I spłonęła…

      Brak komentarzy do I spłonęła…

Ta historia musiała się tak skończyć. Planeta tak płonęła, że aż zamarzła. No dobra – nie cała. Ale Bałtyk częściowo zamarzł. I w tym celu pojechaliśmy do Gdyni połazić po morzu.

Łażenie po morzu się udało, jak również godzinne marsze nad morze w Sopocie i z powrotem, przy czym te z powrotem to już było przy mrozie idącym w dwucyfrowym kierunku (wg prognoz ponoć miało być -17°C). I to po miejscowej knajpianej śliwowicy, która niezbyt dobra była…

W Sopocie nocą…

Biegowo mimo dużego zlodzenia, zimna i śniegu było całkiem dobrze. Kilometraż już dziś dogonił kilometraż ze stycznia. W Gdyni chciałem poszaleć na Wielkokackiej, czyli szutrze w kierunku Sopockiej, ale nie poszalałem. Bieg w śniegu po kolana o mało mnie nie zgubił, bo nie poznałem dobiegu do Wielkiej Gwiazdy w Sopocie. A jak już pod nią trafiłem i ruszyłem w dół w podobnym śniegu, to tylko chęć zaliczenia kilometra zmusiła mnie do dobiegnięcia do końca – z fantastycznym czasem 4’23”. To był dopiero super-rajd…

W Gdyni za dnia…

Za to po powrocie znad morza – Ło panie, a w Łotwocku to się dopiero podziało…

Piątka ścieżką rowerową w kałużach na szerokość całej ścieżki przy pierwszych roztopach z MarcinemP i Arkiem w 22’11”. Czterysta metrów powtórzone dwa razy na Agrykoli – chwilowo z SB (Seasonal Best) – na tym dystansie (54,79”); jedna – powiedzmy, że „Szybka” Osiedlowa Piątka na 22’12” na której Garmin zdurniał do końca i nie wczytał z GPSa nic-a-nic, a co lepsze zgubił 700 metrów.

To zapewne przez zmiany klimatyczne, te od spłonięcia planety 🙂

Zdjęcia powyżej: 1. Moja fotka ze Skry – maj 2016; 2 i 3. zdjęcia z artykułu na portalu Warszawa Nasze miasto z kwietnia 2025. Zdjęcia 1 i 2 przedstawiają tą samą stronę starego boiska i bieżni na Skrze.

I na koniec z MarcinemP i Arkiem zaczęliśmy wyprawy w kierunku Horwilla i częściowo Hollera (FTC) – stadion na Skrze z wiatrem i Bagnista (Kalinowskiego) z górki.  Na Skrze wpadł SB na 200 metrów- 28,31”. Bagnista już tak dobrze nie wypadła (znaczy się – bez rekordu), choć… było grubo patrząc, że było to po godzinie dwudziestej, dziki ryjące na horyzoncie, częściowy lód na asfalcie i ciemno – chociaż jak na wieczór oświetlenie robi tam dobrą robotę – 1’2,83″.

I tak oto luty, bez żadnych zapowiedzi i fajerwerków – zrobił się całkiem mocno przepracowanym miesiącem 😮

Archiwa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *