Jakiś czas temu cieszyłem się z nowych zakupów kolców do biegania na tartanie, żużlu i gdzie się da (bo nawet na śniegu). Nowych Pum nie sprawdzałem, bo to następca moich, już wysłużonych typowo treningowych evoSPEED. Sprawdzałem za to Adidasy, żeby nie być zaskoczonym. I od jakiegoś czasu męczy mnie lekki ból ścięgna strzałkowego. Oczywiście nie powiązałem faktów, bo było za mało danych.
Będąc w Gliwicach dwa dni temu, podjechałem na wypatrzony już we wcześniejszym pobycie tamże, stadion koło basenu (okolice ul. Mewy). Stadion ma bieżnię na 300 metrów, ale dobrze oznaczone tory na sto metrów.
W planie – bo już był gorąc jak cholera – było 10 setek. Potruchtałem w kolcach i pierwsze cztery próby zrobiłem w Adidasach. I zaczęło boleć bardziej. Przesiadłem się na zwykłe Asicsy (DS Trainer 26 – nieudany następca genialnych DS-24). I przeżyłem szok. Stopa przestała boleć, czasy nagle skoczyły z 13 na 12 sekund (próby od 5 do 10 na zrzuicie z FreeLapa).



Olśnienie nastąpiło wczoraj, gdy Monika po rozmowie z Grzegorzem (to też wydarzenie warte zapamiętania) przypomniała mi moją starą kontuzję kolana z czasów mojego biegania klubowego w Cieszynie.
I wtedy wszystkie kropki się połączyły. Jak się biega w butach, które są wypróbowane, stabilne i znane, to nie warto tego zmieniać. Kupując Adidasy myślałem sobie naiwnie, że zmiana układu pinów pod kolce ustabilizuje stopę. Guano–prawda. Słabsze z tamtych czasów kolano, przy mocnym uderzeniu o podłoże przenosiło cały impet na najbardziej osłabione miejsce, gdzie akurat brakuje jednego pina. I dupa. Kontuzja gotowa. Także tak – Adidasy skoro już je mam – będą na zawody i tylko na zawody, choć na zmianę z Pumami, bo może się okazać, że te drugie pozwolą zrobić lepsze czasy…

A przy okazji sesja w Gliwicach była wyjątkowa z innego powodu – po raz pierwszy na treningu na dziesięć, błąd – na sześć powtórzeń w butach, które nie bolały – zrobiłem aż cztery przebiegi z dwunstką na początku. Takiej serii jeszcze nie miałem w historii. No i znowu pojawia się wyzwanie – zrobić tak dziesięć powtórzeń 😛
A przy okazji na zakończenie ostatniego treningu karate w tym roku szkolnym – zdałem egzamin na 6 kyu. I mam nowy kolor pasa – już nie żółtodziób, a pomarańcza.
Achhhh, jeszcze PS.: O hrabiach i hrabiankach
A z innych ciekawostek warto wspomnieć bieganie z Marcinami na Hrabiego, gdzie MarcinP odkrył koło, ogień i zapalniczkę – że z górki można biegać szybciej, niż pod górkę. I prowadząc go na mniej-niż-minutę (na 400m) o mało co tego nie zrobił: ustanawiając swój nowy treningowy PB, pobiegł czterysta metrów w minutę i trzy dziesiąte.
