Ostatnio opisywałem mój powrót to starych, dobrych treningów według Franka H. Odkrycie Franka było dla mnie krokiem milowym w bieganiu, potem doszła amerykańska szkoła FTC. I połączone razem, od paru lat stanowiły rdzeń moich treningów. Czasem trochę odbiegałem od nich lekko, czasem mocniej, ale zawsze potem do nich wracałem.
Obecnie, przestawiając się zupełnie na trening pod 800 metrów przestawiłem się na robienie treningów Franka w miarę możliwości do końca. Cały przez niego opisywany plan treningowy podzieliłem na trzy poziomy trudności. Poziom pierwszy ma w sobie 9 różnych jednostek – 5 anaerobowych i 4 aerobowe. I jak to u Franka – czasu są wyśrubowane dla jego zawodników. Z level_1 zrobiłem na razie tylko jeden trening w którym zmieściłem się w czasach Franka – 267 metrów w 35 do 40 sekund – choć zrobiłem tylko 4 powtórzenia (3 w czasie), zamiast 6. Ale to trudny trening – wiedziałem już o tym lata temu, jak robiąc trening Franka, jedna z jednostek wymagała zrobienia 4 powtórzeń czterystu metrów w 1:10, z przerwą 400 m marszem. A którą piłowałem dotąd, aż zrobiłem – i wtedy mogłem ruszyć dalej z kolejnymi jednostkami.
Czeka mnie jeszcze 5 serii poziomu pierwszego. Wtedy wejdę na dwójkę – w której jest 12 jednostek: czasy są bardziej podkręcone, ale najtrudniejsze są przerwy – które są piekielnie krótkie… I ta część również zajmie 6 powtórzeń. A potem wisienka na torcie – trening poziomu trzeciego. Dla zawodnika klasy mistrzowskiej pewnie wymagający – dla mnie nieosiągalny – ale spróbuję. Wspomnę tylko jeden z łatwiejszych – 4 razy 400 metrów po 52 sekundy, z przerwą 3 minut… Chyba tylko Agrykola i zap***nie na maksa w dół cztery razy.
Na stronie PZLAM jest już zapowiedź, że Halowe Mistrzostwa Polski Masters odbędą się 27 lutego 2027, jak zawsze – w Toruniu. Jeśli dobrze pójdzie powinienem być w połowie poziomu drugiego treningu Franka. Czy da to formę na ten czas?
Jak na razie postęp jest, choć powolny – dzisiaj na kolejnym treningu Osiemset_Plus osiemsetka weszła mi ze splitem na czterysta – 1 sekundy i 54 dziesiątych (1:7,54 i 1:9,08) – robiąc mi nowy SB – 2:16,62. Cytując Turnaua po cichu, po wielkiemu cichu z tygodnia na tydzień urywam kolejne pojedyncze sekundy na osiemset.
Jak dotychczas najlepszy czas z oficjalnych zawodów to 2:17,07 w Warsaw Cup Track 2019, którego nie uznaję, ponieważ… zawodnikowi, który wpadł na metę za mną, w wynikach końcowych przypisano mój czas. Na co mam materiał dowodowy w postaci zdjęć z mety opublikowanych przez organizatorów na FB niedługo po imprezie 😮
Kończąc ten przydługi wywód – najlepszym moim czasem zmierzonym na zawodach na 800 metrów jest więc 2:14,87. Od którego dzielą mnie już niecałe dwie sekundy.
Jutro Parkrun zamykający pierwszą serię treningu mieszanego Horwilla-Kłodowskiego, w którym piątka ma zastąpić Horwillowskie 10 kilometrów, których nie mam zamiaru już nigdy szybko biegać. Bo pięć ma być maksem 😛
