9 kresek

      Brak komentarzy do 9 kresek

Od razu zaznaczę – nie chodzi o takie kreski z jakimi kojarzy się naczelny Ukrainy, czy kliku innych czołowych polityków z zachodnich państw UE, czy ostatnio nawet nasi – polscy. łoooo matko – rodzimowiercy kreskowi. Chodzi o kreski kredą malowane na krawężniku w czasie treningu. A dokładnie – jak w tytule o dziewięć takich kresek.

Tytułowe 9 KRESEK 😛

Ostatni wpis popełniłem mniej więcej w połowie pierwszej serii Level_1 według Franka Horwilla. Dziś zacząłem serię trzecią, po jej skończeniu będę w połowie pierwszego poziomu. Trening jest trudny, ale idzie do przodu. Spektakularnych wyników na razie nie widzę, mam wrażenie, że jest chyba nawet gorzej – ale składam to na zmęczenie.

W ciągu ostatnich pięciu tygodni od ostatniego wpisu wpadła bardzo szybka sześćsetka na Agrykoli (1:28,75), co jest nowym treningowym PB. Dwukrotnie zrobiłem równe, szybkie biegi w tempie 3:30 na kilometr: raz na 1500 metrów (i raz dodatkowo z MarcinemP i Arkiem, ale to się nieliczy, jako całość, bo zrobiłem sobie 11 sekund przerwy, bo myślałem, że nie mam już siły biec dalej…), i raz na 1600 metrów. Powoli, powoli widać światełko w tunelu prowadzącym do powrotu formy z mniej-więcej 2022 roku (Gdynia).

Opisany w poprzednim wpisie Parkrun skończyłem z czasem 21:03, co również jest niezłym wynikiem, jak na leśny terenowy bieg (w czasie którego tak mi się już nie chciało biec, że na ostatnim kilometrze pospacerowałem sobie trzy razy po około sto metrów… a to wszystko przez to, że za mną pierwszy biegnący był tak daleko, że głowologia uznała, że szkoda się męczyć… – ot i cała filozofia gepardów i FTC). Żeby było zabawniej, jest to moja najlepsza piątka w roku 2026 (więc wskakuje na tablicę progresu/regresu). 

Na krótkich dystansach po raz drugi w tym roku na 8-10 biegów na 100 metrów, 6 wyszło w 12.XX sekundy – ostatni taki trening zrobiłem 28 września. Jednak treningowo cały czas najlepszą serią wszechczasów pozostaje trening z grudnia 2020, kiedy zrobiłem 9 powtórzeń w czasie 12.XX na 9 prób na szutrówce w Starej Wsi, na spadzie w kierunku cmentarza, przy -2.2°C).

Dzisiejszy wpis powstał, po 9 kreskach na Bagnistej-Kalinowskiego. Ostatnim razem cieszyłem się z Horwillowskich czterechsetek na tej trasie w październiku 2025, kiedy zrobiłem 8 powtórzeń w okolicach 1:10 każda.

Dzisiaj wpadło 9, co prawda pierwsza ciut asekuracyjnie na 1:13, ale uznaję ją, bo… bo no właśnie miałem wszystkie biegać po 1:20. I nie udało się. W efekcie, kumulacją tej porażki treningowej, był piąty bieg na 1’05,20”.

No cóż… nie udało mi się utrzymać tempa w okolicach 1:20, co oznacza, że czas przeliczeniowy z 3K jest za słaby i trzeba z nim coś zrobić…

PS. Dziś odkryłem ogień i koło po raz kolejny. Dotychczas myślałem, że biegam w miarę dobrze technicznie, ale po dzisiejszym treningu, który potraktowałem jako zabawę z plecami, mięśniami brzucha i wyżej pracującymi kolanami dotarło do mnie że nie umiem wcale biegać technicznie 😛 I co ciekawe – powietrze zaczęło napływać w głąb, aż do przepony, a nogi… to osobne odkrycie, kiedy zauważyłem odczuwalnie, jak dużo daje podniesienie kolan. I jak to zrobić, żeby TO BYŁO odczuwalne. To odkrycie porównywalne jest do tego, jak poczułem fazę odpoczynku przy sprincie na 100 metrów…

A ile jeszcze nie wiem?!#$!((*!!


Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *