Tytuł chwytliwy mi się udał, jak zakończony rok 😛 Jednak wcale nie odnosi się do ubiegłego już roku. Zupełnie nie. To tylko zbieg okoliczności, a wszystkie opisane zdarzenia nie są poparte faktami. Wcale, ale to wcale. *** Od poprzedniego wpisu zdążył spaść śnieg, potem zniknąć, po czym tuż przed sylwestrem spadł jeszcze raz. Ale skuteczniej – że aż postawił na… Read more »
Kiedyś, już całkiem dawno temu… dostałem od Waldka z Sokudo takie-małe-cuś: Dziś, całkiem niedawno temu, wylądowałem z żółtym dziobem, znaczy się – żółtym pasem. Zdane. I takie-małe-cuś zmieniło barwy na poprawne. A i grupa starszaków w Sokudo rośnie. Dziś też chłopaki – te starsze – Tomek i Michał zdali na brązowe pasy. Aż musiałem zapytać ile im to zajęło czasu…. Read more »
Powroty, powroty. Te powroty do biegania to tak od początku roku trwają… A tu… czerwiec się skończył. Biegi bez Garmina, na stoperze. Obecność na karate – jak tylko mogłem. Jak na pierwszy, tak zawzięty miesiąc wypadło to całkiem dobrze. Wróciła systematyczność. Prawie nie było wymówek, żeby nie pójść na karate lub w las. I w końcu poczułem, że wróciła chęć… Read more »
Jeden egzamin za mną – wyniki będą 29 sierpnia; to ten państwowy, zawodowy. Do drugiego nie przystąpiłem, bo byłem w pracy. 9 kyu nie będzie, jeszcze nie teraz. To ten hobbystyczny egzamin. Dużo się działo, jeszcze więcej się dzieje. Zaplanowałem sobie urlop – inaczej niż co roku – na lipiec. I zapomniałem o nim. Zapomniałem, bo też nie planowaliśmy –… Read more »
Na zajęciach na razie byłem 3 razy. Albo aż trzy razy? Chyba pozostanę przy wersji, że aż trzy razy. To jest to na co liczyłem – obolałe mięśnie rąk, barków, pleców, ruszone nieco inaczej niż przy bieganiu uda. Słowem – treningi karate dają w mięśnie. Mocno – tak mocno, że czuję nawet inne ścięgna, niż po sprintach na Agrykoli. A… Read more »