Prawie miesiąc mija od leśnego pogrzebu Olkiszona. Prawie miesiąc bez obecności gadającej i wszędo-zaglądającej kotki. Prawie miesiąc z poczuciem pustki w chałupie. Prawie miesiąc bez chęci do biegania.
W tym czasie udało mi się parę razy wyjść pobiegać – niektóre razy były bardziej ze złości, inne, żeby w ogóle ruszyć dupsko z domu. Było szybsze osiemset metrów, były 4 kilometry w znośnym tempie, potem kolejna osiemsetka – choć słabsza (2:25).
Niektóre biegi były wyjazdowe – żeby wyjechać daleko i się odnaleźć w znanym otoczeniu – tak też było na wyjeździe, w Cieszynie, gdzie były setki na stadionie w kolcach, z najlepszą w 12,53″.


Coś przeklikało w głowie po pracy 28 maja, kiedy wybrałem się na stadion na Agrykoli. Szału nie było z tempami, ale zrobiłem piramidkę – 2*100m rozgrzewkowo, po czym 200m-300m-400m-300m-200m-2*100m. Czterysetka była zachowawcza (1’10”), ale potem było ciut lepiej, aż do ostatniej setki w 13,30”.
Po tygodniu przerwy na inne, równie ekscytujące prace domowe, wpadła Agrykola, ale ta właściwa – na 400m. Zrobiłem tych czterysetek 3, słownie trzy: 57,02” | 57,01” | 54,78”. W końcu trochę żwawiej niż żółw pełznący w piasku.
Dziś wpadła kontynuacja szybkościówek – tym razem na Hrabiego, na mierzonej setce. A propos Hrabiego, dziady z nadleśnictwa zaznaczyły drzewa do wycięcia, cholera wiec po co, ale zaznaczone drzewa ciągną się od krzyża aż na górkę koło trzysetngo metra. Dalej nie byłem, więc nie wiem. Będę musiał coś wymyśleć ze znacznikami, bo drzewa z nimi też są pomazane do ścięcia. Mogę jeszcze próbować te ich krechy zmazać, żeby się pogubili i zostawili… ale to chyba nie przejdzie.
A same setki? Było nadspodziewanie dobrze – dwie z dziesięciu weszły z dwunastką z przodu: 12,22″ (szósty przebieg) i 12,35″ (dziewiąty przebieg). Nadspodziewanie dobrze.
Podsumowując – jeszcze nie chcę do ludzi, ale chcę się ostrożnie rozbiegać do jakiegoś akceptowalnego poziomu. Potem może wróci jakiś bardziej skomplikowany trening z chłopakami.
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

A na koniec parę notatek ku pamięci w stylu Rincewinda (tak, tego od Terry’ego Pratchetta), z grafiką ilustrującą wpis do notatek (246) – Lotnisko Dusz. Tym razem tytuł jest czytelny wyłącznie dla autora. Tak to jest z Rincewindami…
