Dwadzieścia pięć

      Brak komentarzy do Dwadzieścia pięć

Tytuł chwytliwy mi się udał, jak zakończony rok 😛  Jednak wcale nie odnosi się do ubiegłego już roku. Zupełnie nie. To tylko zbieg okoliczności, a wszystkie opisane zdarzenia nie są poparte faktami. Wcale, ale to wcale.

***

Od poprzedniego wpisu zdążył spaść śnieg, potem zniknąć, po czym tuż przed sylwestrem spadł jeszcze raz. Ale skuteczniej – że aż postawił na noc samochody na S7 pod Elblągiem. Bo któż przy tak płonącej planecie pamiętałby, jak wygląda zima, nieprawdaż?

Śnieg się utrzymał wraz z temperaturami dochodzącymi do 7, a nawet wg niektórych znajomych – do 11 stopni na minusie w okolicach warszawsko-otwockich. W takich zupełnie niesprzyjających bieganiu okolicznościach, początek roku minął na jego świętowaniu, podsumowaniach i nowych odkryciach. Dla przykładu – moje notatki wskazały ku mojemu zaskoczeniu, że w grudniu 2025 zrobiłem największy kilometraż – 64 kilometry, a cały rok zamknąłem w 520 kilometrach. Wow 🙂

W końcu sezon świętowania nowego roku jakoś-tak-się-był zakończył. I wtedy wpadłem na nowy pomysł. Właśnie owych dwudziestu pięciu z tytułu. Osiedlowe szybkie pięć nie chciało wchodzić, bo dziki i może nawet smog, a jak nie smok to ciemno, albo za dużo smrodzących samochodów…. Tere-fere… Hrabiego jakoś wchodziło, ale generalnie nie, bo za daleko… Parkrun Malcanów od czasu do czasu, ale zwykle nie, bo praca… Słowem tere-fere…

I tak cały czas. Wymówki, wymówki, wymówki. Aż odchodzący rok nasunął mi banalnie prosty pomysł na pokonanie wymówek i okrutne na nich zemszczenie się. Las zaraz za osiedlem. Bez dzików w ciągu dnia, nie do biegania w nocy (bo można kopyta połamać), bez smogu, bo tu z centrum naszej wioski, czyli Batorego nie dolatuje. A że las ten nie jest łatwy do biegania to ustawiłem sobie granicę na 25 – słownie: dwadzieścia pięć – minut. Za każdym biegiem. Docelowo wyjścia na tę piątkę mają być codziennie rano, bo w końcu jestem sowa, więc szybkościówka będzie drugim treningiem, gdy już będzie to możliwe (czyli stadion, Hrabiego bez Śniegu, etc.) a ja w pełni rozbudzony w ciągu dnia. Proste? Proste.

Pierwszy wolny z założenia bieg wyszedł na 23:16, przy prawie -8°C; drugi dzisiaj – wg Garmin Connect przy -9°C, co jest możliwe bo śnieg już charakterystycznie skrzypiał, jak to zwykle bywa na granicy -10 stopni. Drugi bieg wpadł w 23:22, choć do końca nie jest to prawdą – bo miałem przerwę na robienie zdjęć do niniejszego wpisu. I jak na razie – udało mi się wyjść codziennie 🙄

A z innych ciekawostek noworocznych warto wspomnieć dzienniczkowo to cudo, o wadze 60 kilo:

Trenuję kopnięcia z wyskoku 😛 A dupa boli od ponaciąganych mięśni, że hej… ale pośladkowy pod pięć kilometrów się wzmocni, że jeszcze bardziej hej:mrgreen:

Edycja – 2026.01.10: pobudka przed porannym Run Otwock – na termometrze -16°C, o 8:10 jak wyruszałem z domu -15,5°C. Jest ZIMA 😛

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *