Na zajęciach na razie byłem 3 razy. Albo aż trzy razy? Chyba pozostanę przy wersji, że aż trzy razy. To jest to na co liczyłem – obolałe mięśnie rąk, barków, pleców, ruszone nieco inaczej niż przy bieganiu uda. Słowem – treningi karate dają w mięśnie. Mocno – tak mocno, że czuję nawet inne ścięgna, niż po sprintach na Agrykoli.
A jednocześnie – jak się okazało po pogrzebaniu w Excelu treningowym – co poniektóre puzzle już zaczynają zupełnie niespodziewanie się pokazywać. Tak to już z nimi jest – gdy patrzysz na rozsypane, nie znajdziesz pojedynczej kostki, jak odpuścisz – sama gdzieś w chaosie rzuci się w oko.
W środę, 26 lutego moim ambitnym założeniem było pójść rano na coś szybszego a z MarcinemO po południu na coś dłuższego. Zmęczenie mięśni po wtorkowym karate zweryfikowało plan – wybraliśmy się z Marcinem na nasz stary szlak na Tabor (koło Bazy edukacyjnej MPK Torfy). Ustaliśmy, że zrobimy 4*2 kilometry. W stronę Taboru – wolno, powrót – szybko. Pierwszy szybki przebieg wszedł w 8:02. Na drugi zaproponowałem mój ulubiony bieg na dochodzenie. Wystartowałem 40 sekund za Marcinem, i z wyliczeń mi wyszło, że jak pobiegnę 3:40 na kilometr złapię go przed metą.
No i nic z tych założeń nie wyszło… Po kilometrze do Marcina brakowało mi około 50 metrów, tempo wyszło na 3:24; potem było już tylko gonienie Marcina, a potem, potem – już tylko trzymanie tempa, jak go wyprzedziłem… bo organizm zaczął protestować, gdy ocknął się poza strefą komfortu. Mroczki przed oczami, omdlałe ręce… ale dobiegłem. A Marcin wytrwale gonił i zrobił 7:53. U mnie wyszło 3’46”, co łącznie dało 7:11.60. To mój najszybszy od „za siedmioma górami…” czasu bieg ciągły.
I po tym, jak do mnie to dotarło – po raz pierwszy jeszcze na torfach, a po raz drugi w domu – dopiero zaczęła się zabawa – szukanie, liczenie, budowanie nastawienia. Okazało się bowiem, że:
– te nasze ostanie 2 kilometry były moim pierwszym tak szybkim odcinkiem od września 2023 (to już Hrabiego) a jednocześnie 6 najszybszym mierzonym odcinkiem dwukilometrowym w historii mojego biegania. Rekordem nadal pozostaje bieg na 3 kilometry z maja 2022, gdzie poleciałem 6:33.70.
To całe grzebanie doprowadziło jeszcze do jednej konkluzji. Odkryłem, że w styczniu tego roku (29.01) zrobiłem 800 metrów w czasie, który okazał się 4 najszybszym moim przebiegiem na tym dystansie (mierzone tylko 800 metrów, a nie międzyczas). To zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, choć z drugiej strony tego dystansu tak często nie biegam. Najszybszym, mierzonym jest start na AWFie – 2:14.87 w 2019 roku, potem długo, długo nic – i dopiero w 2021 roku, już na Drodze Wielkokackiej w Gdyni padło 2:09.30.
Od tamtego czasu osiemsetki to było bardziej udawanie niż bieganie 🙂 Ostatnie dwa szybsze biegi wpadły we wrześniu i październiku 2022 i… nastąpił koniec szybkich biegów na tym dystansie.
Pogodynka na koniec: ostanie dwa tygodnie to rollecoster (poprawnie roller coaster) – raz mróz w okolicach od -4 do -10, innym razem, jak wczoraj: 9,5 na plusie. Luty 🙂
