Tag Archives: Garmin

Koniec sezonu 2017…

      1 komentarz do Koniec sezonu 2017…

Zafiksowany jakiś i zestresowany, zmusiłem „chałpę” do wstania na nogi o godzinę za wcześnie… Pomyliłem godziny i wydawało mi się, że bieg jest o 11:00 (jak Karczewski). Oczywiście był o 12:00, co przyszło mi do głowy, gdy zaparkowaliśmy na Solcu… Spokojnym krokiem poczłapaliśmy na Torwar. A tam były już tabuny ludzi. I wszyscy ponakręcani jakoś i robiący dziwne rozgrzewki, czasem… Read more »

Bieg Jacka, tego Siedleckiego… i tego Otwockiego

Bieg Siedleckiego Jacka był ukoronowaniem roku nowego, Danielsowego podejścia do treningu. Na ten bieg nie czekałem jednak już tak, jak na półmaraton w Wiązownie, czy Piątkę w Mińsku Mazowieckim. Wyjątkiem był Platerów, gdzie oczekiwania były wyższe niż podeszwa butów… ale to pojedynczy wypadek przy pracy. Ten bieg miał spokojnie zakończyć Grand Prix Traktu Brzeskiego 2017. Bieg Jacka… …był i moim… Read more »

≤4… odsłona druga

      Brak komentarzy do ≤4… odsłona druga

I zaczęła się zabawa wspomniana w poprzednim wpisie. Hubert, z którym gadaliśmy o treningu podczas biegania na stadionie OKS-u nazwał to biegiem progresywnym. OK, może być – będzie łatwiej go odróżnić. Choć dla mnie to nic innego, jak stary, dobry bieg ciągły. Dwukoły Na początek wpadł wyjazd na mazurskie pogranicze, gdzie czekała ciężka, fizyczna robota. Kucie kafelek i betonu na… Read more »

Lipcowy OKS wieczorową porą

      Brak komentarzy do Lipcowy OKS wieczorową porą

Wspomniane wcześniej mieszanie treningów zacząłem w ciągu zeszłego tygodnia. Mój nowy pomysł na pobicie 40 minut na dychę jest w swojej prostocie całkiem głupi i niegłupi zarazem – biegać w tempie co najwyżej 4 minut na kilometr (a najlepiej ciut poniżej) przez całe dziesięć kilometrów. Proste, nieprawdaż? Nowe, nowe… przyszło nowe! Zacząłem więc w zeszłym tygodniu. Według owego genialnego i… Read more »

Platerów – dwa w jednym: sukces i porażka

      1 komentarz do Platerów – dwa w jednym: sukces i porażka

Kolejne dwa tygodnie strzeliły, jak z bicza. W większości w upale – czy to na stadionie, czy w lesie. Z jednej strony mniejszy kilometraż miał dać trochę odpoczynku przed biegiem w Platerowie, z drugiej strony upał dawał się tak we znaki, że robiłem treningowe minimum. A i tak naklepałem prawie 160 kilometrów w te dwa tygodnie. W ciągu tego czasu… Read more »

III Maraton Podhalański

      Brak komentarzy do III Maraton Podhalański

Ukończyłem mój drugi maraton w życiu – tym razem padło na III Maraton Podhalański. Ooooooczywiście z nową życiówką… lepszą o ponad pół godziny od czasu z Zimowego Bieszczadzkiego. I jakoś ten wynik mnie nie rajcuje… podobnie, jak samo bieganie maratonów. Chyba nie łapię tego bakcyla. Męczący długi bieg, który daje organizmowi… no właśnie co? Kolega biegowy – Jurek, który go… Read more »

3 powody do radości (=picia)

      Brak komentarzy do 3 powody do radości (=picia)

  Głupawy tytuł, który może za rok wyda mi się jeszcze bardziej głupawy. Ale oprócz tytułu będzie dziś całkiem poważnie. Weekend upłynął pod znakiem Wings For Life 2017, oglądanym na żywo (i w całości!!!) na redbull.tv. Pierwszy raz miałem okazję oglądać taką imprezę i podobała mi się. Po leniwej niedzieli, poniedziałek musiał być wolny, bo nie dało się wyjść w… Read more »

Leśny kamień milowy

      Brak komentarzy do Leśny kamień milowy

Taki wpis musiał się pojawić, inaczej nie byłby to dziennik postępów biegowych. Na ten moment czekałem w zasadzie od wakacji zeszłego roku. A dokładnie od sierpnia 2016. Wtedy, podczas remontu drogi ze Śródborowa do Celestynowa, zamknięty był odcinek Śródborów-Pogorzel. W jednym z wpisów z sierpnia, napisałem o nieoczekiwanym wtedy czasie na 10 kilometrów, który stał się wówczas zapowiedzią nadchodzących szybkich czasów w… Read more »

Wiązowna… i po Wiązownie

      2 komentarze do Wiązowna… i po Wiązownie

Sobotni poranek 4 marca z Otwock Biega był nieprzemęczający – niecałe 8 kilometrów truchtu, żeby za bardzo się nie zmęczyć. Biegowe rozmowy toczyły się wokół Półmaratonu w Wiązownie. I ubrania na bieg. Tak w skrócie. Wiązowna W niedzielę ruszyliśmy do Wiązowny na godzinę przed startem. Zapowiadana była dość ciepła niedziela, więc na placu przed szkołą wyskoczyłem z dresów do spodenek… Read more »

Sentymentalnie i lutowo

      Brak komentarzy do Sentymentalnie i lutowo

Plany treningowe na początek lutego, po powrocie z Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego w Cisnej były takie, że ho ho…a wyszło z nich jeszcze większe ho-ho. Pierwsze dwa tygodnie lutego przeszły pod znakiem choroby – nie wiem, czy to osłabienie po maratonie, czy co innego – faktem jest, że rozwaliło mi gardło i zatoki. Powrót do biegania po chorobie wypadł dopiero w… Read more »