Tytuł chwytliwy mi się udał, jak zakończony rok 😛 Jednak wcale nie odnosi się do ubiegłego już roku. Zupełnie nie. To tylko zbieg okoliczności, a wszystkie opisane zdarzenia nie są poparte faktami. Wcale, ale to wcale. *** Od poprzedniego wpisu zdążył spaść śnieg, potem zniknąć, po czym tuż przed sylwestrem spadł jeszcze raz. Ale skuteczniej – że aż postawił na… Read more »
Kiedyś, już całkiem dawno temu… dostałem od Waldka z Sokudo takie-małe-cuś: Dziś, całkiem niedawno temu, wylądowałem z żółtym dziobem, znaczy się – żółtym pasem. Zdane. I takie-małe-cuś zmieniło barwy na poprawne. A i grupa starszaków w Sokudo rośnie. Dziś też chłopaki – te starsze – Tomek i Michał zdali na brązowe pasy. Aż musiałem zapytać ile im to zajęło czasu…. Read more »
Na początku listopada zrobiliśmy z Marcinem odkurzenie starej trasy zimowej do Starej Wsi. Dziesięć kilometrów w obie strony. W tę szybszą zrobiliśmy w 21:41. Kolejny dobry trening wpadł dwa dni później na OKS-ie – zrobiliśmy trzy powtórzenia osiemsetek. Moim założeniem było zrobienie każdej w okolicach 2:48. Startowałem 16 sekund po Marcinie, i miałem go dojść na mecie. Po pierwszej osiemsetce… Read more »
Fotka na stronie głównej pożyczona z profilu parkrunu Las Malcanów na FB. *** Wyjazdowy kilometr w Gdyni, gdzie rozkulałem się na kilometrze poniżej 3 minut, w kolejnych tygodniach przyniósł zupełny brak chęci do trenowania. To było prawdopodobnie coś, co się zwie spoczęciem na laurach (d**pie?). Jednak coś tam z tymi laurami się zepsuło i w końcu, po kilku obiecankach robionych… Read more »
Tytułowa orka jest w sensie biegowym, bo jeszcze nie ta dosłowna, traktorowa 🙂 choć czas już coraz bliższy do oficjalnego potwierdzenia egzaminów, coraz bliższy… Orka biegowa była w lipcu. Znaczna część biegaczy buduje siłę i robi podstawy w zimę. A mnie w tym roku wyszło w lato. Deszczowy lipiec – jak za dawnych lat, gdy nie było ani tak zwanych… Read more »
Jeden egzamin za mną – wyniki będą 29 sierpnia; to ten państwowy, zawodowy. Do drugiego nie przystąpiłem, bo byłem w pracy. 9 kyu nie będzie, jeszcze nie teraz. To ten hobbystyczny egzamin. Dużo się działo, jeszcze więcej się dzieje. Zaplanowałem sobie urlop – inaczej niż co roku – na lipiec. I zapomniałem o nim. Zapomniałem, bo też nie planowaliśmy –… Read more »
W dawnych, zamierzchłych już czasach rozmawiając z Remem na tematy filozoficzno-egzystencjalne, jak to bywa często u licealistów, powtarzałem, że z każdej sytuacji, w której się znajdujemy są trzy wyjścia. Co najmniej trzy – dobre, złe i przez okno. „Przez okno” oczywiście jest przenośnią i oznacza najprostsze, nieoczywiste wyjście z danej sytuacji. Tak miałem teraz z bieganiem. Jest w toku plan… Read more »
No chyba jednak nie. Nie kupiłem ciągnika. A tym bardziej czarnego. Jeszcze nie pora na to. To za kilka lat. Ale coś mnie zaćmiło, bo ten czarny ciągnik okazał się butami, w dodatku nie czarnymi – a kolorowymi. Pstrokato-kolorowymi. I nie z pojemnością dwa-czterysta, a w rozmiarze 42. I nie z alufelgami i ciemnymi szybami, a z notą 94 na… Read more »
Zaczęła się majówka. Przedwczoraj. Pobiegliśmy na Hrabiego – miało być pięć kilometrów, mocy starczyło na trzy. Nie będę się rozpisywać, bo opisał to dokładnie Marcin. Co ważne – jedliśmy w domu przez parę dni galaretki ze śmietaną – i chyba jak zwykle nabiał mnie rozwalił. Chyba. Jeśli się okaże, że to nie to – to nic się nie stanie –… Read more »
Tego dnia mieliśmy zrobić… nawet nie pamiętam co… Zrobiłem 5 szybkich setek, żeby rozgrzać mięśnie i czekałem na OKS-ie na Marcina. Marcin dotarł, a za nim… burza. Nie było szans na pozostanie na bieżni – ołowiane niebo, momentalna ulewa. Ratowaliśmy się przed zmoknięciem pod zadaszeniem nad wejściem do budynku OKS-u. Coraz bardziej zacinało i zdecydowałem się na bieg do auta,… Read more »