Tag Archives: parkrun

Z tygodnia na tydzień

      Brak komentarzy do Z tygodnia na tydzień

Ostatnio opisywałem mój powrót to starych, dobrych treningów według Franka H. Odkrycie Franka było dla mnie krokiem milowym w bieganiu, potem doszła amerykańska szkoła FTC. I połączone razem, od paru lat stanowiły rdzeń moich treningów. Czasem trochę odbiegałem od nich lekko, czasem mocniej, ale zawsze potem do nich wracałem. Obecnie, przestawiając się zupełnie na trening pod 800 metrów przestawiłem się… Read more »

Polowanie dzika

      Brak komentarzy do Polowanie dzika

Fotka na stronie głównej pożyczona z profilu parkrunu Las Malcanów na FB. *** Wyjazdowy kilometr w Gdyni, gdzie rozkulałem się na kilometrze poniżej 3 minut, w kolejnych tygodniach przyniósł zupełny brak chęci do trenowania. To było prawdopodobnie coś, co się zwie spoczęciem na laurach (d**pie?). Jednak coś tam z tymi laurami się zepsuło i w końcu, po kilku obiecankach robionych… Read more »

Hmm… skąd wiedzieli?

      Brak komentarzy do Hmm… skąd wiedzieli?

Jeden egzamin za mną – wyniki będą 29 sierpnia; to ten państwowy, zawodowy. Do drugiego nie przystąpiłem, bo byłem w pracy. 9 kyu nie będzie, jeszcze nie teraz. To ten hobbystyczny egzamin. Dużo się działo, jeszcze więcej się dzieje. Zaplanowałem sobie urlop – inaczej niż co roku – na lipiec. I zapomniałem o nim. Zapomniałem, bo też nie planowaliśmy –… Read more »

Mój umierający parkrun

      Brak komentarzy do Mój umierający parkrun

Ostatni wpis traktował o super krótkich, które zaskakująco wyszły również super szybko. Zaskakująco, bo – jak wcześniej wspomniałem – kwiecień był okresem nie-trenowania. 4 wyjścia biegowe, 9 kilometrów przebiegu. Robota wykonana rewelacyjnie jak u Pata i Mata (po naszemu ponoć to Sąsiedzi byli) z ich słynnym …A je to! Szkoła się skończyła, nastały wolne soboty 🙂 W ten magiczny sposób… Read more »

Brakujące puzzle

      2 komentarze do Brakujące puzzle

…A bo brakujące te puzzle. Obraz prawie cały, a jednak kilka się zgubiło. Chyba jeszcze przy pakowaniu w Gdyni, tuż przed powrotem w lasy śródborowskie. Biegowo te brakujące puzzle to ciągle kilometr i trzy kilometry. Reszta powoli, powoli zaczyna działać. Ostatnie dwa tygodnie ponownie były ciekawe: – Agrykola – wpadła szybsza czterysetka – 53,28”, ale z bardzo ciekawym splitem –… Read more »

31:31

      2 komentarze do 31:31

Optymistycznie zapowiedziany w poprzednim wpisie trening zaczął żyć swoim własnym życiem. Jak w każdym cyklu – czy to cyklu słońca, czy to cyklu treningu – były górki i dołki. Była chęć spędzenia treningu w domu, były chęci biegania dwa razy w ciągu dnia, była konieczność biegania po samochód do mechanika… Najprostsze narzędzie nie potrafiące skłamać (czyli treningowy Excel) pokazał na… Read more »

Spóźniony Parkrun

      1 komentarz do Spóźniony Parkrun

Półtora miesiąca to jednak sporo czasu, gdy niby nic się nie dzieje, a faktycznie to aż za dużo się dzieje… A działo się sporo 🙂 Pogoń za korepetycjami z matmy dla Szymka, dużo voodoo-czarów z moim nowym hobby, zawiedziona miłość z aikido… Wszystko jednak na koniec ułożyło się jak powinno. Korepetycje są i w dodatku prowadzone przez studenta, który jest… Read more »

…przez las biegłam po bułki…

      Brak komentarzy do …przez las biegłam po bułki…

Wydawało mi się, że ten fragment jest z jakiejś piosenki. Nie? Trudno! A tytuł nawiązuje do jednego z moich ostatnich biegów, gdzie zakopany po kostki w śniegu dotarłem pod Biedronkę w Gdańsku Osowej, gdzie po tym jak stanąłem wryty – zawróciłem… i zgubiłem się. Nie wiedziałem, że to tak blisko!!! A teraz krótka i nieciekawa staro-nowo-roczna retrospekcja… Dzielenie czasu między… Read more »

#439

      Brak komentarzy do #439

Po latach przerwy (w listopadzie 2019 był ostatni raz) wystartowałem dziś w Parkrunie (Parkrun Gdynia nr #439). Choć ta przerwa to nie do końca z mojej winy – bo przez większość roku 2020 Parkrun chował się za mgłą kowidową i wylazł z niej dopiero niedawno… 🙄 Ale udało się wziąć udział, choć łatwo nie było. Ciężko było mi wstać, to… Read more »

Dziś trochę pobiegamy, rzekła

      Brak komentarzy do Dziś trochę pobiegamy, rzekła

I tak zrobiliśmy. Trochę oznaczało szybkie 600 metrów na „dogrzewkę”. Po czym nastąpiły biegi jeszcze szybsze… czterysetka i trzysetki. Gdy już miałem dość, a mięśnie rąk i uda były zabetonowane kwasem, przepona paliła… dostałem jeszcze trochę do pobiegania na koniec – 5 razy 120 metrów… Choć już przepona i nogi nie chciały współpracować, to odcinki były dość fajne do robienia… Read more »