Dziś MarcinO w czasie biegania przypomniał początki naszego biegania na Hrabiego. I przypomniał Horwilla. A to oznacza, że już trzy lata minęły od naszego powrotu z Gdyni; trzy lata też ma odkryta biegowo „na nowo” ulica Hrabiego w Otwocku.
Wydarzenia z marca, kwietnia i maja odbiły swoje piętno na wszystkich poziomach funkcjonowania całej chałupy. Biegowo pojawiła się kolejna dziura w bieganiu, i kolejne roztrenowanie.
Biegowy powrót u mnie – wymuszony siłą woli i większą ilością czasu spędzonego w Warszawie – po kilku miesiącach dał w końcu jako-tako ale akceptowalną dłuższą passę biegową, zapoczątkowaną 28 maja na stadionie Agrykoli.
Bieganie skupiłem wyłącznie na 400 i 800 metrach. Czasem sam, na Hrabiego właśnie, czasem z MarcinemP i Arkiem. Takie grupowe bieganie pomogło.
Czterysetki wchodziły bez niespodzianek – wchodziły, jak były zaplanowane. Problemem były dla osiemsetki. Biegane raz ze złością, innym razem na zmęczeniu, czasem ze zniechęceniem – niespodziewanie dawały czasy coraz bliższe 2 minutom i 20 sekundom.
Dwa-dwadzieścia złamałem dziś, na Hrabiego z ekipą: MarcinO, MarcinP i Arek. MarcinP odkrył Hrabiego, a jednocześnie pozwolił nam się dobrze nakręcić, żeby trochę porywalizować. Zrobiliśmy dwa biegi rozgrzewkowe, po czym – według założenia – ostatni bieg polecieliśmy na maksa.
I wszyscy zrobiliśmy SB – najlepsze czasy w tym sezonie, a MarcinP zrobił nawet życiówkę.
Ja w końcu przebiłem sufit dwóch-dwudziestu. 2:18,30. Wynik, który ostatnim razem widziałem jesienią 2022 roku (w moim szczycie formy w Gdyni, a który to szczyt formy w ciągu kilku kolejnych miesięcy się zawalił). Rekordem z zawodów nadal pozostaje 2:14,87 z 2019 roku (Warsaw Cup Track), a nieoficjalnym 2:09,30 z Gdyni (2021, Sopocka/Wielkokacka).
A tytuł? Historia jest prosta – MarcinP znalazł dziś koźlaka, po tym jak kopnąłem z drogi jakiś kawał gałęzi. Niedługo później kurki. Ale to nie o te tytułowe grzyby chodzi 🙂
Chodzi o te grzyby ze zdjęcia poniżej 😛

Kończąc – niedługo od ostatniego wpisu (Trzy po trzy para piętnaście), cytując – zakończyłem ostrożne rozbieganie do jakiegoś akceptowalnego poziomu… i wraca jakiś bardziej skomplikowany trening z chłopakami.
*** a wszystkie zdjęcia pożyczone od MarcinaO

