Osiemset_Plus

      Brak komentarzy do Osiemset_Plus

Dziwnie się kojarzy, prawda? Ale to dobrze, że się dziwnie kojarzy. Bo to o programie 800+. Tylko innym. I aż się nasuwa i ciśnie się sama do wypowiedzenia na głos moja ulubiona fraza za Andrzejem Sapkowskim, że „coś się kończy, coś się zaczyna”.

Zaczęły się wakacje, nadeszła przerwa w zajęciach karate. Po drodze była poprawka Szymka. Minął drugi miesiąc, jak nie ma z nami Olkiszona. Wraz z sinusoidami w domu, podobnie zachowywało się moje nastawienie do biegania. Wpadłem w tryb uśpienia. Zbliżająca się miesięcznica trochę mnie wyrwała z tego stuporu. Postawiłem sam sobie nowe wyzwanie – kolejne już – codziennie, kiedy będę w domu, mam zrobić poranną sesję na Kalinowskiego-Narutowicza (czyli po mojemu Bagnistej ze wcześniejszych wpisów). Codziennie osiemset metrów. Żeby się z tym dystansem obiegać.

Plan wszedł w życie z dniem następnym, czyli 8 lipca. Rano osiemset, wieczorem z MarcinemO trzy razy 1000 metrów na Hrabiego. Pod wiatr, momentami bardzo nawet silny wiatr.

Dziś powtórzyłem osiemsetkę już drugi raz, choć nie o poranku, to jednak przed obiadem się wyrobiłem. Kolejne osiemset. Ale przy okazji tej osiemsetki, spokojnej, bez zalania kwasem mlekowym, ponownie pod wiatr, wpadłem na coś oczywistego, co cały czas mi umykało.

Po pierwsze już dawno sobie obiecałem, że po złamaniu minuty na czterysta zacznę piłować osiemsetI tak minęło siedem lat nic nie robienia w tym kierunku. Po drugie – dokładnie na tej samej ścieżce, co wtedy zaczynam program 800+. Stąd też powtórzona grafika z powyżej podlinkowanego wpisu.

Kiedyś biegałem z punktów mniej-więcej oznaczonych wg Garmina, teraz mam znaczniki co 200 metrów z górki na Kalinowskiego, aż za skrzyżowanie z Tatrzańską pomierzone kołem mierniczym.

Biegnąc te swoje osiemset metrów, prawie że rekreacyjnie (bo szedłem na spokojne, niewymęczone 3:10 na kilometr) wpadłem na to, że ten odcinek mogę sobie w przyszłości wydłużyć o kolejne odcinki po 200 metrów – 1600 metrów wypada na wysokości przystanku przy kościele. A jak braknie – zawsze mogę zrobić domiar do równych 2 kilometrów po ostrym zakręcie w Literacką, w kierunku Cieszyńskiej. I mogę mieć w miarę fajny, asfaltowy odcinek na ciągłe 2 kilometry. Nie będzie to co prawda w niczym przypominać Reja, no ale… póki nie ma się jeszcze, co chciałoby się mieć, trza korzystać z tego co jest 😛

O ile głowa puści i pozwoli to zacząć biegać.

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *