś tam w odmętach wpisów Olo, wracając do biegania. Po trzecie – po debiucie w Parkrunie w Działdowie udało mi się tam wrócić. Ale po kolei. Najpierw Olo…. Read more »

Schłodzenie jak ta lala

      Brak komentarzy do Schłodzenie jak ta lala

Tytuł miał być inny, ale padło na głupawy. Bo i wpis będzie głupawy. Jak nie ma co zapisać w dzienniczku biegowym, to trzeba wymyślić jakąś głupotę 🙂 Luty, jak dotychczas przedstawia się ubogo w porównaniu do stycznia. Kilometrów mniej; mniej też spektakularnych wyników. To wszystko za sprawą innych spraw na głowie, wyjazdu na południe i takich tam przeszkadzaczy. Na południu… Read more »

Styczniowe otwarcie za 460

      Brak komentarzy do Styczniowe otwarcie za 460

Wpis podsumowujący miał powstać i już. I powstaje. Trochę się obawiałem, że bardzo różnorodna pogoda i nie zawsze dobre warunki do szybkiego biegania nie pozwolą na żadne szaleństwa. I, że w związku z tym nie będzie o czym pisać. Ale wyszło inaczej. Styczniowe otwarcie za 460 Po pierwsze – wyszedł cholernie mocny kilometraż. Coś, czego wcześniej nie byłbym nawet w… Read more »

Odkrywam Franka Horwilla

      1 komentarz do Odkrywam Franka Horwilla

Niniejszy wpis miał powstać na początku lutego. Miał być podsumowaniem nowego, rekordowego kilometrażu, choć wcale moim celem nie było bicie się z kilometrami. Za to walka z jabłuszkiem na stoku już takim celem była. Ale po kolei. We wcześniejszym wpisie wspomniałem, że styczeń to martwy sezon. Ale przestał być martwym sezonem. Zwykle poprawy czasów na różnych dystansach zaczynały się w marcu… Read more »