Piętnaście miesięcy… …tyle potrzebowałem, żeby zabrać się za – w sumie – prosty bieg. Długie oczekiwanie. Ciekawy rezultat. Ale wpis będzie krótki. Chodzi bowiem o postanowienie poczynione w kwietniu 2016 roku przy piwie, z Arturem i Remim. Powstał wtedy plan, według którego zakładałem powrót do baaaaaaardzo długich biegów. Plan zakładał pierwszy ultramaraton jeszcze w 2016 roku, jednak poprzedzony dwoma wybieganiami… Read more »
I zaczęła się zabawa wspomniana w poprzednim wpisie. Hubert, z którym gadaliśmy o treningu podczas biegania na stadionie OKS-u nazwał to biegiem progresywnym. OK, może być – będzie łatwiej go odróżnić. Choć dla mnie to nic innego, jak stary, dobry bieg ciągły. Dwukoły Na początek wpadł wyjazd na mazurskie pogranicze, gdzie czekała ciężka, fizyczna robota. Kucie kafelek i betonu na… Read more »
Wspomniane wcześniej mieszanie treningów zacząłem w ciągu zeszłego tygodnia. Mój nowy pomysł na pobicie 40 minut na dychę jest w swojej prostocie całkiem głupi i niegłupi zarazem – biegać w tempie co najwyżej 4 minut na kilometr (a najlepiej ciut poniżej) przez całe dziesięć kilometrów. Proste, nieprawdaż? Nowe, nowe… przyszło nowe! Zacząłem więc w zeszłym tygodniu. Według owego genialnego i… Read more »
Bieg w Platerowie już od dwóch i pół tygodnia jest historią. Działo się w międzyczasie tyle, że wyleciał z głowy. Choć lekka niechęć do treningu nie. Na domiar złego lektura niektórych blogów na bieganie.pl pokazała całą prawdę o końcówce czerwca – nie dla wszystkich to był łatwy okres. W ciągu tych dwóch tygodni nabiegałem zaledwie 115 kilometrów. Żeby się jednak pocieszyć,… Read more »
Kolejne dwa tygodnie strzeliły, jak z bicza. W większości w upale – czy to na stadionie, czy w lesie. Z jednej strony mniejszy kilometraż miał dać trochę odpoczynku przed biegiem w Platerowie, z drugiej strony upał dawał się tak we znaki, że robiłem treningowe minimum. A i tak naklepałem prawie 160 kilometrów w te dwa tygodnie. W ciągu tego czasu… Read more »
Dwa tygodnie strzeliły, jak z bicza. Pierwszy zamknął się w 120 kilometrach, drugi w prawie 100. Oprócz podstawowych sesji, dorzuciłem w ciągu tych dwóch tygodni sprinty na stadionie oraz podbiegi. Szczególnie z tych drugich jestem zadowolony – znalazłem fajny, 1200 metrowy odcinek do podbiegów i zbiegów. Ma wszystko – piasek, korzenie, cholernie grząski piasek i odcinek utwardzonego… czego? Szutru? Sam… Read more »
Koniec maja coś obfituje w głupoty, które chcę sobie zapisać. Dziś o spadających szyszkach. Skojarzenia z polityką i politykami są zupełnie przypadkowe i nie na miejscu. Chodzi o te szyszki z drzew, a nie – drzewa od szyszki. Od wczoraj w lesie panowały dość ciężkie warunki – bardzo mocny wiatr, sporo połamanych gałęzi i miejscami przewrócone mniejsze drzewa. A podmuchy… Read more »
Jadąc w marcu na Półmaraton Wiązowna nie wiedziałem, co to GP Traktu Brzeskiego i nie zakładałem, że wrócę na trasy tegoż. Cały marzec i kwiecień spędzone bardzo treningowo popchnęły mnie ku myślom o jakimś szybkim biegu na 5 kilometrów. W kieszeni miałem już czas na 10 kilometrów (z Wąskotorówki), a w czasie interwałów kilka razy poprawiałem czas na kilometr. Zapisując się… Read more »
Dzień wolnego po Maratonie Podhalańskim spędziłem przytulony ponownie do książki Danielsa. Końcówka trasy, która sama ustawiła się do bicia rekordów i same rekordy (wspomniane tu), dały bodziec do korekty czasów treningowych. Z drugiej jednak strony rozpoczynając ten tydzień treningowy bałem się, czy dam radę po wysiłku, jakim był maraton, zrobić w nowych czasach zadane trzy sesje specjalistyczne. Tydzień 14 planu… Read more »
Ukończyłem mój drugi maraton w życiu – tym razem padło na III Maraton Podhalański. Ooooooczywiście z nową życiówką… lepszą o ponad pół godziny od czasu z Zimowego Bieszczadzkiego. I jakoś ten wynik mnie nie rajcuje… podobnie, jak samo bieganie maratonów. Chyba nie łapię tego bakcyla. Męczący długi bieg, który daje organizmowi… no właśnie co? Kolega biegowy – Jurek, który go… Read more »