Author Archives: admin

Żółtodziób

      Brak komentarzy do Żółtodziób

Kiedyś, już całkiem dawno temu… dostałem od Waldka z Sokudo takie-małe-cuś: Dziś, całkiem niedawno temu, wylądowałem z żółtym dziobem, znaczy się – żółtym pasem. Zdane. I takie-małe-cuś zmieniło barwy na poprawne. A i grupa starszaków w Sokudo rośnie. Dziś też chłopaki – te starsze – Tomek i Michał zdali na brązowe pasy. Aż musiałem zapytać ile im to zajęło czasu…. Read more »

Lekko

      Brak komentarzy do Lekko

Na początku listopada zrobiliśmy z Marcinem odkurzenie starej trasy zimowej do Starej Wsi. Dziesięć kilometrów w obie strony. W tę szybszą zrobiliśmy w 21:41. Kolejny dobry trening wpadł dwa dni później na OKS-ie – zrobiliśmy trzy powtórzenia osiemsetek. Moim założeniem było zrobienie każdej w okolicach 2:48. Startowałem 16 sekund po Marcinie, i miałem go dojść na mecie. Po pierwszej osiemsetce… Read more »

Polowanie dzika

      Brak komentarzy do Polowanie dzika

Fotka na stronie głównej pożyczona z profilu parkrunu Las Malcanów na FB. *** Wyjazdowy kilometr w Gdyni, gdzie rozkulałem się na kilometrze poniżej 3 minut, w kolejnych tygodniach przyniósł zupełny brak chęci do trenowania. To było prawdopodobnie coś, co się zwie spoczęciem na laurach (d**pie?). Jednak coś tam z tymi laurami się zepsuło i w końcu, po kilku obiecankach robionych… Read more »

Księżyc nad zatoką

      Brak komentarzy do Księżyc nad zatoką

Doczekałem się. Nie Hrabiego, nie Agrykola, a tym bardziej nie trudniejsza Bagnista. Na ostatnią chwilę i na wariata zorganizowany nocleg w Gdyni przegonił nas na dwa dni nad Zatokę. Zmęczeni jak cholera po wydarzeniach ostatnich dni, dojechaliśmy na miejsce w czwartek po południu, pospacerowaliśmy, nażarliśmy się jak zwykle już w Zahirze i nie mieliśmy siły już na nic, jak tylko… Read more »

Start szybki i grawitacja

      Brak komentarzy do Start szybki i grawitacja

Dziś będzie super szybko krótko. W piątek i sobotę odwiedzaliśmy Gliwice – bo październik is coming. I ta fizyka wszędzie obecna zaczęła udzielać się nawet Garminowi. Ale to za chwilę. Przed wyjazdem do Gliwic znalazłem nawet mały stadion (bieżnia tartanowa 200 metrów), na który chciałem się wybrać coś porobić. Z porobienia czegoś nie wyszło nic. Buty biegowe wróciły nieużyte. Bo… Read more »

Niespodzianki i orka

      Brak komentarzy do Niespodzianki i orka

Tytułowa orka jest w sensie biegowym, bo jeszcze nie ta dosłowna, traktorowa 🙂 choć czas już coraz bliższy do oficjalnego potwierdzenia egzaminów, coraz bliższy… Orka biegowa była w lipcu. Znaczna część biegaczy buduje siłę i robi podstawy w zimę. A mnie w tym roku wyszło w lato. Deszczowy lipiec – jak za dawnych lat, gdy nie było ani tak zwanych… Read more »

9 kyu

      Brak komentarzy do 9 kyu

Powroty, powroty. Te powroty do biegania to tak od początku roku trwają… A tu… czerwiec się skończył. Biegi bez Garmina, na stoperze. Obecność na karate – jak tylko mogłem. Jak na pierwszy, tak zawzięty miesiąc wypadło to całkiem dobrze. Wróciła systematyczność. Prawie nie było wymówek, żeby nie pójść na karate lub w las. I w końcu poczułem, że wróciła chęć… Read more »

Hmm… skąd wiedzieli?

      Brak komentarzy do Hmm… skąd wiedzieli?

Jeden egzamin za mną – wyniki będą 29 sierpnia; to ten państwowy, zawodowy. Do drugiego nie przystąpiłem, bo byłem w pracy. 9 kyu nie będzie, jeszcze nie teraz. To ten hobbystyczny egzamin. Dużo się działo, jeszcze więcej się dzieje. Zaplanowałem sobie urlop – inaczej niż co roku – na lipiec. I zapomniałem o nim. Zapomniałem, bo też nie planowaliśmy –… Read more »

Mój umierający parkrun

      Brak komentarzy do Mój umierający parkrun

Ostatni wpis traktował o super krótkich, które zaskakująco wyszły również super szybko. Zaskakująco, bo – jak wcześniej wspomniałem – kwiecień był okresem nie-trenowania. 4 wyjścia biegowe, 9 kilometrów przebiegu. Robota wykonana rewelacyjnie jak u Pata i Mata (po naszemu ponoć to Sąsiedzi byli) z ich słynnym …A je to! Szkoła się skończyła, nastały wolne soboty 🙂 W ten magiczny sposób… Read more »

Szkolno-działkowo-treningowy kwiecień plecień

      1 komentarz do Szkolno-działkowo-treningowy kwiecień plecień

Prawie półtora miesiąca mnie tu nie było. Tu – w sensie jakichkolwiek wpisów. Tyle się działo, że nie było za bardzo czasu na bieganie, nie było czasu na pisanie, czasem brakowało czasu na spanie. Poprzedni wpis pokazywał ciepły marzec – 10 marca i 18 stopni. Parę dni później było już tylko 5 stopni. Trochę deszczowo. Potem przyszedł kwiecień – grill… Read more »